Palce Nikolaia wciąż zaciskały się na trzonku różdżki, gotowe poderwać ją do góry i wypuścić zaklęcie, gdyby wymagała tego sytuacja, ale obecność Brenny, jej niepasujący do sytuacji, pogodny wyraz twarzy, i kolejne wypowiadane przez nią słowa zapaliły mu w głowie lampkę. Jeżeli zrobi teraz coś, co zrobiłby w Rosji, wpakowałby w większe kłopoty nie tylko siebie, ale i Brennę. Różdżka wciąż była w pogotowiu, choć nie straszyła już tak nagłym wybuchem magii.
Czarnoksiężnik, który trzymał ramię Nikolaia, najwidoczniej nie zrozumiał prostego przekazu, albo czuł się zbyt pewnie na "swoim" terenie. Puścił ramię Nikolaia, zbliżył się do Brenny i nachylił się do niej.
-Chyba nie wyraziłem się jasno - powiedział niskim głosem. -NIC nie widzieliśmy, więc możesz się już stąd zabierać.
On ewidentnie nie miał zamiaru współpracować, ani pozwolić kobiecie zabrać ich młodego łupu, nieważne, jakie kłopoty mógł sprowadzić na swoją małą grupę, gdyby Brenna sprowadziła tu więcej członków Brygady Uderzeniowej. Jego towarzyszka, z drugiej strony, najwidoczniej wyczuła kłopoty, bo posłała Nikolaiowi jeszcze jedno wrogie spojrzenie i podeszła do drugiego czarownika i chwyciła go za ramię.
-Jak powiedział, nie widzieliśmy nic - powiedziała oschle. -Ten dzieciak włamał się do sklepu naszego przyjaciela. Chyba mamy prawo dać mu nauczkę, prawda? W końcu włamywanie się jest przestępstwem, czyż nie?
-Nie włamałem się - odpowiedział od razu Nikolai.
Został jednak uciszony przez trzeciego czarnoksiężnika, który do tej pory nie odezwał się nawet słowem.
Wyglądało na to, że zignorowali tę część wypowiedzi Brenny, w której wskazała Nikolaia jako potencjalnego sprawcę wypadku w jednym ze sklepów. Po prostu chcieli, żeby kobieta z Ministerstwa poszła sobie jak najszybciej, żeby mogli wrócić do przerwanej "zabawy".