14.04.2024, 23:14 ✶
Jelito na drzewie.
Wilczyca aż zamarła na moment, skonsternowana. Obojętnie, czy wnętrzności należałyby do człowieka, czy do zwierzęcia, zdawało się dziwne, że trafiły na drzewo. Mimo to nie poddawała ich dalszym oględzinom - nie, gdy chwytała jakiś zapach, słabnący z każdą chwilą. Zapamiętała więc po prostu, gdzie znajdowało się to makabryczne znalezisko, a potem puściła się biegiem za tym drugim tropem.
Spodziewała się... właściwie to niczego, ale gdyby miała się zastanawiać w wilczej postaci nad jakąś teorią, dlaczego zapach jest tak słaby, to że nieumarli tu byli i później odeszli, znikając gdzieś w głębi lasu.
Na pewno nie oczekiwała rozczłonkowanego, starego ciała, tak blisko obozowiska.
Wilczyca zastrzygła uszami, a ledwo chwilę później na trawie klęczała już Brenna, nie wilczyca. W tej postaci znacznie łatwiej było się skupić i dojść na przykład do wniosku, że tak stare ciało nie powinno leżeć tak blisko kempingu - stąd wciąż widziała przecież zabudowania. Widywała zwłoki wielokrotnie, w różnym stanie, więc to nie tak, że ten widok sam w sobie wstrząsał ją do głębi, ale to był jeden z tych mniej zrozumiałych przypadków, z jakimi kiedykolwiek się zetknęła. Co to, do cholery, było? Czy znikł ktoś, kogo nikt nie szukał i jakimś cudem nikt akurat nie przechodził od - na oko - najmniej kilku miesięcy w pobliżu tego miejsca? Czy może trop zanikał, bo oto znalazła Owena Bagshota, a jakaś magia postarzyła jego ciało i to było pochłaniane przez ściółkę?
Rozczłonkowane zwłoki.
Wcześniej też znaleziono w kempingu rozczłonkowane zwłoki i za śmierć tamtej dziewczyny obwiniono jej zaginionego chłopaka. Ale przecież jego poszukiwano: nie mógł więc zabić wtedy i tego człowieka tutaj, bo z pewnością znaleziono by ciało. Patrick miał rację (oczywiście, że miał rację), działo się tutaj coś cholernie, cholernie dziwnego.
Brenna przesunęła wzrokiem po ciele, pośpiesznie, próbując wychwycić obrażenia, zobaczyć, czy nie było przy nim jakichś rzeczy, należących do zmarłego. Ale robiła to zaledwie przez moment, bo chwilę później poderwała się, by pobiec pędem z powrotem do obozu. Na miejscu zbrodni, a to z pewnością było miejsce zbrodni, potrzeba było w końcu ekipy, a ona nie była ani patologiem, ani uzdrowicielem, ani nie miała nawet przy sobie aparatu do dokumentacji. I trochę się bała, że to ciało zaraz jej zniknie, więc bardzo, bardzo się spieszyła.
Wilczyca aż zamarła na moment, skonsternowana. Obojętnie, czy wnętrzności należałyby do człowieka, czy do zwierzęcia, zdawało się dziwne, że trafiły na drzewo. Mimo to nie poddawała ich dalszym oględzinom - nie, gdy chwytała jakiś zapach, słabnący z każdą chwilą. Zapamiętała więc po prostu, gdzie znajdowało się to makabryczne znalezisko, a potem puściła się biegiem za tym drugim tropem.
Spodziewała się... właściwie to niczego, ale gdyby miała się zastanawiać w wilczej postaci nad jakąś teorią, dlaczego zapach jest tak słaby, to że nieumarli tu byli i później odeszli, znikając gdzieś w głębi lasu.
Na pewno nie oczekiwała rozczłonkowanego, starego ciała, tak blisko obozowiska.
Wilczyca zastrzygła uszami, a ledwo chwilę później na trawie klęczała już Brenna, nie wilczyca. W tej postaci znacznie łatwiej było się skupić i dojść na przykład do wniosku, że tak stare ciało nie powinno leżeć tak blisko kempingu - stąd wciąż widziała przecież zabudowania. Widywała zwłoki wielokrotnie, w różnym stanie, więc to nie tak, że ten widok sam w sobie wstrząsał ją do głębi, ale to był jeden z tych mniej zrozumiałych przypadków, z jakimi kiedykolwiek się zetknęła. Co to, do cholery, było? Czy znikł ktoś, kogo nikt nie szukał i jakimś cudem nikt akurat nie przechodził od - na oko - najmniej kilku miesięcy w pobliżu tego miejsca? Czy może trop zanikał, bo oto znalazła Owena Bagshota, a jakaś magia postarzyła jego ciało i to było pochłaniane przez ściółkę?
Rozczłonkowane zwłoki.
Wcześniej też znaleziono w kempingu rozczłonkowane zwłoki i za śmierć tamtej dziewczyny obwiniono jej zaginionego chłopaka. Ale przecież jego poszukiwano: nie mógł więc zabić wtedy i tego człowieka tutaj, bo z pewnością znaleziono by ciało. Patrick miał rację (oczywiście, że miał rację), działo się tutaj coś cholernie, cholernie dziwnego.
Brenna przesunęła wzrokiem po ciele, pośpiesznie, próbując wychwycić obrażenia, zobaczyć, czy nie było przy nim jakichś rzeczy, należących do zmarłego. Ale robiła to zaledwie przez moment, bo chwilę później poderwała się, by pobiec pędem z powrotem do obozu. Na miejscu zbrodni, a to z pewnością było miejsce zbrodni, potrzeba było w końcu ekipy, a ona nie była ani patologiem, ani uzdrowicielem, ani nie miała nawet przy sobie aparatu do dokumentacji. I trochę się bała, że to ciało zaraz jej zniknie, więc bardzo, bardzo się spieszyła.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.