To było naprawdę niesamowite, jak bardzo niektórzy czarodzieje nie potrafili zrozumieć aluzji, odpuścić, gdy mieli przy sobie kompanów, choć po drugiej stronie stał ktoś od nich silniejszy. Jak bardzo nie chcieli zostawić nieznajomego dzieciaka, który przypadkiem znalazł się w złym miejscu, choć narażali się na kłopoty ze strony Ministerstwa.
Kobieta najwidoczniej miała trochę więcej rozumu i instynktu samozachowawczego, niż jej towarzysze, bo słysząc o swoim "przyznaniu się do przestępstwa" zacisnęła wąskie usta, puściła ramię przyjaciela i wycofała się. Nie miała zamiaru dalej brać udziału w tej szopce, skoro Brenna wzywała posiłki, ale nie miała zamiaru porzucać swoich towarzyszy.
Czarnoksiężnik z wykałaczką w ustach zbladł, przesunął wykałaczkę z jednego kącika ust na drugi, ale się nie odsunął, wciąż licząc na to, że Brenna jednak się wystraszy i skapituluje.
Trzeci z nich, ten z kaszkietem na głowie, najwidoczniej miał największy problem z myśleniem.
-Ach tak? Posłuchaj mnie, paniusiu - ruszył, czerwony na twarzy ze złości i z różdżką z dłoni.
I kiedy tak gadał, rzucając w Brennę różnymi obelgami i zbliżający się do nich, Nikolai, który nie zauważył brennowego sygnału spieprzaj po prostu podstawił mu nogę, czego najprawdopodobniej nikt nie zauważył. Mężczyzna potknął się, stracił równowagę i z krzykiem poleciał prosto na swojego towarzysza, przez co obaj padli na ziemię, zaraz u stóp Brenny.
Nikolai omal nie parsknął śmiechem, ale nie było to miejsce na takie reakcje. Kobieta jedynie przewróciła oczami, ale wciąż nie ruszyła się ze swojego miejsca, podczas gdy jej towarzysze próbowali niezgrabnie podnieść się z ziemi.
W końcu stanęli na nogach, otrzepali ubrania z kurzu i czarodziej w kaszkiecie odwrócił się do Nikolaia.
-Ty- wycelował w niego palcem. -Co ty żeś zrobił?!
-Ja nic nie zrobiłem - Nikolai wzruszył ramionami.
Nie miał zamiaru zaczynać walki, ale gdyby upadając, potracili Brennę, czy mogłaby ich aresztować za atak na funkcjonariusza na służbie?
Kolejne zniewagi popłynęły z ust czarodzieja w kaszkiecie, gdy zbliżał się do Kola.