Gerry nie miała nic złego na myśli. Broń Merlinie, naprawdę lubiła Erika i uważała, że to, że ma tylu fanów nie stało się bez przyczyny. Był zawsze grzeczny, ułożony, no do rany przyłóż! Nie, żeby jakoś specjalnie śledziła jego losy, po prostu informacje na temat jego osoby jakoś same wpadały jej w ręce. Nie da się ukryć, że sporo miała z tym wspólnego prasa. Nie czytała jakoś wiele, jednak dziwnym trafem zawsze gdy miała w ręku gazetę, to było w niej coś o Longbottomie. Mogła się pochwalić, że grała z nim w jednej drużynie quidditcha w czasach Hogwartu, miała świadomość, że nie jedna panna bardzo by jej tego zazdrościła.
Nie wnikała w to, co o nim pisali, wiedziała jedynie, że piszą, czyli jego życie musiało być na tyle interesujące, że ciekawiło sporo osób. Ciekawe, czy na dłuższą metę było to męczące, czy faktycznie zawsze był taki idealny, czy były to tylko pozory. Nigdy nie nawiązała z nim bliższej relacji, także nie było jej dane się tego dowiedzieć.
- Cieszy mnie to, oczywiście nie śmiałabym Ci grozić, wiesz o tym, prawda?- Był w końcu brygadzistą, takie słowa chyba były karalne? Bardziej się z nim droczyła, po koleżeńsku. Wiedziała, że nie powie nikomu o tym jej potknięciu, wydawało jej się, że mogą sobie ufać. Szczególnie, że w Hogwarcie chroniła jego sekretu, miała nadzieję, że ta poufność działa w dwie strony i nadal zobowiązuje.
Dobrze było wiedzieć, że budzi jakiś respekt, przynajmniej tak się jej wydawało. Zdawała sobie sprawę w jaki sposób inni na nią patrzą. Widzieli w niej mordercę, w końcu mordowała te niewinne stworzenia. Mało kto zdawał sobie sprawę, że często pomagała w ten sposób czarodziejom, którzy byli zdesperowani i bali się o swoje życia. Dla większości była nikim więcej niż zabójcom, który poluje na słodkie stworki. Ciekawe, czy nie zmieniliby zdania, gdyby spotkali się w z nimi oko w oko. Raczej nie będzie jej dane się tego dowiedzieć. Pogodziła się z tym, w jaki sposób jest traktowana. Nie zamierzała z tym walczyć, przywykła do tych nieprzychylnych spojrzeń wiążących się z jej reputacją, która nie była najlepsza.
Nie zamierzała dawać forów Erikowi, szczególnie po tym, jak pięknie sobie z nią poradził chwilę wcześniej. Yaxley nie należała do osób, które szybko się poddawały. Gdy przychodziła porażka otrzepywała się i próbowała kolejny raz, dopóki jej się nie udało. Czasem trwało to bardzo długo, jednak zawsze dochodziła do założonego celu, nawet jeśli miałoby to trwać wieki.
Zaklęcie pomknęło w stronę mężczyzny, Geraldine wpatrywała się w niego, była ciekawa, jak zareaguje na jej atak. Nie musiała długo czekać. Erik wprawnie wyczarował tarczę, gdyby zaklęcie się rozproszyło nie byłaby zdziwiona, jednak je odbił. Musiał stworzyć naprawdę silną tarczę, skoro mu się to udało. Czyżby ostatnio ćwiczył? Machnęła różdżką, szybko, pewnym ruchem, powiedziała głośno -Protego- Chciała odbić zaklęcie, to które rzuciła chwilę wcześniej i zostało tak sprawnie odbite w jej kierunku.
Akcja nieudana
rzut na Protego