Podejście do niej, przytulenie, pogładzenie po głowie i zapewnienie, że wszystko będzie dobrze - tylko tak mógł zachować trzeźwość umysłu w tej chwili, prawda? Tak jak chętnie by z nią trochę pożartował, trochę się podrażnił, tak nie chciał jej martwić, a widział, że się przejęła. Nie była do tego potrzebna magia i nie potrzebował do tego zaglądania do koloru aury. Nie szkodzi, że dobrze jej nie znał - poznał ją wystarczająco, żeby niektóre mankamenty (zdecydowanie nie wszystkie!) wyłapywać. Bardziej było to zaklęte w sposobie, w jaki mówiła i uwagach, jakie robiła niż w samej mimice twarzy. Victoria była naprawdę dobra w nie ujawnianiu swoich emocji. Świetnie sobie radziła również z zadaniem, jakim było zwracanie uwagi na samo ich kontrolowanie. Nie poddawała się w swoich akcjach emocjom. Dlatego podszedł do niej, przytulił, pogładził - znów. Mógłby to robić cały czas. Mógłby ją mieć przy sobie, bo posiadanie kogoś takiego blisko, mając jego dotyk za kotwicę świata, było dobre, prawidłowe, wyczekiwane. Tylko że naprawdę musieli się tutaj zająć czekającym śledztwem czy im się podobało czy nie. Chodzenie ciągle z kimś za rękę wcale tego nie ułatwiało - tego śledztwa, to się znaczy. Bo na pewno poprawiłoby jej samopoczucie, był tego więcej, niż pewien. Zasługiwała na to, żeby zobaczyć w sobie samej prawdziwą kobietę, żeby być wypełnioną pożądaniem, ciepłem. Nie wiedział, co dokładnie stało się między nią a jej narzeczonym, ale takie sprawy rzadko kiedy bywały proste, nawet jeśli zerwanie zaręczyn czasem było dla niektórych nagrodą, a nie karą. Dla niej się takowym nie wydawało.
- Nie martw się. Myślałem o teleportacji wyłącznie w chwili, jeśli czegoś się dowiemy. - Wiedział, gdzie to krążyło i dlaczego, niepotrzebnie właściwie to pociągnął, jego odpowiedzi były trochę głupkowate. Miał nadzieję, że nie miała mu tego za złe i że jej niepotrzebnie tym bardziej nie zdenerwował, bo tak patrząc na nią... chyba tak. Nie dziwił się. Przecież też byłby zdenerwowany myślą, że miałby ją stracić i narazić przy tym na jakąś jedną wielką niewiadomą tutaj. - Gwarantuję, że się myłem. - Pogładził ją uspakajająco po plecach, z uśmiechem - mówił ciepłym głosem, spokojnym, pogodnym wręcz. Takim jak zwykle, kiedy nawet gawędzili sobie w biurze. Tak jakby naprawdę nic się nie stało, a oni tutaj nie byli w potencjalnie niebezpiecznej sytuacji. - Poradzimy sobie, jesteś w końcu parą idealną. Warunkiem wygranej będzie co najwyżej kubek kawy. - Chciał ją trochę rozbawić, żeby ją nieco rozluźnić, żeby się tak nie denerwowała. Dopiero mieli rozejrzeć się w poszukiwaniu, co się tutaj dzieje. Więc tak, żartował. Szczególnie, że natręctwo w postaci konieczności regularnego mycia chociażby dłoni nie pozostawiało wątpliwości, że mógł, hehe, zapomnieć o wielu rzeczach, ale na pewno nie o kąpieli. Klepnął Victorię w pośladek, tak lekko. - No dawaj, Tori. Proszę się popisać przed nowym partnerem zdolnościami śledczymi.