13.04.2024, 14:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.05.2024, 14:08 przez Millie Moody.)
– No kurwa jasne, że możesz na chuj się pytasz – przywitała go serdecznie, nie podnosząc wzroku znad układu rozłożonego na stole. Zaraz potem jednak tknięta gwałtowną myślą podniosła nań spojrzenie, złociste przenikliwe oczy, jedyny cenny element w zaniedbanym ciele i rozedrganej duszy. Zdziwiła się, że go widzi, nawet jeśli przed momentem coś do niej powiedział, zamaszyście zgarnęła układ i wyrównała talię.
Leon był jej kuzynem, to było oczywiste. Najprzystojniejsi chłopcy zazwyczaj należeli do jej rodziny.
– Co tam? Chcesz gadać czy się uczyć, bo w sumie nie wiem, czy... ee... – uśmiechnęła się nieco dziko, nieco wymuszenie, nie umiejąc za bardzo w kontakty towarzyskie, nienawykła do rozmów z kimś spoza swojego stada – gryfońskiej drużyny, która mieszkała z nią w jednym gnieździe, jadła z nią z jednego koryta i miała taki sam zestaw siniaków między udami od miotły. A jednak Mildred chciała mieć kontakt zwłaszcza z tymi w których żyłach płynęła krew jej matki. Sama przekonana o tym, że jest pozbawiona daru jasnowidzenia czuła mimo wszystko to odklejenie, przenikanie się światów. Szaleństwo i intuicja kroczyły zaskakująco blisko siebie. O tym mówiła przecież karta Księżyca.
– Jaki jest w ogóle Twój sposób, żeby zapamiętać drogę głupca? – wypaliła szarpiąc stronnice książki, którą studiowała, przerzucając je gwałtownie ku rozdziałowi poświęconemu Wielkim Arkanom. Karta zero – Głupiec przemierzała Świat doświadczając go na wiele różnych sposobów. Kolejność ich ułożenia była według niektórych ważna inni wspominali że Wielkość Arkan polega na tym, że są to lekcje życiowe, a życia nie dało się ułożyć "po kolei". Wieża mogła Ci upaść w każdej chwili.
– W ogóle... może Ci powróżyć hmm? Na egzaminy? Na miłość? Masz jakieś problemy? Komuś trzeba przyjebać?– zaproponowała troskliwie, mimo że była drobniejsza od niego paliła się do młócki. Nawet teraz, nawet gdy próbowała wyczyścić swoją kartę przed egzaminami do BUma.
Leon był jej kuzynem, to było oczywiste. Najprzystojniejsi chłopcy zazwyczaj należeli do jej rodziny.
– Co tam? Chcesz gadać czy się uczyć, bo w sumie nie wiem, czy... ee... – uśmiechnęła się nieco dziko, nieco wymuszenie, nie umiejąc za bardzo w kontakty towarzyskie, nienawykła do rozmów z kimś spoza swojego stada – gryfońskiej drużyny, która mieszkała z nią w jednym gnieździe, jadła z nią z jednego koryta i miała taki sam zestaw siniaków między udami od miotły. A jednak Mildred chciała mieć kontakt zwłaszcza z tymi w których żyłach płynęła krew jej matki. Sama przekonana o tym, że jest pozbawiona daru jasnowidzenia czuła mimo wszystko to odklejenie, przenikanie się światów. Szaleństwo i intuicja kroczyły zaskakująco blisko siebie. O tym mówiła przecież karta Księżyca.
– Jaki jest w ogóle Twój sposób, żeby zapamiętać drogę głupca? – wypaliła szarpiąc stronnice książki, którą studiowała, przerzucając je gwałtownie ku rozdziałowi poświęconemu Wielkim Arkanom. Karta zero – Głupiec przemierzała Świat doświadczając go na wiele różnych sposobów. Kolejność ich ułożenia była według niektórych ważna inni wspominali że Wielkość Arkan polega na tym, że są to lekcje życiowe, a życia nie dało się ułożyć "po kolei". Wieża mogła Ci upaść w każdej chwili.
– W ogóle... może Ci powróżyć hmm? Na egzaminy? Na miłość? Masz jakieś problemy? Komuś trzeba przyjebać?– zaproponowała troskliwie, mimo że była drobniejsza od niego paliła się do młócki. Nawet teraz, nawet gdy próbowała wyczyścić swoją kartę przed egzaminami do BUma.