16.12.2022, 21:18 ✶
- Narodowa drużyna quidditcha to niekoniecznie drużyna Ligii. Powołanie mogą dostać gracze z różnych drużyn - sprostowała Mackenzie. Z jednej strony przez to czuła się tu jeszcze trochę obco, a zgranie się było trudniejsze, z drugiej, do drużyny narodowej wchodzili najlepsi z najlepszych. - A kolejny mecz dopiero po przerwie zimowej. Rozgrywki będą wznowione w kwietniu.
Wepchnęła gazetę do kieszeni, później postanawiając przejrzeć resztę artykułów. Z tego wszystkiego nie zdołała nawet znaleźć komentarzy na temat wczorajszego meczu. Pewnie zamieszczono gdzieś jakieś dwa - trzy zdania, bo wszystko przyćmił Voldemort i jego manifest... a Mackenzie nawet się temu szczególnie nie dziwiła. Gdy Regina ruszyła ku kamieniowi, też natychmiast się tam skierowała i sięgnęła po miotłę. W swojej dbałości o nią Green była niemalże obsesyjna i na pewno nie zamierzała pozwolić, aby ta leżała sobie spokojnie, kiedy obok kręcił się ktoś tak duży jak Regina. Oczyma wyobraźnie już widziała, jak jej wspaniały Nimbus przewraca się prosto pod nogę Rowle i ginie tragiczną śmiercią...
Miotła, nawet dla laika, wyglądała na nową, zadbaną i... drogą. Mackenzie miała na sobie płaszcz, który wyglądał na kupiony ze trzy sezony temu, buty ubłocone, z pozdzieranymi czubkami i ręcznie robiony szalik, ale za jej miotłę można by kupić przynajmniej niewielkich rozmiarów domek. Rączka błyszczała, witki miotły wykonano z najlepszego rodzaju drzewa, a każdy, kto znałby się na rzemieślnictwie, łatwo by odgadł, że przedmiot obrzucono wieloma zaklęciami - od podstawowych, jak poduszkowe zaczynając. Napis Nimbus 1001 informował jasno, że to najnowszy model: wszak poprzednią wersję, Nimbus 1000, wprowadzono ledwo trzy lata temu...
- Nie mogę zaprzeczyć. Sto pięćdziesiąt punktów za znicz zawsze zdawało mi się przesadą - przyznała, starając się ująć to dyplomatycznie. Kiedy Regina zachęciła ją do częstowania się, Mackenzie pokręciła głową. Nie tylko dlatego, że nie przyjmowała jedzenia od nieznajomych. - Dziękuję, ale jestem na specjalnej diecie.
Nie, nie odchudzała się. Nie musiała: jeśli nie była chudziną, to tylko dlatego, że ustawiczne treningi wyrobiły mięśnie. Ale traktowała sport poważnie. A to oznaczało nie tylko regularne latanie na miotle, ale też poranne biegi (bo mięśnie nóg były ważne przy trzymaniu się miotły), trzy razy w tygodniu ćwiczenia mięśni górnych partii ciała (by mocniej rzucać kaflem) i wreszcie pozwalanie sobie na słodycze albo tłuste jedzenie maksymalnie raz w tygodniu. Normalnie jadała zieleninę, białe mięso, ryby i starannie przygotowywane koktajle owoce.
- Poza tym powinnam się powoli zbierać.
Inaczej trener zacznie się zastanawiać, czy nie spadła z jakiegoś klifu.
Wepchnęła gazetę do kieszeni, później postanawiając przejrzeć resztę artykułów. Z tego wszystkiego nie zdołała nawet znaleźć komentarzy na temat wczorajszego meczu. Pewnie zamieszczono gdzieś jakieś dwa - trzy zdania, bo wszystko przyćmił Voldemort i jego manifest... a Mackenzie nawet się temu szczególnie nie dziwiła. Gdy Regina ruszyła ku kamieniowi, też natychmiast się tam skierowała i sięgnęła po miotłę. W swojej dbałości o nią Green była niemalże obsesyjna i na pewno nie zamierzała pozwolić, aby ta leżała sobie spokojnie, kiedy obok kręcił się ktoś tak duży jak Regina. Oczyma wyobraźnie już widziała, jak jej wspaniały Nimbus przewraca się prosto pod nogę Rowle i ginie tragiczną śmiercią...
Miotła, nawet dla laika, wyglądała na nową, zadbaną i... drogą. Mackenzie miała na sobie płaszcz, który wyglądał na kupiony ze trzy sezony temu, buty ubłocone, z pozdzieranymi czubkami i ręcznie robiony szalik, ale za jej miotłę można by kupić przynajmniej niewielkich rozmiarów domek. Rączka błyszczała, witki miotły wykonano z najlepszego rodzaju drzewa, a każdy, kto znałby się na rzemieślnictwie, łatwo by odgadł, że przedmiot obrzucono wieloma zaklęciami - od podstawowych, jak poduszkowe zaczynając. Napis Nimbus 1001 informował jasno, że to najnowszy model: wszak poprzednią wersję, Nimbus 1000, wprowadzono ledwo trzy lata temu...
- Nie mogę zaprzeczyć. Sto pięćdziesiąt punktów za znicz zawsze zdawało mi się przesadą - przyznała, starając się ująć to dyplomatycznie. Kiedy Regina zachęciła ją do częstowania się, Mackenzie pokręciła głową. Nie tylko dlatego, że nie przyjmowała jedzenia od nieznajomych. - Dziękuję, ale jestem na specjalnej diecie.
Nie, nie odchudzała się. Nie musiała: jeśli nie była chudziną, to tylko dlatego, że ustawiczne treningi wyrobiły mięśnie. Ale traktowała sport poważnie. A to oznaczało nie tylko regularne latanie na miotle, ale też poranne biegi (bo mięśnie nóg były ważne przy trzymaniu się miotły), trzy razy w tygodniu ćwiczenia mięśni górnych partii ciała (by mocniej rzucać kaflem) i wreszcie pozwalanie sobie na słodycze albo tłuste jedzenie maksymalnie raz w tygodniu. Normalnie jadała zieleninę, białe mięso, ryby i starannie przygotowywane koktajle owoce.
- Poza tym powinnam się powoli zbierać.
Inaczej trener zacznie się zastanawiać, czy nie spadła z jakiegoś klifu.