14.04.2024, 14:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2024, 15:20 przez Brenna Longbottom.)
Kiwnęła głową – czyli to nie był drobny element gry, a jedyne prawdziwe stwierdzenie w tym całym morzu bzdur, którymi zarzucili recepcjonistkę.
– Kapłanki w kowenie? Byłeś w aż takim niebezpieczeństwie? Cholera, jak to działa, że ciebie chcą podrywać, bo jesteś Zimny, a w wypadku Mav tylko wypytują mnie po cichu, czy nie zaczęła sypiać w trumnie? – zastanowiła się jeszcze, a przez moment przed oczyma stanęła jej twarz Sarah Macmillan. I chyba… chyba wcale nie była tak całkowicie pewna, czy Sarah nie byłaby w stanie podsunąć komuś odrobiny herbatki z amortencją…
*
– Irlandzki akcent to niestety nie jest moja specjalność, ale za to potrafię mówić tak szybko i tak dużo, że każdy uzna, że skoro nic nie rozumie, to na pewno jakiś dialekt z prowincji – skwitowała, uśmiechając się przy tym lekko, ledwo unosząc kąciki ust. Jakby nie było, nie istniał jeden angielski akcent, ani jeden irlandzki akcent, więc ktoś na pewno dopisze sobie do tego jakąś historię, gdy Brenna wyrzuci z siebie odpowiednią ilość słów absolutnie niemożliwych do ogarnięcia przez umysł.
Po prawdzie byłaby w stanie przerobić i jego, i siebie nawet na stałe – ale tą umiejętność nigdy nie chciała się chwalić w pracy, i po wybuchu wojny gratulowała sobie przezorności. I na pewno nie zamierzała chwalić się tym tutaj przed nim, bo pewne karty lepiej było pozostawić w rękawie, dopóki nie były potrzebne w rozgrywce.
– Hm… jestem w stanie, utrzyma się jakiś kwadrans, ale wtedy historyjka „ojej, pomyliłam pokoje”, chyba by nie podziałała – stwierdziła, przypatrując się mu przez moment z pewnym namysłem, odruchowo oceniając, jakie najmniejsze zmiany mogą odmienić go najbardziej. Najlepiej tak, żeby sam nie rozpoznał się w lustrze, ale nie wymagało do żadnych głębszych ingerencji w struktury kostne i tym podobne. - Musiałby patrzyć, do którego pokoju wchodzimy i teraz, żeby wiedzieć, skąd wychodzę, więc w to jakoś wątpię…
Rysopis brzmiał całkiem charakterystycznie, ale nie mogła się nie zgodzić – może i lepiej, aby Bulstrode też miał okazję rzucić okiem na mężczyznę. O ile w ogóle będą mieli szczęście i nie okaże się, że trzeba by sprawdzać wszystkie drzwi po kolei, bo oczywiście Brenna wybierze jako właściwe te ostatnie, a w to, że ktokolwiek mógłby być aż tak głupi, to chyba sąsiedzi już nie uwierzą, po kolei wywoływani na korytarz… Chwilowo nie miała jednak lepszego pomysłu, wyciągnęła więc po prostu różdżkę, jednym jej machnięciem zmieniając fryzurę: modyfikowała swój wygląd na tego typu akcje tak często, że to już nie był żaden problem.
– Czyli… hm, iść, zerknąć, jeśli gość będzie podobny, zacząć gadać tak głośno, żebyś mógł wyjrzeć z pokoju i zorientować się, jak to idiotycznie mylę drzwi? Coś w stylu, wiesz, kochanie, za twoją twarzą kryje się mózg, prawda? Jak mogłaś pomylić dziewiątkę z siódemką? Może jeszcze pomylisz pana ze mną? – wyrecytowała, robiąc przy tym odrobinę komiczną minę – i cóż, jeżeli sobie tego życzył, gotowa odmienić na parę chwil i jego wygląd. Tymi standardowymi zaklęciami transmutacyjnymi, nie tymi opatentowanymi przez Potterów…
– Kapłanki w kowenie? Byłeś w aż takim niebezpieczeństwie? Cholera, jak to działa, że ciebie chcą podrywać, bo jesteś Zimny, a w wypadku Mav tylko wypytują mnie po cichu, czy nie zaczęła sypiać w trumnie? – zastanowiła się jeszcze, a przez moment przed oczyma stanęła jej twarz Sarah Macmillan. I chyba… chyba wcale nie była tak całkowicie pewna, czy Sarah nie byłaby w stanie podsunąć komuś odrobiny herbatki z amortencją…
*
– Irlandzki akcent to niestety nie jest moja specjalność, ale za to potrafię mówić tak szybko i tak dużo, że każdy uzna, że skoro nic nie rozumie, to na pewno jakiś dialekt z prowincji – skwitowała, uśmiechając się przy tym lekko, ledwo unosząc kąciki ust. Jakby nie było, nie istniał jeden angielski akcent, ani jeden irlandzki akcent, więc ktoś na pewno dopisze sobie do tego jakąś historię, gdy Brenna wyrzuci z siebie odpowiednią ilość słów absolutnie niemożliwych do ogarnięcia przez umysł.
Po prawdzie byłaby w stanie przerobić i jego, i siebie nawet na stałe – ale tą umiejętność nigdy nie chciała się chwalić w pracy, i po wybuchu wojny gratulowała sobie przezorności. I na pewno nie zamierzała chwalić się tym tutaj przed nim, bo pewne karty lepiej było pozostawić w rękawie, dopóki nie były potrzebne w rozgrywce.
– Hm… jestem w stanie, utrzyma się jakiś kwadrans, ale wtedy historyjka „ojej, pomyliłam pokoje”, chyba by nie podziałała – stwierdziła, przypatrując się mu przez moment z pewnym namysłem, odruchowo oceniając, jakie najmniejsze zmiany mogą odmienić go najbardziej. Najlepiej tak, żeby sam nie rozpoznał się w lustrze, ale nie wymagało do żadnych głębszych ingerencji w struktury kostne i tym podobne. - Musiałby patrzyć, do którego pokoju wchodzimy i teraz, żeby wiedzieć, skąd wychodzę, więc w to jakoś wątpię…
Rysopis brzmiał całkiem charakterystycznie, ale nie mogła się nie zgodzić – może i lepiej, aby Bulstrode też miał okazję rzucić okiem na mężczyznę. O ile w ogóle będą mieli szczęście i nie okaże się, że trzeba by sprawdzać wszystkie drzwi po kolei, bo oczywiście Brenna wybierze jako właściwe te ostatnie, a w to, że ktokolwiek mógłby być aż tak głupi, to chyba sąsiedzi już nie uwierzą, po kolei wywoływani na korytarz… Chwilowo nie miała jednak lepszego pomysłu, wyciągnęła więc po prostu różdżkę, jednym jej machnięciem zmieniając fryzurę: modyfikowała swój wygląd na tego typu akcje tak często, że to już nie był żaden problem.
– Czyli… hm, iść, zerknąć, jeśli gość będzie podobny, zacząć gadać tak głośno, żebyś mógł wyjrzeć z pokoju i zorientować się, jak to idiotycznie mylę drzwi? Coś w stylu, wiesz, kochanie, za twoją twarzą kryje się mózg, prawda? Jak mogłaś pomylić dziewiątkę z siódemką? Może jeszcze pomylisz pana ze mną? – wyrecytowała, robiąc przy tym odrobinę komiczną minę – i cóż, jeżeli sobie tego życzył, gotowa odmienić na parę chwil i jego wygląd. Tymi standardowymi zaklęciami transmutacyjnymi, nie tymi opatentowanymi przez Potterów…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.