12.04.2024, 23:40 ✶
Uśmiechnąłem się pod nosem głupkowato. Niestety, pewnych odruchów nie byłem w stanie powstrzymać, bo po prostu nie miałem w sobie tyle ogłady, a też nie była mi ona aktualnie jakoś szczególnie potrzebna do życia. Bynajmniej ta dotycząca zachowania w towarzystwie stricte kulturalnego, gdyż bardziej byłem skupiony na tym by komuś nie rozerwać szyi w ramach stracenia kontroli nad sobą. Cóż, obawy Laurenta były odpowiednie, ale na szczęście nie miałem do nich dostępu, bo pozostawały w jego ślicznym, delikatnym, bubkowatym umyśle.
A śmiałem się pod nosem, bo mnie bawił niezmiernie ten jego ton, ta pretensja, uwagi o agresji. Najwyraźniej Pan Prewett nie miał okazji poznać smaku prawdziwej agresji, smaku krwi, aury mordu i śmierci. Wykręcenie ręki, o ile w ogóle by nastąpiło w dalszym akcie, byłoby jedynie kroplą w morzu tego, co mógłbym zrobić. A aktualnie pakiet atrakcji, które mogłem zapewnić, poszerzał się o dodatkową parę ostrych rzeczy, więęęc... bawił mnie niezmiernie ten pizduś. Nic o mnie nie wiedział, a do rasisty było mi niezmiernie daleko. Wybił mnie jednak z rytmu tym... komplementem?
Wpatrywałem się w niego i właściwie sam nie byłem pewien, w jakim kierunku zmierza ta nasza maskarada. Zdecydowanie bardziej preferowałem przyjacielskie relacje z innymi, a nie jakieś konflikty. Trochę żarcików, trochę alkoholu, szczyptę poważnych rozmów, podróże rowerem w nieznane, a nawet piżama party. Prawdziwe piżama party, a nie spotkanie, gdzie ja siedziałem w piżamie, a mój kompan w eleganckim garniturze, siedzieliśmy w salonie, zamiast w sypialni na łóżku, pisząc dzienniki albo obgadując dziewczyny i weryfikując karty z czekoladowych żab. Uwielbiałem się wymieniać kartami. Były ponadczasowe.
Nostalgia za tym, co było... i nigdy już nie wróci.
- Tak, uznajmy to za przesłuchanie. Dowiaduję się wielu ciekawych rzeczy, więc nie przerywajmy - stwierdziłem z kolejnym uśmiechem, teraz nieco sztucznym, ale bardziej starałem się usilnie zachować jego neutralność, powstrzymać się przed nadmierna szczerością. Niech się boi chuj łowcy. Skoro już uchodziłem w jego oczach za psychopatę, to po prostu będzie łatwiej. Właśnie o to mi chodziło ze ściskaniem ręki. Brutalnie rysowałem swoją władzę nad nim. Miło, że się to zapisało w faktycznej jego uwadze, wgryzło w myśli, głęboko w pamięć.
- Jedno mnie nurtuje... na pana miejscu akt agresji ze strony takiego przystojniaka jak ja, uznałbym za przyjemność. Pan wydaje się być zbulwersowany moją postawą. Proszę o wyjaśnienie tej kwestii... Żadnego uszczerbku na zdrowiu nie widzę, a z głową również zdaje się być wszystko w porządku - odparłem, w tej chwili to rozgrzebując jakąś farsę. Pewnie słabość do flirtów mi została albo znowu kusiło mnie do kiepskich zabaw, które mogły mnie wpakować w kolejne kłopoty. Ale nudziłem się sam w domu. I ciągle z tymi samymi dwiema babami na pokładzie. - I nie, nie przepraszał pan, więc jeśli łaska, to chętnie bym usłyszał te przeprosiny - przyznałem tak okazji. Sam już nie pamiętałem, co tam miało miejsce, bo byłem podtopiony, ledwo uszedłem z życiem i rwałem się do bitki z potworem, ale najwyraźniej polubiłem męczyć tego tutaj siedzącego półkrwi stwora.
A śmiałem się pod nosem, bo mnie bawił niezmiernie ten jego ton, ta pretensja, uwagi o agresji. Najwyraźniej Pan Prewett nie miał okazji poznać smaku prawdziwej agresji, smaku krwi, aury mordu i śmierci. Wykręcenie ręki, o ile w ogóle by nastąpiło w dalszym akcie, byłoby jedynie kroplą w morzu tego, co mógłbym zrobić. A aktualnie pakiet atrakcji, które mogłem zapewnić, poszerzał się o dodatkową parę ostrych rzeczy, więęęc... bawił mnie niezmiernie ten pizduś. Nic o mnie nie wiedział, a do rasisty było mi niezmiernie daleko. Wybił mnie jednak z rytmu tym... komplementem?
Wpatrywałem się w niego i właściwie sam nie byłem pewien, w jakim kierunku zmierza ta nasza maskarada. Zdecydowanie bardziej preferowałem przyjacielskie relacje z innymi, a nie jakieś konflikty. Trochę żarcików, trochę alkoholu, szczyptę poważnych rozmów, podróże rowerem w nieznane, a nawet piżama party. Prawdziwe piżama party, a nie spotkanie, gdzie ja siedziałem w piżamie, a mój kompan w eleganckim garniturze, siedzieliśmy w salonie, zamiast w sypialni na łóżku, pisząc dzienniki albo obgadując dziewczyny i weryfikując karty z czekoladowych żab. Uwielbiałem się wymieniać kartami. Były ponadczasowe.
Nostalgia za tym, co było... i nigdy już nie wróci.
- Tak, uznajmy to za przesłuchanie. Dowiaduję się wielu ciekawych rzeczy, więc nie przerywajmy - stwierdziłem z kolejnym uśmiechem, teraz nieco sztucznym, ale bardziej starałem się usilnie zachować jego neutralność, powstrzymać się przed nadmierna szczerością. Niech się boi chuj łowcy. Skoro już uchodziłem w jego oczach za psychopatę, to po prostu będzie łatwiej. Właśnie o to mi chodziło ze ściskaniem ręki. Brutalnie rysowałem swoją władzę nad nim. Miło, że się to zapisało w faktycznej jego uwadze, wgryzło w myśli, głęboko w pamięć.
- Jedno mnie nurtuje... na pana miejscu akt agresji ze strony takiego przystojniaka jak ja, uznałbym za przyjemność. Pan wydaje się być zbulwersowany moją postawą. Proszę o wyjaśnienie tej kwestii... Żadnego uszczerbku na zdrowiu nie widzę, a z głową również zdaje się być wszystko w porządku - odparłem, w tej chwili to rozgrzebując jakąś farsę. Pewnie słabość do flirtów mi została albo znowu kusiło mnie do kiepskich zabaw, które mogły mnie wpakować w kolejne kłopoty. Ale nudziłem się sam w domu. I ciągle z tymi samymi dwiema babami na pokładzie. - I nie, nie przepraszał pan, więc jeśli łaska, to chętnie bym usłyszał te przeprosiny - przyznałem tak okazji. Sam już nie pamiętałem, co tam miało miejsce, bo byłem podtopiony, ledwo uszedłem z życiem i rwałem się do bitki z potworem, ale najwyraźniej polubiłem męczyć tego tutaj siedzącego półkrwi stwora.