14.04.2024, 13:47 ✶
Ciekawe co Basilius powiedziałby, gdyby wiedział, że przecież nie wszystkie „przypadki” Brenny trafiały do Munga – że niekiedy doraźnej pomocy medycznej udzielali na przykład Lupinowie albo kuzynka Danielle, która w tej chwili już wybrała swoją specjalizację i miała wiele okazji do trenowania umiejętności na swojej krewnej. Ale czy było to takie dziwne? W jej Departamencie ryzyko było przecież normalne, nawet próba wystawienia mandatu za źle zaparkowaną miotłę mogła doprowadzić do wielkiej awantury, w której nagle każdy bił się z każdym, i nikt nie wiedział, jak to się zaczęło… A przynajmniej Brenna upierała, że to wcale nie tak, że ją takie sytuacje spotykają dużo częściej niż innych.
– Na pewno będę się o nią upominać. Jeśli zacznę przeklinać jak nasz ulubieniec, pan Collins, to pewnie będzie znaczyło, że bardzo jej potrzebuję – oświadczyła Brenna. – Hm. Nie wiem, co bym wolała, postępujący proces gnilny czy halucynacje. Co łatwiej zahamować?
Octavian zachowywał się na tyle intrygująco, że Brenna na moment prawie zapomniała o tym, co dzieje się z jej dłońmi. Czarodzieje gnili już wcześniej, ale o czymś takim go nie uczona i była dzielnym pacjentem. Trochę przypominał jej w tej chwili stażystkę, która niedawno przyszła do BUMu – biedna dziewczyna trafiła do Biura w złym momencie i sytuacja nieco ją przytłoczyła.
– Jesteś na pewno bardzo dzielnym studentem, Octavianie i na pewno jeszcze nauczysz się więcej o przypadkach gnicia żywcem – zrewanżowała się Brenna za komplement, wciąż tak trochę otępiała i przez to nie do końca świadoma, że to nie brzmi ani trochę pocieszająco i że pewnie ogólnie zrobiłaby lepiej, gdyby się zamknęła i nie stresowała chłopaka, opowiadając wyjątkowo dziwne rzeczy.
– Erik kiedyś wspomniał, że jestem zaraźliwa, ale ja się chyba tak nie zachowuję – odparła równie cicho na słowa Basiliusa, bo przecież gdyby zaraziła chłopaka brennowatością, to ten powinien po prostu dużo mówić od rzeczy i… och, zaraz… właściwie to zaczął mówić dużo i od rzeczy, tylko miał w tym własny styl? Może jednak Erik miał rację? Przez ułamek sekundy Brennie to wydawało się niemal sensowne, a to ze względu na wciąż trzymający ją w swojej mocy eliksir. – Jestem pewna, że mu przejdzie, jak tylko sobie pójdę i znowu stanie się dobrym studentem i w ogóle… I nie wiem? Mogę zrobić wywiad rodzinny i podpytać ojca i brata, czy oni atakowali jakichś medyków przed wybraniem specjalizacji. Poza tym to nieznany przypadek? Octavian mówił, że czarodzieje gnili już wcześniej?
Tylko pewnie niekoniecznie od zielonej, magicznej wody, ale Brenna w tej chwili miała odrobinę problemów z łączeniem faktów.
Opuściła wzrok na swoje kolana, gdy spodnie zostały obcięte i z pewną ulgą odnotowała, że znajdująca się na nich odrobina zieleni wyglądała tak, jak wcześniej i przynajmniej te nie zaczęły gnić. Wystarczyło, że ręce odmawiały posłuszeństwa. A kolana? Co gdyby kazano jej na przykład leżeć dwa dni w łóżku? Oszalałaby chyba!!!
– Na pewno będę się o nią upominać. Jeśli zacznę przeklinać jak nasz ulubieniec, pan Collins, to pewnie będzie znaczyło, że bardzo jej potrzebuję – oświadczyła Brenna. – Hm. Nie wiem, co bym wolała, postępujący proces gnilny czy halucynacje. Co łatwiej zahamować?
Octavian zachowywał się na tyle intrygująco, że Brenna na moment prawie zapomniała o tym, co dzieje się z jej dłońmi. Czarodzieje gnili już wcześniej, ale o czymś takim go nie uczona i była dzielnym pacjentem. Trochę przypominał jej w tej chwili stażystkę, która niedawno przyszła do BUMu – biedna dziewczyna trafiła do Biura w złym momencie i sytuacja nieco ją przytłoczyła.
– Jesteś na pewno bardzo dzielnym studentem, Octavianie i na pewno jeszcze nauczysz się więcej o przypadkach gnicia żywcem – zrewanżowała się Brenna za komplement, wciąż tak trochę otępiała i przez to nie do końca świadoma, że to nie brzmi ani trochę pocieszająco i że pewnie ogólnie zrobiłaby lepiej, gdyby się zamknęła i nie stresowała chłopaka, opowiadając wyjątkowo dziwne rzeczy.
– Erik kiedyś wspomniał, że jestem zaraźliwa, ale ja się chyba tak nie zachowuję – odparła równie cicho na słowa Basiliusa, bo przecież gdyby zaraziła chłopaka brennowatością, to ten powinien po prostu dużo mówić od rzeczy i… och, zaraz… właściwie to zaczął mówić dużo i od rzeczy, tylko miał w tym własny styl? Może jednak Erik miał rację? Przez ułamek sekundy Brennie to wydawało się niemal sensowne, a to ze względu na wciąż trzymający ją w swojej mocy eliksir. – Jestem pewna, że mu przejdzie, jak tylko sobie pójdę i znowu stanie się dobrym studentem i w ogóle… I nie wiem? Mogę zrobić wywiad rodzinny i podpytać ojca i brata, czy oni atakowali jakichś medyków przed wybraniem specjalizacji. Poza tym to nieznany przypadek? Octavian mówił, że czarodzieje gnili już wcześniej?
Tylko pewnie niekoniecznie od zielonej, magicznej wody, ale Brenna w tej chwili miała odrobinę problemów z łączeniem faktów.
Opuściła wzrok na swoje kolana, gdy spodnie zostały obcięte i z pewną ulgą odnotowała, że znajdująca się na nich odrobina zieleni wyglądała tak, jak wcześniej i przynajmniej te nie zaczęły gnić. Wystarczyło, że ręce odmawiały posłuszeństwa. A kolana? Co gdyby kazano jej na przykład leżeć dwa dni w łóżku? Oszalałaby chyba!!!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.