14.04.2024, 09:55 ✶
Gdyby była sobą, Erik i jego uczepienie klątwołania, które było zaledwie częścią jej specjalizacji, ten cały sarkazm, z pewnością by ją irytowały. W tej chwili, z jakichś powodów, nawet nie do końca te zachowania Brygadzisty wyłapywała, oblepiona obcym, zupełnie nieswoim uczuciem.
– Jesteś bez wątpienia wszechstronnie utalentowany, ale raczej tej nocy nie odbędzie się tu konferencja prasowa – powiedziała. Nie ironicznie. O bogowie, nie ironicznie, i nawet nie uznała tego za dziwne, a chwaliła przecież ludzi bardzo rzadko: tych spoza rodziny, którzy usłyszeli od niej jakichś komplement, można było policzyć na palcach obu rąk. Najbardziej uzdolniona stażystka na roku, Patrick, William… nie, nie było ich wielu. Gdyby ktoś z pracy teraz ją słyszał, pewnie chciałby wiedzieć, czy Florence na pewno dobrze się czuje, co dziś piła, co jadła i czy nie chciałaby na trochę się położyć i odpocząć. - Przydadzą się zapewne jedynie umiejętności detektywa. Natomiast gdyby byli tu nieumarli i czarna magia, uzdrowiciel z mojego wydziału jest najlepszym wyborem. Chociaż na razie wydaje się, że to po prostu fałszywy alarm.
Było to straszliwie absurdalne, że stała w środku nocy, na skraju lasu. Z pewnymi oporami zrobiła kilka kroków za Erikiem, tylko dlatego, że on je zrobił, wyraźnie jednak wciąż niechętna do zagłębiania się w mrok puszczy. Było tu trochę upiornie i zdawało się, że kemping oraz ludzie tam będący, są bardzo, bardzo daleko – i tylko to dziwne uwielbienie trzymało ją jeszcze na miejscu. Pająki i pajęczyny, wciąż myślała o pająkach i pajęczynach. Poza tym czy nieumarłych nie powinni szukać Brygadziści i aurorzy? Nie podzieliła się jednak tymi przemyśleniami, choć zwykle nie miała wielkich oporów wobec mówieniem dokładnie tego, co myśli.
– Czuję? Jesteś w stanie je wyczuć? - zdziwiła się. Może i żywe trupy miały charakterystyczny odór, Florence nie raz, nie dwa miała nieprzyjemną okazję poznać zapachy, jakie unosiły się w kostnicy, ale tu, na powietrzu, w tak wielkim lesie, po tylu godzinach od wezwania Bagshota, nie sądziła, że ktokolwiek mógłby pochwycić charakterystyczną woń. Czyżby wilkołacza natura wzmacniała w jakiś sposób zmysły Erika?
Ależ on był utalentowany, tłukło się znowu w głowie Florence.
– W takim wypadku, skoro ich tutaj nie ma, chyba możemy wracać na kemping.
A ona chyba w ogóle nie będzie tutaj potrzebna i przez ułamek sekundy prawie tego żałowała…
– Jesteś bez wątpienia wszechstronnie utalentowany, ale raczej tej nocy nie odbędzie się tu konferencja prasowa – powiedziała. Nie ironicznie. O bogowie, nie ironicznie, i nawet nie uznała tego za dziwne, a chwaliła przecież ludzi bardzo rzadko: tych spoza rodziny, którzy usłyszeli od niej jakichś komplement, można było policzyć na palcach obu rąk. Najbardziej uzdolniona stażystka na roku, Patrick, William… nie, nie było ich wielu. Gdyby ktoś z pracy teraz ją słyszał, pewnie chciałby wiedzieć, czy Florence na pewno dobrze się czuje, co dziś piła, co jadła i czy nie chciałaby na trochę się położyć i odpocząć. - Przydadzą się zapewne jedynie umiejętności detektywa. Natomiast gdyby byli tu nieumarli i czarna magia, uzdrowiciel z mojego wydziału jest najlepszym wyborem. Chociaż na razie wydaje się, że to po prostu fałszywy alarm.
Było to straszliwie absurdalne, że stała w środku nocy, na skraju lasu. Z pewnymi oporami zrobiła kilka kroków za Erikiem, tylko dlatego, że on je zrobił, wyraźnie jednak wciąż niechętna do zagłębiania się w mrok puszczy. Było tu trochę upiornie i zdawało się, że kemping oraz ludzie tam będący, są bardzo, bardzo daleko – i tylko to dziwne uwielbienie trzymało ją jeszcze na miejscu. Pająki i pajęczyny, wciąż myślała o pająkach i pajęczynach. Poza tym czy nieumarłych nie powinni szukać Brygadziści i aurorzy? Nie podzieliła się jednak tymi przemyśleniami, choć zwykle nie miała wielkich oporów wobec mówieniem dokładnie tego, co myśli.
– Czuję? Jesteś w stanie je wyczuć? - zdziwiła się. Może i żywe trupy miały charakterystyczny odór, Florence nie raz, nie dwa miała nieprzyjemną okazję poznać zapachy, jakie unosiły się w kostnicy, ale tu, na powietrzu, w tak wielkim lesie, po tylu godzinach od wezwania Bagshota, nie sądziła, że ktokolwiek mógłby pochwycić charakterystyczną woń. Czyżby wilkołacza natura wzmacniała w jakiś sposób zmysły Erika?
Ależ on był utalentowany, tłukło się znowu w głowie Florence.
– W takim wypadku, skoro ich tutaj nie ma, chyba możemy wracać na kemping.
A ona chyba w ogóle nie będzie tutaj potrzebna i przez ułamek sekundy prawie tego żałowała…