Borgin w końcu nie ukończył studiów z budownictwa, geografii czy innej filologii kamieni. Skąd miał wiedzieć kiedy nastąpi przypływ, zalanie, powódź czy jakieś inne, trudne określenia odnośnie klęski żywiołowej w Głębinie? Rosie zaś ze swoimi umiejętnościami mogła nie pakować ich w kłopoty. Po kiego grzyba wróżyła, że wydarzy się coś złego? Po drugie to spędzała chyba za dużo czasu z Alexandrem, że takie pomysły przychodziły jej do głowy. Co ona sobie myślała, że Głębina to od razu ma być pod wodą? O nie, nie! Ten statek nie idzie na dno, a na pewno tak długo, jak jego kapitan będzie w stanie unosić się na nadchodzących falach!
- Rosie. Masz ostro na bani. Przysięgam. Nie wiem czy zauważyłaś ale Głębina to nie jest jakaś Zatopiona czy Podtopiona czy Zaraz Zatonę... - zamrugał kilkukrotnie, nie bardzo wiedząc jak inaczej mógłby jej odpowiedzieć. Zresztą to nie był koncert życzeń, a prawdziwy lokal usługowo-przestępczo-gastronomiczny. Ciężkie czasy wymagały rozszerzenia działalności. Nie było zmiłuj.
Stanley nie po to się tyle napracował nad tą ulotką, aby teraz nie móc się pochwalić przed Rosie swoimi dokonaniami. W końcu wyszła taka piękna, a Borgin nawet nie ukończył Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu! Ba! Nawet się tam nie zapisał, a oni go nawet nie przyjęli i nie zrobiliby tego, gdyby jednak się tam zapisał. Nawet chyba udało mu się przygotować cały koncept bez większych błędów gramatycznych, co było sukcesem. Dodać do tego te ponad czasowe grafiki - gwarancja powodzenia!
Przez ułamek sekundy na jego twarzy można było dostrzec zaskoczenia, a później szok i niedowierzanie. Było coś o ogórkach? Naprawdę? Nie pamiętał. Najwidoczniej praca po nocy, za bardzo mu nie służyła, a już na pewno nie w kwestii opracowywania grafik na wielkie otwarcie.
- Zatrzymaj sobie. Proszę bardzo. Mam ich kilkanaście tuzinów więcej. Francis będzie miał co robić kiedy będzie je rozwieszał po Nokturnie - zauważył, a w między czasie do biura wszedł mężczyzna, którego zdążył wspomnieć Stanley. Postawił dwie kawy i czym prędzej opuścił pomieszczenie, mając chyba dość właściciela z którym musiał przez ostatnie kilkanaście dni współpracować na zasadzie codziennej kooperacji.
- Dzięki Francis! - nie omieszkał go docenić, aby chwilę później przyjrzeć się McKinnon. "Drakula"? Co to znaczyło? Nie znał tego słówka z krzyżówek - Eee... Chyba nie? - wzruszył ramionami, biorąc małego łyka ze swojej filiżanki. Tak! Mieli tutaj nawet filiżanki do podawania kawy - znaczy one były tylko dla gości specjalnych, a pozostali musieli się zadowolić kubkiem, który "został" umyty przez barmana. Tą czystość kubka należyły wziąć pod wielki znak zapytania, wszak była to akcja nie pewna. Filiżanki zaś były perfekcyjnie czysty, jakby ktoś nawet użył wody i jakiegoś płynu do mycia.
- Jakby no wiesz... Kimkolwiek jest ten cały Drakula to lepiej mu nie mówić. To prezent dla Sauriela, a nie jakiegoś tam Drakuli. Niech ten cały Drakula sobie ogarnie swój własny lokal, a jak już chce korzystać z Głębiny to niech dowie się z ulotki albo od kogoś innego - odparł, wyjaśniając Rosie jak on to widział. Stanley nie wiedział, że mówiąc "Drakula", chodziło o Rookwooda, która był przecież wampirem. Pytania o Transylwanię, czosnek i wodę święconą były na ostatniej stronie tego tomiku krzyżówek i zanim Borgin tam dotrze, miał jeszcze kilka pozostałych poziomów do rozwiązania.
- Słodzisz? Może mleka odrobinę do tej kawy? - zaproponował, wskazując dłonią na blat biurka na którym pojawił się cukier i mały pojemnik z mlekiem, który bezgłośnie przyniósł Francis i postawił na blacie - Czym chata bogata - dodał, samemu wsypując płaską łyżkę cukru do swojej kawy, aby chwilę później wymieszać i wziąć łyka - No i to jest kawa. Od razu lepsza - zauważył, odstawiając filiżankę na blat. Tak to mógł żyć w najlepsze.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972