Wolała nie prosić Salema o przesłuchanie Erika, zresztą i tak darzyli się dość oschłym uczuciem, przynajmniej ze strony kota. Wolałaby tego nie pogłębiać, szczególnie, że bardzo zależało jej i na jednym i drugim. Lepiej nie poruszać pewnych spraw, bo może to zaszkodzić.
Zdecydowanie nie był to najlepszy czas dla panny Figg, wydawać się mogło, że spełniła swoje marzenia, w końcu otworzyła cukiernię, miała Mabel u boku, jednak znowu coś musiało się posypać, czy los nie mógł dać jej się choć chwilę nacieszyć tym szczęściem? Najwyraźniej nie. Nie do końca radziła sobie z tym wszystkim, co się ostatnio wydarzyło, przed resztą raczej starała się przybierać dobrą minę do złej gry, w przypadku Salema... cóż nie potrafiła kłamać, zresztą miała świadomość, że kot potrafi odczytać jej uczucia, nie zamierzała nawet próbować kłamać, nie miało to najmniejszego sensu. Kiedy kocur zeskoczył na jej kolana, zaczęła go głaskać, jego futro było takie przyjemne i choć na chwilę pomagało zapomnieć o tych wszystkich nieszczęściach, które ją ostatnio spotkały.
- Wiesz Salem, że nie we wszystkich miejscach akceptują koty?- Gdyby było inaczej na pewno brałaby go ze sobą, jakoś trudno jej było wyobrazić go sobie na balu u Longbottomów.- Czułam się pewnie, nawet dobrze się bawiłam, ale wszystko musiało się popsuć.- Miała odetchnąć, nacieszyć się obecnością przyjaciół, towarzyszyć im w tym pięknym dniu, oczywiście nie wyszło.
- Nie wiem Salem, naprawdę żałośnie wyglądałam. Nigdy w życiu nie spotkało mnie coś tak bardzo upokarzającego. Tam było tyle ludzi, cała towarzyska śmietanka czarodziejów i ja zamieniona w bobra.- Na samą myśl o tym wszystkim robiło jej się niedobrze. Miała ochotę zamknąć się w kuchni i nie wychodzić stamtąd przez najbliższe pół roku, może wtedy by zapomnieli. Nie sądziła bowiem, że aktualnie mieli ciekawsze tematy do rozmów.
Posłuchała kota i spojrzała na niego. Naprawdę była wdzięczna, że został jej towarzyszem. Nie mogła sobie wymarzyć wspanialszego, powinna mu dokupić dodatkowe porcje tuńczyka za to, że był z nią w tym wszystkim. - Niby chronię, ale co jeśli Mabel uzna, że ją oszukuję?- Słowa Szeptuchy bardzo mocno ją dotknęły, zaczęła się nad tym wszystkim zastanawiać. - Podjęłam decyzję, te osiem lat temu, że tak będzie lepiej, zresztą, kto wziąłby mnie na poważnie, gdybym przyszła do niego z taką informacją? To przesada. Wolałabym, aby nie poznała prawdy. Nie jest szują, ale ma swoje życie, nie zamierzam w nie ingerować, przecież przez tyle lat to wszystko działało. Co powiem Mabel, kiedy zacznie pytać? Nie myślałam o tym jeszcze, choć chyba powinnam zacząć.- Bała się, że ten moment może nadejść szybciej niż się jej wydawało, a nie miała żadnego planu awaryjnego.