13.04.2024, 01:08 ✶
W takim razie Longbottom powinien się cieszyć, że tajemnicza magia panująca na terenie ośrodka, znacząco otępiała zdolności poznawcze Bulstrode. Punktowanie jego zachowania, ubrania, a przede wszystkim kompetencji mogło nie być najlepszym momentem na rozwój ich znajomości. A już na pewno mugolski ośrodek będący... pod oblężeniem? Pod oblężeniem żywych trupów nie był na to odpowiednim miejscem. Nawet Erik chwilo wstrzymał się z tym, aby nie robić tego swojej własnej siostrze.
— A ja jestem detektywem Brygady Uderzeniowej Ministerstwa Magii, ale obowiązki detektywa to tylko część mojej pracy. Na co dzień zajmuje się też przyjmowaniem wezwań do pracy w terenie, robotą papierkową, a nawet zabezpieczaniem imprez masowych na wniosek organizatorów, którzy uzyskają zgodę Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. W ekstremalnych przypadkach robię też za rzecznika prasowego, gdy nie ma do wystawienia nikogo o lepszej aparycji — odparł równie cierpliwym głosem z wyraźną nutą sarkazmu w głosie. W co ona pogrywała?
Na całe szczęście magia Windermere wpływała tylko na emocje, a nie pozwalała na czytanie w myślach. Gdyby Erik przypadkiem dowiedział się, co też sądzi o nim Bulstrode, to w swoim normalnym stanie zapewne rozważyłby dwie opcje: wytoczenie ciężkich argumentów w rozmowie lub ucieczkę. A biorąc pod uwagę to, że doskonale pamiętał, jak Florence zachowywała się na co dzień w gabinecie, to drugie było znacznie bardziej prawdopodobne. Myślałby kto, że groźne spojrzenia ze strony kobiet przestałyby robić na nim wrażenie, gdy wychowywał się z siostrą i całym stadem kuzynek.
— Faktycznie wzięli to wszystko na poważnie — skomentował pod nosem, mimowolnie zerkając przez ramię. Oby Brygada i Aurorzy sobie z tym poradzili. — Cóż, twierdzę.
Wybałuszył na moment oczy, kręcąc z niedowierzaniem głową. Wyciągał do niej pomocną dłoń, próbował pokazać, o co w tym wszystkim chodzi, a ona to po prostu zbywała komentarzem na trzy słowa. Gdzie pogoń za wiedzą? Gdzie pasja? Gdzie... ludzka ciekawość? Czyż magimedycy nie powinni być jednymi z najbardziej kreatywnych ludzi w ich społeczności? Magia była żywą energią, ciągle się zmieniała, a czarodzieje i czarownice tylko dokładali do tego swoje trzy grosze. Uroki, czary i rytuały mieszały się ze sobą, tworząc iście niebezpieczne mieszanki. Chęć rozwiązania takich zagadek powinna być Florence bliska, czyż nie?
— Wygląda trochę niepokojąco — przyznał, wchodząc głębiej między krzaki, rozglądając się na wszystkie strony. Las pełen był różnorodnych odgłosów, jednak były one naturalne; szelest liści, trzaskanie gałęzi, dźwięki różnych żyjątek paradującej po głuszy. Mimo to późna pora nadawała otaczającym ich drzewom strasznej atmosfery. Do pełnej kolekcji brakowało tylko ulewy i okazjonalnych błysków z nieba. — Ale nie widzę... I nie czuję... Żywych trupów.
Skoro zjawiły się w tej okolicy, to zapewne dorwałyby lokalną zwierzynę lub... ekhm... człowieka. A akurat takie zapaszki dotarłyby do nich stosunkowo szybko, niesione, chociażby podmuchami wiatru. Chyba, że posiliły się jeszcze głębiej w lesie... Hmm.
— A ja jestem detektywem Brygady Uderzeniowej Ministerstwa Magii, ale obowiązki detektywa to tylko część mojej pracy. Na co dzień zajmuje się też przyjmowaniem wezwań do pracy w terenie, robotą papierkową, a nawet zabezpieczaniem imprez masowych na wniosek organizatorów, którzy uzyskają zgodę Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. W ekstremalnych przypadkach robię też za rzecznika prasowego, gdy nie ma do wystawienia nikogo o lepszej aparycji — odparł równie cierpliwym głosem z wyraźną nutą sarkazmu w głosie. W co ona pogrywała?
Na całe szczęście magia Windermere wpływała tylko na emocje, a nie pozwalała na czytanie w myślach. Gdyby Erik przypadkiem dowiedział się, co też sądzi o nim Bulstrode, to w swoim normalnym stanie zapewne rozważyłby dwie opcje: wytoczenie ciężkich argumentów w rozmowie lub ucieczkę. A biorąc pod uwagę to, że doskonale pamiętał, jak Florence zachowywała się na co dzień w gabinecie, to drugie było znacznie bardziej prawdopodobne. Myślałby kto, że groźne spojrzenia ze strony kobiet przestałyby robić na nim wrażenie, gdy wychowywał się z siostrą i całym stadem kuzynek.
— Faktycznie wzięli to wszystko na poważnie — skomentował pod nosem, mimowolnie zerkając przez ramię. Oby Brygada i Aurorzy sobie z tym poradzili. — Cóż, twierdzę.
Wybałuszył na moment oczy, kręcąc z niedowierzaniem głową. Wyciągał do niej pomocną dłoń, próbował pokazać, o co w tym wszystkim chodzi, a ona to po prostu zbywała komentarzem na trzy słowa. Gdzie pogoń za wiedzą? Gdzie pasja? Gdzie... ludzka ciekawość? Czyż magimedycy nie powinni być jednymi z najbardziej kreatywnych ludzi w ich społeczności? Magia była żywą energią, ciągle się zmieniała, a czarodzieje i czarownice tylko dokładali do tego swoje trzy grosze. Uroki, czary i rytuały mieszały się ze sobą, tworząc iście niebezpieczne mieszanki. Chęć rozwiązania takich zagadek powinna być Florence bliska, czyż nie?
— Wygląda trochę niepokojąco — przyznał, wchodząc głębiej między krzaki, rozglądając się na wszystkie strony. Las pełen był różnorodnych odgłosów, jednak były one naturalne; szelest liści, trzaskanie gałęzi, dźwięki różnych żyjątek paradującej po głuszy. Mimo to późna pora nadawała otaczającym ich drzewom strasznej atmosfery. Do pełnej kolekcji brakowało tylko ulewy i okazjonalnych błysków z nieba. — Ale nie widzę... I nie czuję... Żywych trupów.
Skoro zjawiły się w tej okolicy, to zapewne dorwałyby lokalną zwierzynę lub... ekhm... człowieka. A akurat takie zapaszki dotarłyby do nich stosunkowo szybko, niesione, chociażby podmuchami wiatru. Chyba, że posiliły się jeszcze głębiej w lesie... Hmm.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞