14.04.2024, 14:36 ✶
Niestety, chyba nie było szans na załatwienie tej sprawy bez przemocy. Nie to, że była tym jakoś bardzo zaskoczona. W końcu to był Nokturn, prawda?
– Ja chyba wyraziłam się całkiem jasno – odparła Brenna, nie zmieniając ani o jotę wyrazu twarzy, tonu i postawy. Nie cofnęła się i spojrzała mężczyźnie prosto w oczy: jeśli chciał ją zdominować, to miał trochę pecha, bo była od niego wyższa. Za to machnęła lekko lewą ręką, próbując dać znać w ten sposób Petrovowi, żeby spieprzał, skoro go już nie trzymano. Teleportował się, uciekał, cokolwiek, tyle że stąd znikał. – Chłopak idzie ze mną, a jeżeli pan próbuje mi grozić, za chwilę zostanie aresztowany za znieważanie funkcjonariusza na służbie – oświadczyła. Gość nie trzymał w ręku różdżki, miała kilka sekund ewentualnej przewagi, a gdyby spróbował uderzyć… jego pech, bo akurat w walce wręcz była lepsza niż w zaklęciach… Pierwsza zaatakować nie mogła: nie, póki nie dali jej do tego dostatecznie mocnych podstaw. Potem sędzia i tak by ich wypuściła.
Nie, nie była wcale jakąś niesamowicie utalentowaną czarownicą. Ale większość takich jak oni ledwo zdała Hogwart i między innymi dlatego kończyli na samym dole łańcucha pokarmowego Nokturnu, powinna więc być w stanie moment wytrzymać. Trzy na jeden: to dawało im przewagę, tyle że Sadwick mógł ich stąd widzieć, przecież zostawiła go nieco z tyłu, więc… zasadniczo to dwa na trzy. Nikolaia Brenna nie włączyła w ten prosty rachunek, bo w jej oczach był cywilem. I kimś o wiele za młodym na takie utarczki.
Nie, że sama tak myślała, mając dziewiętnaście lat…
– Właśnie pani również przyznała się do przestępstwa. Dawanie nauczki komuś za włamanie jest nielegalne. Jeżeli państwo życzą sobie złożyć zawiadomienie, serdecznie zapraszam. Chętnie je rozpatrzę. Sadwick! – zawołała nagle. – Wołaj proszę chłopców, tutaj państwo chcą zgłosić przestępstwo!
Miała cholerną nadzieję, że młody funkcjonariusz ogarnie, że to zawoalowane „wsparcie, już, nawalanka”. Heather by ogarnęła, ale ona była trochę bystrzejsza od Sadwicka…
– Ja chyba wyraziłam się całkiem jasno – odparła Brenna, nie zmieniając ani o jotę wyrazu twarzy, tonu i postawy. Nie cofnęła się i spojrzała mężczyźnie prosto w oczy: jeśli chciał ją zdominować, to miał trochę pecha, bo była od niego wyższa. Za to machnęła lekko lewą ręką, próbując dać znać w ten sposób Petrovowi, żeby spieprzał, skoro go już nie trzymano. Teleportował się, uciekał, cokolwiek, tyle że stąd znikał. – Chłopak idzie ze mną, a jeżeli pan próbuje mi grozić, za chwilę zostanie aresztowany za znieważanie funkcjonariusza na służbie – oświadczyła. Gość nie trzymał w ręku różdżki, miała kilka sekund ewentualnej przewagi, a gdyby spróbował uderzyć… jego pech, bo akurat w walce wręcz była lepsza niż w zaklęciach… Pierwsza zaatakować nie mogła: nie, póki nie dali jej do tego dostatecznie mocnych podstaw. Potem sędzia i tak by ich wypuściła.
Nie, nie była wcale jakąś niesamowicie utalentowaną czarownicą. Ale większość takich jak oni ledwo zdała Hogwart i między innymi dlatego kończyli na samym dole łańcucha pokarmowego Nokturnu, powinna więc być w stanie moment wytrzymać. Trzy na jeden: to dawało im przewagę, tyle że Sadwick mógł ich stąd widzieć, przecież zostawiła go nieco z tyłu, więc… zasadniczo to dwa na trzy. Nikolaia Brenna nie włączyła w ten prosty rachunek, bo w jej oczach był cywilem. I kimś o wiele za młodym na takie utarczki.
Nie, że sama tak myślała, mając dziewiętnaście lat…
– Właśnie pani również przyznała się do przestępstwa. Dawanie nauczki komuś za włamanie jest nielegalne. Jeżeli państwo życzą sobie złożyć zawiadomienie, serdecznie zapraszam. Chętnie je rozpatrzę. Sadwick! – zawołała nagle. – Wołaj proszę chłopców, tutaj państwo chcą zgłosić przestępstwo!
Miała cholerną nadzieję, że młody funkcjonariusz ogarnie, że to zawoalowane „wsparcie, już, nawalanka”. Heather by ogarnęła, ale ona była trochę bystrzejsza od Sadwicka…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.