13.04.2024, 16:29 ✶
Wizyty na Nokturnie były nieodłączną częścią pracy w BUM - wielu podejrzanych, świadków i informatorów mieszkało właśnie w tej, najpaskudniejszej części miasta, i tutaj też niekiedy dochodziło do przestępstw, do których wzywano funkcjonariuszy. (Niekiedy, bo do bardzo wielu przestępstw popełnianych na Nokturnie nikogo rzecz jasna nie wzywano: z różnych względów. Rodzinne awantury, które wszyscy ignorowali, zabójstwa gdzieś na podziemnych ścieżkach, o których nikt nie miał wiedzieć, pobicia, niezgłoszone, bo pobity sam był poszukiwany... i tak dalej.
Brenna nigdy nie miała czuć się tu jak u siebie ani naprawdę dobrze poznać przestępczego półświatka, ale przywykła. Znała mniej więcej rozkład ulic, wiedziała, jak się ubrać i jak poruszać, by zminimalizować ryzyko zaczepienia cię, i gdzie absolutnie się nie zbliżać, bo pewnie nie wyjdzie stąd żywa, a przynajmniej nie wyjdzie cała i zdrowa.
Nikolai Petrov, pechowo, nie miał pojęcia, że od sklepu Borgina powinien trzymać się z daleka, a i okolica nie należy do tych najprzyjemniejszych.
Brenna, na szczęście dla niego, wiedziała, że nie powinna kręcić się w pobliżu, ale akurat dzisiaj trafiło tu kilku funkcjonariuszy w mundurach. Awantura i próba kradzieży tym razem skończyły się niewielkim wybuchem, który ściągnął na miejsce najbliższy patrol – na tyle duży, że większości miejscowych nie chciało się Brygadzistów zaczepiać, zwłaszcza w pełnym świetle dnia. I kiedy Nikolai wypadł z lokalu, Brenna oraz stażysta Sadwick kręcili się akurat po okolicy, szukając ewentualnych świadków: jak to zwykle bywało na Nokturnie: bardziej w ramach dopełnienia procedur niż nadziei, że ktoś faktycznie coś powie, bo na widok munduru wszyscy dostawali tutaj ciężkich przypadków ślepoty, głuchoty oraz daleko posuniętej amnezji. Brenna dostrzegła znajomą sylwetkę Petrova kawałek dalej, akurat gdy w bocznej uliczce miejscowy żebrak (który notabene w innych sytuacjach pewnie za parę knutów by powiedział to i owo, ale teraz, przy dużym zamieszaniu, i w obliczu Brygady w oficjalnych strojach, nie zamierzał współpracować) zapewniał, że nic nie widział, nic nie słyszał i właściwie to nawet nie pamięta, jak się nazywa.
– Zaraz wracam, nie odchodź za daleko, bo jeszcze któreś z nas potem znajdą w kanale – rzuciła Brenna do drugiego Brygadzisty i skierowała się w stronę, gdzie wypatrzyła Nikolaia i najmniej trzech miejscowych. Z różdżką w ręku, wyciągniętą, ale chwilowo wycelowaną w ziemię. Nie była pewna, co się dzieje – równie dobrze mogli zaczepić przypadkiem Rosjanina, który tu zabłądził, jak on okazał się wcale nie takim miłym chłopcem, jak się wydawało i załatwiał tutaj jakieś lewe interesy – ale na pewno lepiej było interweniować.
– Witam panów! Brygada Uderzeniowa, szukamy świadków wybuchu w sklepie Devisów! – zawołała już z daleka.
Czasem takie podejście „ojej, szukamy świadków” skłaniało do o wiele szybszej ewakuacji niż jakiekolwiek polecenia rozejścia się czy pytania, co tu się dzieje…
Brenna nigdy nie miała czuć się tu jak u siebie ani naprawdę dobrze poznać przestępczego półświatka, ale przywykła. Znała mniej więcej rozkład ulic, wiedziała, jak się ubrać i jak poruszać, by zminimalizować ryzyko zaczepienia cię, i gdzie absolutnie się nie zbliżać, bo pewnie nie wyjdzie stąd żywa, a przynajmniej nie wyjdzie cała i zdrowa.
Nikolai Petrov, pechowo, nie miał pojęcia, że od sklepu Borgina powinien trzymać się z daleka, a i okolica nie należy do tych najprzyjemniejszych.
Brenna, na szczęście dla niego, wiedziała, że nie powinna kręcić się w pobliżu, ale akurat dzisiaj trafiło tu kilku funkcjonariuszy w mundurach. Awantura i próba kradzieży tym razem skończyły się niewielkim wybuchem, który ściągnął na miejsce najbliższy patrol – na tyle duży, że większości miejscowych nie chciało się Brygadzistów zaczepiać, zwłaszcza w pełnym świetle dnia. I kiedy Nikolai wypadł z lokalu, Brenna oraz stażysta Sadwick kręcili się akurat po okolicy, szukając ewentualnych świadków: jak to zwykle bywało na Nokturnie: bardziej w ramach dopełnienia procedur niż nadziei, że ktoś faktycznie coś powie, bo na widok munduru wszyscy dostawali tutaj ciężkich przypadków ślepoty, głuchoty oraz daleko posuniętej amnezji. Brenna dostrzegła znajomą sylwetkę Petrova kawałek dalej, akurat gdy w bocznej uliczce miejscowy żebrak (który notabene w innych sytuacjach pewnie za parę knutów by powiedział to i owo, ale teraz, przy dużym zamieszaniu, i w obliczu Brygady w oficjalnych strojach, nie zamierzał współpracować) zapewniał, że nic nie widział, nic nie słyszał i właściwie to nawet nie pamięta, jak się nazywa.
– Zaraz wracam, nie odchodź za daleko, bo jeszcze któreś z nas potem znajdą w kanale – rzuciła Brenna do drugiego Brygadzisty i skierowała się w stronę, gdzie wypatrzyła Nikolaia i najmniej trzech miejscowych. Z różdżką w ręku, wyciągniętą, ale chwilowo wycelowaną w ziemię. Nie była pewna, co się dzieje – równie dobrze mogli zaczepić przypadkiem Rosjanina, który tu zabłądził, jak on okazał się wcale nie takim miłym chłopcem, jak się wydawało i załatwiał tutaj jakieś lewe interesy – ale na pewno lepiej było interweniować.
– Witam panów! Brygada Uderzeniowa, szukamy świadków wybuchu w sklepie Devisów! – zawołała już z daleka.
Czasem takie podejście „ojej, szukamy świadków” skłaniało do o wiele szybszej ewakuacji niż jakiekolwiek polecenia rozejścia się czy pytania, co tu się dzieje…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.