14.04.2024, 21:05 ✶
– Ach tak, no... no tak... – Sam w końcu zreflektował się. W końcu do niego dotarło. Przecież to był przyjaciel pana Morpheusa, z pewnością nawykł do lepszych warunków niż mała chatka dolinowej bohemy, w której nie było tak pięknie jak w Warowni, ani tak czysto, ani przede wszystkim bogato. Przecież wiadomo, że tylko alkohol mógłby nakłonić miejskiego elegancika do tego, żeby przebywał w takiej ruderze i brukał sobie ręce uczciwą pracą.
Samuel uwielbiał Longbottomów, a jednak w ostatnim czasie było mu bardzo źle z powodu tego, że rzeczy działy się za szybko. To sprzyjało takim myślom, których nie lubił, a te właśnie mocno rozkwitały w jego głowie. Dlatego podniósł się i poszedł do szafki po butelkę orzechówki. Orzechówka pomagała na tego typu problemu. Wziął ze sobą też dwa kubki.
– Masz rację Ula, ja przepraszam, nikogo nie chcę trzymać tu na siłę, a skoro to co mówiliśmy sobie wczoraj nie ma znaczenia, to tym bardziej... kim ja jestem żeby prosić Cię żebyś został. – Miał minę taką jakby połknął żabę. Mógł się przecież mylić co do ludzi. W końcu znał się lepiej na zwierzętach niż na humanoidach. Z pewną obawą spojrzał na Sarenkę, ale ona zdawała się być taka jak zawsze. Bezpieczna. Westchnął i rozlał między nimi złocisty płyn i upił dwa słodziutkie łyki.
– Obierzmy trochę razem, a ja potem będę kroić, szybko mi pójdzie, mam w tym wprawę. – uśmiechnął się lekko, po czym kiwnął głową w stronę Neila. – Bezpiecznej drogi więc – dał radę chociaż tak się pożegnać. Już nie chciał się narzucać ze swoją osobą bardziej, skoro byli trzeźwi. Skoro to tak wiele zmieniało.
Samuel uwielbiał Longbottomów, a jednak w ostatnim czasie było mu bardzo źle z powodu tego, że rzeczy działy się za szybko. To sprzyjało takim myślom, których nie lubił, a te właśnie mocno rozkwitały w jego głowie. Dlatego podniósł się i poszedł do szafki po butelkę orzechówki. Orzechówka pomagała na tego typu problemu. Wziął ze sobą też dwa kubki.
– Masz rację Ula, ja przepraszam, nikogo nie chcę trzymać tu na siłę, a skoro to co mówiliśmy sobie wczoraj nie ma znaczenia, to tym bardziej... kim ja jestem żeby prosić Cię żebyś został. – Miał minę taką jakby połknął żabę. Mógł się przecież mylić co do ludzi. W końcu znał się lepiej na zwierzętach niż na humanoidach. Z pewną obawą spojrzał na Sarenkę, ale ona zdawała się być taka jak zawsze. Bezpieczna. Westchnął i rozlał między nimi złocisty płyn i upił dwa słodziutkie łyki.
– Obierzmy trochę razem, a ja potem będę kroić, szybko mi pójdzie, mam w tym wprawę. – uśmiechnął się lekko, po czym kiwnął głową w stronę Neila. – Bezpiecznej drogi więc – dał radę chociaż tak się pożegnać. Już nie chciał się narzucać ze swoją osobą bardziej, skoro byli trzeźwi. Skoro to tak wiele zmieniało.