14.04.2024, 22:19 ✶
- Miałaś spore szanse ku temu by przepłoszyć syrenę tymi kamieniami... - zauważyłem poważnie, wcale sobie nie żartując ani nic. Może byłem nieco pochmurny, ale to bardziej z własnym wewnętrznych powodów.
Choć mogło to faktycznie brzmieć śmiesznie, to jednak ciskanie zaklęć czy miotanie kamieniami mogło mieć takie same rezultaty, jeśli odpowiednio się trafiło, a syreny nie bywały istotami, które można było zaliczyć do łatwych celów. Szczególnie że były zdradliwymi sukami, zawistnymi, przepełnianymi agresją z byle powodu. Miały umiejętności mącenia w głowach, więc niepokoiło mnie, że Daisy miała z nimi aż tak wiele przygód.
- Może w najbliższym czasie... tak profilaktycznie, rzecz jasna, unikaj zbiorników wodnych, w których istnieje ryzyko zamieszkiwania przez syreny. Nie zrozum mnie źle... Po prostu nie chciałbym, żeby coś ci się stało - poprosiłem ją, zatrzymując się na chwilę i łapiąc ją za ramię by też przystanęła. Najlepiej to by było, gdyby na mnie spojrzała, czy to umyślnie, czy to odruchowo, ale ostatecznie najważniejsze było to by mnie wysłuchała. - Po własnym... zdarzeniu... bywam trochę przewrażliwiony na punkcie zdrowia i życia bliskich mi osób, ale niezmiernie odetchnąłbym z ulgą, gdybyś wybierała się w podobne miejsca ze mną albo z kimś innym... Bardziej doświadczonym. W międzyczasie możemy poćwiczyć... Jeśli chcesz, rzecz jasna, zaklęcia. I rzucanie kamieniami... - zaproponowałem jej tak dosyć delikatnie, bo nie chciałem jej w żaden sposób obrazić albo umniejszyć jej umiejętności. Nic z tych rzeczy. Miała w sobie tyle życia, że nie chciałbym aby cokolwiek jej to odebrało. Ja nie miałem już nic do stracenia. To, co mogłem utracić, utraciłem, więc teraz zamierzałem martwić się o innych. Między innymi dlatego zacząłem czytać te nudne opisy z księgozbioru Yaxleyów o łowiectwie. Mdłe i nudne, ale starałem się z nich zapamiętać jak najwięcej przydatnych faktów. Mogłem się założyć o własne życie po śmierci, że Daisy znacznie szybciej przeczytałaby książkę ode mnie i wyłapała z niej więcej informacji niż ja. Nie miałem do tego kompletnie głowy, a jednak... Los mnie do tego zmuszał. I do tego by czuwać nad tymi, którzy jeszcze żyli. Może właśnie takiego było moje przeznaczenie? Urodziłem się żeby umrzeć. I czuwać nad innymi.
- Nie, oni nie nie szukają jedynie Bagshota. Z pewnością szukają również innych, poza tym... Może zaginął ktoś jeszcze? Ktoś, o kim jeszcze nie wiemy...? - zasugerowałem, właściwie zaproponowałem, po czym skinąłem jej głową, że faktycznie możemy ruszyć dalej. Było mi niezręcznie, że ją prosiłem o uważanie na siebie, na unikanie niebezpieczeństw, kiedy ona była niezłomna i wręcz się wpychała w ramiona niebezpieczeństwa... Nie byłem odpowiednią osobą by ją prosić o podobne rzeczy, ale stało się. Nie mogłem cofnąć czasu. Nie miałem takie mocy. Aktualnie moją nową mocą była nieśmiertelność przypłacana piciem krwi. Meh. Obrzydliwe. I pomyśleć, że Lockhart mogła swobodnie jeść przeróżne smakołyki, czuć ich smak, konsystencję, wyjątkowość. Ja, cóż, aktualnie jedynie pragnąłem czuć wilgotną i ciepłą posokę z jej żył... I to było tak złe, że na chwilę zagryzłem wargi, próbując sobie te wyobrażenia wyrzucić z głowy.
- Śmiało. Czuwam... - szepnąłem do niej i zacząłem schodzić zaraz za nią. Nie na długo jednak zachowałem względny spokój ducha, bo poczułem coś... intensywnego, wyraźną obecność od strony wody. Kłopoty. - Coś jest w wodzie. Nie zbliżaj się do niej - dodałem po chwili równie przyciszonym tonem. Sam sięgnąłem po różdżkę, aby mieć ją w pogotowiu. Poprawiłem również nóż przypięty u pasa. Właściwie upewniłem się, że wciąż tam jest. Zaraz też zrobiłem kilka kroków w kierunku jeziora by nieco wyraźniej wyczuć tę obecność. Kto wie? Może przy odrobinie szczęścia uda mi się określić rasę tego ścierwa?
Choć mogło to faktycznie brzmieć śmiesznie, to jednak ciskanie zaklęć czy miotanie kamieniami mogło mieć takie same rezultaty, jeśli odpowiednio się trafiło, a syreny nie bywały istotami, które można było zaliczyć do łatwych celów. Szczególnie że były zdradliwymi sukami, zawistnymi, przepełnianymi agresją z byle powodu. Miały umiejętności mącenia w głowach, więc niepokoiło mnie, że Daisy miała z nimi aż tak wiele przygód.
- Może w najbliższym czasie... tak profilaktycznie, rzecz jasna, unikaj zbiorników wodnych, w których istnieje ryzyko zamieszkiwania przez syreny. Nie zrozum mnie źle... Po prostu nie chciałbym, żeby coś ci się stało - poprosiłem ją, zatrzymując się na chwilę i łapiąc ją za ramię by też przystanęła. Najlepiej to by było, gdyby na mnie spojrzała, czy to umyślnie, czy to odruchowo, ale ostatecznie najważniejsze było to by mnie wysłuchała. - Po własnym... zdarzeniu... bywam trochę przewrażliwiony na punkcie zdrowia i życia bliskich mi osób, ale niezmiernie odetchnąłbym z ulgą, gdybyś wybierała się w podobne miejsca ze mną albo z kimś innym... Bardziej doświadczonym. W międzyczasie możemy poćwiczyć... Jeśli chcesz, rzecz jasna, zaklęcia. I rzucanie kamieniami... - zaproponowałem jej tak dosyć delikatnie, bo nie chciałem jej w żaden sposób obrazić albo umniejszyć jej umiejętności. Nic z tych rzeczy. Miała w sobie tyle życia, że nie chciałbym aby cokolwiek jej to odebrało. Ja nie miałem już nic do stracenia. To, co mogłem utracić, utraciłem, więc teraz zamierzałem martwić się o innych. Między innymi dlatego zacząłem czytać te nudne opisy z księgozbioru Yaxleyów o łowiectwie. Mdłe i nudne, ale starałem się z nich zapamiętać jak najwięcej przydatnych faktów. Mogłem się założyć o własne życie po śmierci, że Daisy znacznie szybciej przeczytałaby książkę ode mnie i wyłapała z niej więcej informacji niż ja. Nie miałem do tego kompletnie głowy, a jednak... Los mnie do tego zmuszał. I do tego by czuwać nad tymi, którzy jeszcze żyli. Może właśnie takiego było moje przeznaczenie? Urodziłem się żeby umrzeć. I czuwać nad innymi.
- Nie, oni nie nie szukają jedynie Bagshota. Z pewnością szukają również innych, poza tym... Może zaginął ktoś jeszcze? Ktoś, o kim jeszcze nie wiemy...? - zasugerowałem, właściwie zaproponowałem, po czym skinąłem jej głową, że faktycznie możemy ruszyć dalej. Było mi niezręcznie, że ją prosiłem o uważanie na siebie, na unikanie niebezpieczeństw, kiedy ona była niezłomna i wręcz się wpychała w ramiona niebezpieczeństwa... Nie byłem odpowiednią osobą by ją prosić o podobne rzeczy, ale stało się. Nie mogłem cofnąć czasu. Nie miałem takie mocy. Aktualnie moją nową mocą była nieśmiertelność przypłacana piciem krwi. Meh. Obrzydliwe. I pomyśleć, że Lockhart mogła swobodnie jeść przeróżne smakołyki, czuć ich smak, konsystencję, wyjątkowość. Ja, cóż, aktualnie jedynie pragnąłem czuć wilgotną i ciepłą posokę z jej żył... I to było tak złe, że na chwilę zagryzłem wargi, próbując sobie te wyobrażenia wyrzucić z głowy.
- Śmiało. Czuwam... - szepnąłem do niej i zacząłem schodzić zaraz za nią. Nie na długo jednak zachowałem względny spokój ducha, bo poczułem coś... intensywnego, wyraźną obecność od strony wody. Kłopoty. - Coś jest w wodzie. Nie zbliżaj się do niej - dodałem po chwili równie przyciszonym tonem. Sam sięgnąłem po różdżkę, aby mieć ją w pogotowiu. Poprawiłem również nóż przypięty u pasa. Właściwie upewniłem się, że wciąż tam jest. Zaraz też zrobiłem kilka kroków w kierunku jeziora by nieco wyraźniej wyczuć tę obecność. Kto wie? Może przy odrobinie szczęścia uda mi się określić rasę tego ścierwa?