13.04.2024, 14:39 ✶
Powodów mogło być wiele, Mildred szczerze nie znosiła takiego wyżywania się na charłakach, które swoje miały przejebane w życiu. Nienawidziła też takich zastanych sklepikarzy i z pewnością z wielką pewnością wjechałaby mu na sklep i zrobiła niezapowiedzianą kontrolę wszystkiego. Z drugiej strony... za mało znała się na przepisach, ale jakby tak go podpierdolić do odpowiedniego działu prawnego, jakby tak podjudzić jakiegoś gryzipiórka, który zna się na robocie?
Wracała truchtając, z wywalonym jęzorem spektakularnie udając zadyszkę.
– Cholera, żałuję, że nie wzięłam miotły... Mały był zaskakująco szybki, zniknął mi z oczu, ale no nic, mam nadzieję, że zdecydował się pan udostępnić nam swoje wspomnienie byśmy dysponowali wtedy jakże szczegółowym przebiegiem zdarzenia ORAZ szczegółowym rysopisem naszego NN? Nie, ojej no dobrze trudno, tak tak, będziemy w kontakcie, a teraz proszę wybaczyć, idziemy ruszyć tropem tego straszliwego złodzieja.– zbyła sprzedawcę i pociągnęła Aidana ze sobą.
Gdy tylko znaleźli się poza zasięgiem oczu i uszu sflaczałego chuja, wyciągnęła z kieszeni papierośnicę i poczęstowała Parkinsona kolejną porcją nikotyny.
– Jebani. I dla takich kurwa porządnych obywateli mamy się narażać. Nienawidzę kutasiarzy. Ale widzisz tak to właśnie jest w BUmie. Jednego dnia walczysz o życie z magopsycholem, a następnego ratujesz od linczu dzieciaka, który pewnie nawet nie dotknął tej pieprzonej czekolady. Muszę odezwać się do Adeline, żeby za tydzień ogarnęła kontrolę tego sklepiku i kurwa jak boga kocham... porzucę tam ze cztery magiczne szczury dzień wcześniej. – sarkała, nie dbając o to, czy Aidan na nią doniesie czy nie. Ale coś czuła głęboko w swoim kośćcu, że się dogadają i niejedno gówno będzie uchodzić im na sucho. Co dwie makówki to nie jedna!
Wracała truchtając, z wywalonym jęzorem spektakularnie udając zadyszkę.
– Cholera, żałuję, że nie wzięłam miotły... Mały był zaskakująco szybki, zniknął mi z oczu, ale no nic, mam nadzieję, że zdecydował się pan udostępnić nam swoje wspomnienie byśmy dysponowali wtedy jakże szczegółowym przebiegiem zdarzenia ORAZ szczegółowym rysopisem naszego NN? Nie, ojej no dobrze trudno, tak tak, będziemy w kontakcie, a teraz proszę wybaczyć, idziemy ruszyć tropem tego straszliwego złodzieja.– zbyła sprzedawcę i pociągnęła Aidana ze sobą.
Gdy tylko znaleźli się poza zasięgiem oczu i uszu sflaczałego chuja, wyciągnęła z kieszeni papierośnicę i poczęstowała Parkinsona kolejną porcją nikotyny.
– Jebani. I dla takich kurwa porządnych obywateli mamy się narażać. Nienawidzę kutasiarzy. Ale widzisz tak to właśnie jest w BUmie. Jednego dnia walczysz o życie z magopsycholem, a następnego ratujesz od linczu dzieciaka, który pewnie nawet nie dotknął tej pieprzonej czekolady. Muszę odezwać się do Adeline, żeby za tydzień ogarnęła kontrolę tego sklepiku i kurwa jak boga kocham... porzucę tam ze cztery magiczne szczury dzień wcześniej. – sarkała, nie dbając o to, czy Aidan na nią doniesie czy nie. Ale coś czuła głęboko w swoim kośćcu, że się dogadają i niejedno gówno będzie uchodzić im na sucho. Co dwie makówki to nie jedna!
Koniec sesji