14.04.2024, 22:12 ✶
Zaczerwienił się, słysząc kolejny komplement z ust kobiety. Najwyraźniej urok Longbottomów działał nawet na takie nieprzeniknione dusze jak Bulstrode. Wprawdzie podczas ich spotkania w Mungu zdawała się na to odporna, ale może po prostu za krótko się wtedy widzieli, a każde kolejne spotkanie po prostu ocieplało wizerunek Erika w jej oczach? Kto wie, kto wie...
— W nocy może i nie, ale rano? — Uniósł lekko brwi. — Jeśli sytuacja się zaogni, to rano u bram ośrodka można się spodziewać małego szturmu. — Zamilkł na moment, gubiąc wątek. — Żywych ludzi oczywiście, a nie nieumarłych. Chociaż jak te sępy z mediów się uprą, to niewiele się będą od nich różnić.
Skoro Ministerstwo Magii dowiedziało się o potencjalnym incydencie z udziałem żywych trupów i wysłało na miejsce zarówno Brygadzistów, jak i Amnezjatorów, to pierwsze plotki pewnie już krążyły po korytarzach Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Obecność medyków wskazywała na to, że informacja niedługo później wylądowała także w Szpitalu św. Munga, a więc niewykluczone, że wieści te dotrą także do londyńskich redakcji. A wtedy wszyscy, którzy starali się pomóc w rozwiązaniu sprawy, zostaną dosłownie otoczeni.
— Chyba każdy by je wyczuł — mruknął pod nosem, czujnie zerkając przez ramię, aby sprawdzić, co robiła Florence. — Jeśli powołano je do życia w okolicy przy pomocy czarnej magii, to zostałyby po tym jakieś ślady. Poza tym trupy mają to do siebie, że śmierdzą. Przynajmniej na początku. Nie znam się za bardzo na ghoulach i innych tego typu... istotach.
Na szczęście nikt z Longbottomów mieszkających w Warowni nie był na tyle szalony, aby nająć do pomocy w domu ghoula. Malwa wystarczająco dobrze wypełniała powierzone jej zadania, a pośród domowników miała prawie tak dobrze, jak pączek w maśle. Chyba powoli zaczynał godzić się z tym że w niektórych obowiązkach będzie wyręczana, toteż znalazła sobie sfer, w których domownicy nie byli zbytnio wyspecjalizowani. Jak pędzenie bimbru, pomyślał, wzdrygając się na wspomnienie tego smaku. Same kłopoty przez to.
— W takim razie pójdziemy razem — oznajmił, ponownie stając na czele dwuosobowego pochodu.
Powiedzieć, że był zaskoczony, to jakby nie powiedzieć nic. Spodziewał się czegoś, nie do końca był w stanie określić czego. Cichy głosik w jego głowie podpowiadał mu, że z Bulstrode było coś nie tak i powinien uważać na to, jak się zachowuje. A jednak jak dotąd nie zrobiła nic, co można by było zaklasyfikować jako podejrzane. Idealna wysłanniczka magicznej klniki. Chyba, że swoje prawdziwe barwy i cel wizyty w tym miejscu ujawni dopiero później? Westchnął przeciągle i ruszył z Florence w stronę domków. Miał szczerą nadzieję, że czarownica nie nastręczy mu tej nocy żadnych problemów.
— W nocy może i nie, ale rano? — Uniósł lekko brwi. — Jeśli sytuacja się zaogni, to rano u bram ośrodka można się spodziewać małego szturmu. — Zamilkł na moment, gubiąc wątek. — Żywych ludzi oczywiście, a nie nieumarłych. Chociaż jak te sępy z mediów się uprą, to niewiele się będą od nich różnić.
Skoro Ministerstwo Magii dowiedziało się o potencjalnym incydencie z udziałem żywych trupów i wysłało na miejsce zarówno Brygadzistów, jak i Amnezjatorów, to pierwsze plotki pewnie już krążyły po korytarzach Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Obecność medyków wskazywała na to, że informacja niedługo później wylądowała także w Szpitalu św. Munga, a więc niewykluczone, że wieści te dotrą także do londyńskich redakcji. A wtedy wszyscy, którzy starali się pomóc w rozwiązaniu sprawy, zostaną dosłownie otoczeni.
— Chyba każdy by je wyczuł — mruknął pod nosem, czujnie zerkając przez ramię, aby sprawdzić, co robiła Florence. — Jeśli powołano je do życia w okolicy przy pomocy czarnej magii, to zostałyby po tym jakieś ślady. Poza tym trupy mają to do siebie, że śmierdzą. Przynajmniej na początku. Nie znam się za bardzo na ghoulach i innych tego typu... istotach.
Na szczęście nikt z Longbottomów mieszkających w Warowni nie był na tyle szalony, aby nająć do pomocy w domu ghoula. Malwa wystarczająco dobrze wypełniała powierzone jej zadania, a pośród domowników miała prawie tak dobrze, jak pączek w maśle. Chyba powoli zaczynał godzić się z tym że w niektórych obowiązkach będzie wyręczana, toteż znalazła sobie sfer, w których domownicy nie byli zbytnio wyspecjalizowani. Jak pędzenie bimbru, pomyślał, wzdrygając się na wspomnienie tego smaku. Same kłopoty przez to.
— W takim razie pójdziemy razem — oznajmił, ponownie stając na czele dwuosobowego pochodu.
Powiedzieć, że był zaskoczony, to jakby nie powiedzieć nic. Spodziewał się czegoś, nie do końca był w stanie określić czego. Cichy głosik w jego głowie podpowiadał mu, że z Bulstrode było coś nie tak i powinien uważać na to, jak się zachowuje. A jednak jak dotąd nie zrobiła nic, co można by było zaklasyfikować jako podejrzane. Idealna wysłanniczka magicznej klniki. Chyba, że swoje prawdziwe barwy i cel wizyty w tym miejscu ujawni dopiero później? Westchnął przeciągle i ruszył z Florence w stronę domków. Miał szczerą nadzieję, że czarownica nie nastręczy mu tej nocy żadnych problemów.
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞