13.04.2024, 13:20 ✶
Brenna nie uznała pytania za głupie – nie uznałaby go za głupie nawet gdyby wiedziała więcej o falach, sama po prostu tak skupiała się na opanowaniu sztuki przesyłania wiadomości, że póki co nie myślała o ewentualnych dodatkowych problemach. Heather też zresztą nie miała za głupią, a na pewno nie za głupszą od samej siebie. Była jeszcze po prostu bardzo młoda i trochę grzeszyła tym, czym sama Brenna, gdy też była w jej wieku: porywczością i przekonaniem o własnej nieśmiertelności.
– Mam wrażenie, że wtedy nie zdołasz nadać ani odebrać… ale może to zależy od wprawy? Ktoś, kto posługuje się tym często i ma wprawę, poradzi sobie niezależnie od okoliczności? – westchnęła Brenna, przesuwając palcami obandażowanej ręki po skroni, bo zaczynała ją boleć od tego wszystkiego głowa: tak od całokształtu. Wysyłania fal, rozmyślań i masy innych spraw. – Czy ja wiem? Widmowidzenie to nie moja zasługa, Heath. To po prostu płynie we krwi. Babka miała trzecie oko, i po niej odziedziczyli je i moja ciotka, i wuj, i ja, i moja kuzynka… – wyliczyła Brenna. Genetyka i magia, nic więcej: sobie mogła przypisać jako osiągnięcie tylko to, że wytrzymywała używanie tego w służbie Brygady.
Większość widmowidzów w ich Departamencie bardzo szybko się wypalała, bo nigdy nie oglądali miłych rzeczy.
– Nie udało się. Nie za pierwszym i nie za drugim razem. Raz łyknęłam go mówiąc, a drugi raz obudziłam się bez niego… Dopiero za trzecim i byłam wtedy szalenie nieszczęśliwa, uważaj jak mówisz, uważaj, jak jesz, uważaj jak pijesz… To było gorsze niż animagia sama w sobie. Wiedziałaś, że w Afryce ponoć uczą tego normalnie w szkole? Tam animagia jest bardzo powszechna.
Ogólnie zresztą okazywało się, że jeżeli ktoś miał talent do transmutacji i dość uporu, to mógł ją opanować… Brenna przecież ćwiczyła to z Thomasem i Mavelle, a Charlie też okazał się nielegalnym animagiem.
– Salt też o tym wspominał – mruknęła, poważniejąc. Klejnot, który miał uwolnić Heather od klątwy… rzeczywiście wizja kusiła, by w niej pozostać: ślub z ukochanym, koniec przekleństwa, a być może także inne rzeczy, jak koniec wojny, sława zawodniczki quidditcha? Taki sen był może mniej traumatyczny, ale bardziej zdradliwy. – Najważniejsze, że wszyscy jesteśmy cali, względnie zdrowi, a ta broń… zniknie.
Kolejne słowa po chwili rozbrzmiały w głowie Heather: tym razem Brennie udało się przesłać całe zdanie i to nawet nie było urwane.
Skoro o Cameronie… Nie powinnaś już zbierać się do niego?
– Mam wrażenie, że wtedy nie zdołasz nadać ani odebrać… ale może to zależy od wprawy? Ktoś, kto posługuje się tym często i ma wprawę, poradzi sobie niezależnie od okoliczności? – westchnęła Brenna, przesuwając palcami obandażowanej ręki po skroni, bo zaczynała ją boleć od tego wszystkiego głowa: tak od całokształtu. Wysyłania fal, rozmyślań i masy innych spraw. – Czy ja wiem? Widmowidzenie to nie moja zasługa, Heath. To po prostu płynie we krwi. Babka miała trzecie oko, i po niej odziedziczyli je i moja ciotka, i wuj, i ja, i moja kuzynka… – wyliczyła Brenna. Genetyka i magia, nic więcej: sobie mogła przypisać jako osiągnięcie tylko to, że wytrzymywała używanie tego w służbie Brygady.
Większość widmowidzów w ich Departamencie bardzo szybko się wypalała, bo nigdy nie oglądali miłych rzeczy.
– Nie udało się. Nie za pierwszym i nie za drugim razem. Raz łyknęłam go mówiąc, a drugi raz obudziłam się bez niego… Dopiero za trzecim i byłam wtedy szalenie nieszczęśliwa, uważaj jak mówisz, uważaj, jak jesz, uważaj jak pijesz… To było gorsze niż animagia sama w sobie. Wiedziałaś, że w Afryce ponoć uczą tego normalnie w szkole? Tam animagia jest bardzo powszechna.
Ogólnie zresztą okazywało się, że jeżeli ktoś miał talent do transmutacji i dość uporu, to mógł ją opanować… Brenna przecież ćwiczyła to z Thomasem i Mavelle, a Charlie też okazał się nielegalnym animagiem.
– Salt też o tym wspominał – mruknęła, poważniejąc. Klejnot, który miał uwolnić Heather od klątwy… rzeczywiście wizja kusiła, by w niej pozostać: ślub z ukochanym, koniec przekleństwa, a być może także inne rzeczy, jak koniec wojny, sława zawodniczki quidditcha? Taki sen był może mniej traumatyczny, ale bardziej zdradliwy. – Najważniejsze, że wszyscy jesteśmy cali, względnie zdrowi, a ta broń… zniknie.
Kolejne słowa po chwili rozbrzmiały w głowie Heather: tym razem Brennie udało się przesłać całe zdanie i to nawet nie było urwane.
Skoro o Cameronie… Nie powinnaś już zbierać się do niego?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.