- Popołudnie ale tak wczesne. Jakby zmiany tego dnia były odrobinę inne, ponieważ Ministerstwo chciało dać możliwość do udania się na Beltane - odpowiedział - Powiedziałbym, że około godziny piętnastej, gdybym musiał dokładniej podawać - dodał. Oczywiście była to wartość czysto szacunkowa, opierająca się na zasadzie "pi razy drzwi".
Spoglądał w kierunku ojca kiedy ten rozpoczął przebieżkę po mieszkaniu. Staruszkowi zebrało się na nordic walking bez kijków? Nagle zaczął dbać o formę? Siedząc za biurkiem czy przestawiając po raz setny, tą samą książkę, nie szło jej nadrobić, więc może dobrze, że zaczął coś robić? Kiedyś słyszał, że w ciągu dnia trzeba robić ileś tam kroków i może Robertowi akurat brakowało do limitu?
- Hmm... - zamyślił się na chwilę po pytaniu, które otrzymał. W teorii miał kilka takich osób. Pytanie na ile mógł im ufać - W zasadzie to tak. Niedługo Hades ma zacząć służbę w brygadzie. Zawsze jest też Maeve ze swoimi umiejętnościami. Lorraine pewnie też dałaby radę się tam przekraść i załatwić co trzeba... - przeniósł wzrok w kierunku dłoni Mulcibera, która zmieniła swoje położenie - W Biurze Aurorów to jest mój zaufany człowiek, Atreus. Niestety nie można go o to poprosić, ponieważ nie jest związany z naszymi sprawami. Ubolewam nad tym ale cóż... To nasz martwy punkt - nikogo tutaj nie mamy - skwitował. Stanley bardzo żałował, że Bulstrode pozostawał po za ich szeregami i ich tematami. Ktoś taki jak on mógłby im się przydać. W końcu był jedynym członkiem ich Bandy, który nie był zrzeszony pod egidą Czarnego Pana.
Słysząc pytanie ojca, przeniósł wzrok na jego twarz, starając się wybadać jego intencje. Co Ty kurwa, współpracujesz z Harper i kazała Ci wyciągnąć ze mnie to, czego sama nie dała rady? Oczywiście było to tylko małe oskarżenie w jego myślach. Nie oskarżał o to Roberta. Nie sądził, że byłby do tego skłony... a może? Nie, nie. Musiał wyprzeć tę myśl ze swojej głowy. Paranoja to ostatnie co teraz potrzebowali.
- Miałem. Znam, wiem na czym polega. Potrafię się przed tym bronić - odpowiedział ze spokojem. Może też trochę ostrzegł? Jakby chciał dać znać, że wszelka próba wtargnięcia do jego umysłu bez zgody zakończy się tragicznie. Na całe szczęście na razie była to propozycja - chyba propozycja. Brzmiała wystarczająco logicznie, aby się tego podjąć i spróbować czegoś się dowiedzieć.
- Możemy spróbować jeżeli znasz się na legilimencji. Nie będę się bronił przed tą próbą, więc rób co musisz - podsumował, dając mu wolną rękę do działania.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972