15.04.2024, 09:18 ✶
- Zawsze szukam pozytywów - zapewniła Brenna, regularnie oskarżana przez brata, że jest czarnowidzem i zawsze spodziewa się tego, co najgorsze.
A przecież naprawdę umiała znajdować pozytywy!
Wysłuchała opowieści Hadesa nad swoim ciastem, z którym uporała się dość szybko. Bliźniacze płomienie, miłość karmiczna i wreszcie rozszczepione dusze - każda kolejna historia brzmiała tylko gorzej i gorzej, aż Brenna omal się nie wzdrygnęła.
- To ja już chyba wolę czerwoną nić - wyznała, spoglądając odruchowo na swój palec, na którym, rzecz jasna, nie było widać żadnej nici. I to mimo tego, że posiadała trzecie oko. Zastanowiła się mimowolnie, czy aurowidze potrafili by takie zobaczyć? Nie, pewnie nie, ale... może Danielle? Ona przecież dostrzegała nici, czego zwykły aurowidz niekoniecznie potrafił. - Bo to brzmi jednak trochę strasznie? Że ktoś miałby cię rozedrzeć i nigdy tak naprawdę nie jesteś całością? Nie bez kogoś innego? Poza tym w tej teorii to by jednak znaczyło, że chyba każdy ma taką drugą połowę, więc większość ich nie znajduje... Bo anam cara jednak jest, hm, związane z przeznaczeniem, że prędzej czy później się i tak spotkacie?
Było coś zabawnego w tym, że Brenna zasadniczo wypiła raptem trzy łyki szampana, więc absolutnie nie była pijana, a jednak trochę pijana się czuła. Jakby odruchowo organizm próbował dostosować się do towarzystwa McKinnona i jego podpitych kolegów. Na trzeźwo chyba nie wygadywałaby takich rzeczy? A nie, zaraz. Była trzeźwa. I je wygadywała...
- Nie wiem - przyznała z pewnym zastanowieniem. - W tej chwili nie wydaje mi się to istotne i wcale nie tęsknię za żadnym anam cara. Ale może jak już go znajdujesz, to jest najważniejsze na świecie? I nie wyobrażasz sobie życia bez niego? O ile to prawda, a nie jedna z wielu opowiastek.
Odruchowo obróciła się, szukając wzrokiem państwa młodych: właśnie ruszali z powrotem na parkiet, bo większość gości już uporało się z obiadem. I uśmiechnęła się mimowolnie, widząc, jak ta dwójka na siebie patrzy. Anam cara, przeznaczeni kochankowie czy po prostu zakochani, nieważne, w tym wypadku bardzo dobrze, że odnaleźli siebie.
– Och… czyli nie tylko nie je mięsa, ale też nie je ciast? – spytała Brenna, trochę zaskoczona. I pomyślała, że może jednak Hades wcale nie przesadzał z tym początkowym demonizowaniem żony, bo czy ktoś, kto nie jadł słodyczy oraz mięsa nie był tak nieszczęśliwy, że będzie zamieniać życie innych w piekło? Oczywiście, nie powiedziała tego na głos, ale spojrzała na McKinnona z pewnym współczuciem. – W takim razie póki co zostawiam cię z babcią Stefcią, i idę pogadać ze znajomymi – powiedziała i wstała z miejsca. Chociaż miała zamiar za jakiś czas zerknąć tutaj znowu i zobaczyć, czy Hades na pewno nie będzie potrzebował odprowadzenia…
A przecież naprawdę umiała znajdować pozytywy!
Wysłuchała opowieści Hadesa nad swoim ciastem, z którym uporała się dość szybko. Bliźniacze płomienie, miłość karmiczna i wreszcie rozszczepione dusze - każda kolejna historia brzmiała tylko gorzej i gorzej, aż Brenna omal się nie wzdrygnęła.
- To ja już chyba wolę czerwoną nić - wyznała, spoglądając odruchowo na swój palec, na którym, rzecz jasna, nie było widać żadnej nici. I to mimo tego, że posiadała trzecie oko. Zastanowiła się mimowolnie, czy aurowidze potrafili by takie zobaczyć? Nie, pewnie nie, ale... może Danielle? Ona przecież dostrzegała nici, czego zwykły aurowidz niekoniecznie potrafił. - Bo to brzmi jednak trochę strasznie? Że ktoś miałby cię rozedrzeć i nigdy tak naprawdę nie jesteś całością? Nie bez kogoś innego? Poza tym w tej teorii to by jednak znaczyło, że chyba każdy ma taką drugą połowę, więc większość ich nie znajduje... Bo anam cara jednak jest, hm, związane z przeznaczeniem, że prędzej czy później się i tak spotkacie?
Było coś zabawnego w tym, że Brenna zasadniczo wypiła raptem trzy łyki szampana, więc absolutnie nie była pijana, a jednak trochę pijana się czuła. Jakby odruchowo organizm próbował dostosować się do towarzystwa McKinnona i jego podpitych kolegów. Na trzeźwo chyba nie wygadywałaby takich rzeczy? A nie, zaraz. Była trzeźwa. I je wygadywała...
- Nie wiem - przyznała z pewnym zastanowieniem. - W tej chwili nie wydaje mi się to istotne i wcale nie tęsknię za żadnym anam cara. Ale może jak już go znajdujesz, to jest najważniejsze na świecie? I nie wyobrażasz sobie życia bez niego? O ile to prawda, a nie jedna z wielu opowiastek.
Odruchowo obróciła się, szukając wzrokiem państwa młodych: właśnie ruszali z powrotem na parkiet, bo większość gości już uporało się z obiadem. I uśmiechnęła się mimowolnie, widząc, jak ta dwójka na siebie patrzy. Anam cara, przeznaczeni kochankowie czy po prostu zakochani, nieważne, w tym wypadku bardzo dobrze, że odnaleźli siebie.
– Och… czyli nie tylko nie je mięsa, ale też nie je ciast? – spytała Brenna, trochę zaskoczona. I pomyślała, że może jednak Hades wcale nie przesadzał z tym początkowym demonizowaniem żony, bo czy ktoś, kto nie jadł słodyczy oraz mięsa nie był tak nieszczęśliwy, że będzie zamieniać życie innych w piekło? Oczywiście, nie powiedziała tego na głos, ale spojrzała na McKinnona z pewnym współczuciem. – W takim razie póki co zostawiam cię z babcią Stefcią, i idę pogadać ze znajomymi – powiedziała i wstała z miejsca. Chociaż miała zamiar za jakiś czas zerknąć tutaj znowu i zobaczyć, czy Hades na pewno nie będzie potrzebował odprowadzenia…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.