To była prawda. Nic się w kuźnie nie marnowało. Źle wykute ostrze można było przetopić i wykorzystać raz jeszcze - nie było z tym najmniejszego problemu. Ich fach miał to do siebie, że dopóki rozchodziło się o sam metal, ten był wielokrotnego użytku. Dużo gorzej było ze wszelkiej maści zdobieniami czy kamieniami szlachetnymi - tych nie bardzo dało się odzyskać w razie czego. Raz zrobione, musiały takie pozostać, a jedna pomyłka mogła kosztować bardzo wiele wysiłku i pieniędzy.
Porady ojca były jak najbardziej trafne i tak też należało zrobić. Nic więc dziwnego, że odpukał w kawałek drewna, który był przygotowany do przygotowywania trzonków od narzędzi. Nie omieszkał też splunąć w kierunku żaru, który zaraz przetrawił to co się w nim znalazło. Ten żywioł był przepotężny i nie brał jeńców, a Nordgersimowie balansowali na krawędzi, próbując go oswoić w swoim fachu i dłoniach. Co by nie mówić - szło im całkiem nieźle.
- No nie przecież... To jak normalny klient... - bronił się, przejeżdżając dłonią po swoim karku - Staram się równie mocno dla każdego innego człowieka, który coś u nas zamówi - zapewnił ojca. Nie chciał przecież, aby Dagur myślał, że jest inaczej, ponieważ tak nie było. Hjalmar może odrobinę bardziej chciał się pokazać z dobrej strony jako osoba, która ma ten fach w rękach. Może też chciał, aby wszystko było perfekcyjnie?
W końcu skończył swoją część i przekazał miecz w ręce swojego ojca. Zdobienia również znalazły się tam gdzie miały być. Całość tworzyła wspaniałą kompozycję, która przewyższała najszczersze oczekiwania rzemieślnika, który wykonał pierwszą część zadania. On był po prostu przepiękny.
- To prawda. To chyba najgrosze w tej części miecza - zgodził się z ojcem - Bo ciężko nam będzie sprawdzić czy to rzeczywiście się stało czy też nie. Gorzej tylko, że gdyby pięczetowanie spełzło na niczym i wykorzystałby go do obrony przed czarną magią... cóż... - poklepał się po brodzie - Mogło by być trochę źle? - rozłożył ręce bo nie bardzo wiedział co innego mogliby z tym faktem zrobić. Nordgersim wierzył w umiejętności swojego ojca i wiedział, że to fachowiec jakich mało na Islandii, a co dopiero w tej Anglii, której fach nie dorastał im do pięt.
- Nie będę przeszkadzał. Pójdę coś porobię w składziku, aby Ci się tutaj nie kręcić - poinformował i czym prędzej zniknął w pomieszczeniu obok. Hjalmar miał zamiar wykorzystać ten czas do zrobienia porządków i poukładania narzędzi na zapleczu. W międzyczasie miał zamiar wsłuchiwać się w słowa Dagura, modląc się o to, aby poszło mu jak po maśle.
Kiedy w kuźni nastała cisza, wyłonił się ze składziku, aby przyjrzeć się sytuacji, która panowała w ich warsztacie. Starszy z Nordgersimów nie wyglądał na zdenerwowanego, a miecz był w całości. Z daleka to wyglądało wspaniale i runy, które zostały tam nałożone, również takie były. Im bliżej miecza podchodził tym bardziej był pewien o majestacie ich dzieła.
- Wygląda przepięknie, nie sądzisz? Teraz, kiedy dodałeś swoją część to wygląda sto razy lepiej. Przysięgam! - przyłożył dłoń do piersi, aby pokazać swoje czyste intencje odnośnie tego dzieła - Nie pozostaje mi chyba nic innego jak przez kilka następnych dni go dopieścić i naostrzyć. Później wyślę list do Laurenta gdzie powiadomię go o sukcesie naszej pracy. Zorganizuję też odpowiednią skrzynkę na ten miecz, aby móc go przetransportować w odpowiedni sposób - dodał - Oczywiście do pana Prewetta wyślę list dopiero jak miecz będzie perfekcyjny, ostry, a skrzynia będzie równie wspaniała - poklepał ojca po plecach.
Wykonali dzisiał kawał dobrej roboty. Nikt już im nie wmówi, że nie są fachowcami najwyższej klasy. To był dowód na ich umiejętności, które od pokoleń były przekazywane z ojca na syna i tak dalej. Dali z siebie wszystko.