Miał obowiązek o nią zadbać, dlatego nie zamierzał się nigdzie wybierać, jeśli nie było potrzeby. Mógł nie odczuwać presji zagrożenia tego miejsca, ale jednocześnie nie zamierzał ryzykować. Harper nie miała się już najlepiej, na głowę jej siadało od czasu tego Beltane. Nie tylko jej. Za to ona dowodziła tym całym grajdołkiem i była odpowiedzialna za zbyt ważne rzeczy, żeby machnąć na to zupełnie ręką. W czyjej gestii było dbanie o Harper i troszczenie się o to, żeby jej psychika była na odpowiednim miejscu?
- Oooj... będę musiał sprawdzić Gringotta, nie wiem, czy mi wystarczy drobnych. - Uśmiechnął się pod nosem, zerkając na Victorię, która pociągnęła go z powrotem do domu, który był wynajmowany przez poszukiwanego. Zdaje się, że naprawdę już poszukiwanego. Czemu aż tak nie potrafił się przejąć tym wszystkim? Idąc drogą, pod którą chrzęściły kamyki i czując zimno dłoni Victorii odnajdywał w tym ukojenie, tak, ale też niepoprawność. Kiedy się tutaj pojawili poczuł na swojej skórze pustkę tego miejsca, która została nagle wypełniona czymś innym. Kimś innym. Na czystą logikę powinien od razu przyjąć, że coś z tym było nie tak - oczywiście nie z Victorią, bo ideały jednak istniały na tym świecie - z tym odbiorem otoczenia. Biorąc pod uwagę, że była oklumentką, której ściany nie chciał zadrapywać i przed którą niekoniecznie chciał... chociaż moment, dlaczego nie? Przecież pracował z nią tyle miesięcy, mógł na nią liczyć w każdym momencie, to czemu nigdy dotąd jej tego nie powiedział? - Tylko tak mówisz, żeby było mi miło. Albo nie chcesz stracić złotej karty klienta na te muffinki. - Uśmiechnął się szerzej, obniżając swoją różdżkę, żeby wsunąć ją z powrotem do kieszeni. Chciałoby się rzucić parę zaklęć takich czy innych, jak chociażby możliwość większego rozjaśnienia terenu, ale to nie był dobry pomysł. Wydawało się, że ośrodek śpi, ale chociaż wykasowanie pamięci jednego czy drugiego człowieka nie stanowiło problemu to już przypadkowy świadek, który akurat by przechodził z sypialni do kibla? Tak, to się niestety zdarza. Wystarczy, że Victoria im oświetlała drogę, nie było potrzeby na razie na większe czary. - Jeśli uciekł z domku, bo zobaczył żywe trupy to pobiegł za nimi, ponieważ się oddalały i nie chciał ich stracić z oczu czy wystraszył się tak bardzo, że zaczął biec w przeciwnym kierunku? - Albo stało się jeszcze coś innego. Na przykład ktoś złapał go zaklęciem albo wahadałkiem. Cain czasami tak robił, więc czemu ktoś miałby inaczej?
Zatrzymali się już przy domku, albo raczej niedaleko niego. Tak, żeby nie zadeptać śladów, bo jeśli ludzie kręciliby się w tę i z powrotem... LUDZIE. Oczywiście, jeśli wysyłali tutaj brygadzistów to oczywiście, że tak, bo większość z nich to była debile, którzy latali za źle zaparkowanymi miotłami czy abraksanami. Rozejrzał się po ziemi, a zaraz po tym podniósł wzrok na las na dłuższy moment, przypatrując się, czy żaden fałszywy blask nie przeplata się między mrokiem drzew.
- Wiem, że jesteś oklumentką i nie chcę naruszać twojej przestrzeni osobistej, ale czy zrobiłabyś coś dla mnie? - Odwrócił się w stronę Victorii. - Zdejmiesz na chwilę tarczę? Jestem aurowidzem. Chciałbym się upewnić, że żadna magia na nas tutaj nie wpływa. - Hm, cos było nie tak z samym faktem, że z jednej strony nie chciał tego mówić, a z drugiej nie rozumiał, dlaczego. Tak jak coś bardzo nie tak było w samej nagłej zmianie, kiedy tu przybyli. To były ICH myśli? ICH gesty? Tak, musiały być, po prostu nie rozumiał dotąd tego tak dobrze, jak zrozumiał tu.
Rzut na aurowidzenie (na Victorię też, jeśli się zgodzi)
Sukces!
Akcja nieudana