15.04.2024, 14:48 ✶
W miarę jak w Samuelu wzbierała złość i gorycz wobec ludzi, wobec urzędników, którzy nie poradzili sobie z widmami, wobec osób z Doliny i wobec niej samej, gdzieś w Brennie znów płonął gniew na matkę McGonagalla. Na tę samolubną kobietę, która sprawiła, że jej syn był w pewien sposób okaleczony - nie umiał poradzić sobie z własnymi emocjami i z zetknięciem z zewnętrznym światem.
Być może ten mąż, który leżał swego czasu na łożu śmierci, też nie zmarłby, gdyby trafił do Munga.
Ale matka Samuela była tematem tabu. Kochał ją i nie było możliwości, aby uświadomił sobie, jak była okrutna, ile w jej miłości było egoizmu, i jak toksyczną stała się osobą. Dlatego owszem, miał rację, Nora nie mogła wtedy zamieszkać w Kniei - nie tylko dlatego, że miała marzenia i nie należała do lasu, ale też z powodu tej kobiety. A on nie mógł odejść, choć tak naprawdę wyłącznie dlatego, że matka nie wypuściłaby go ze swoich szponów.
- Nic z tego, co mówisz, nie sugeruje, że nie, nie tęskniła - powiedziała Brenna jednak jedynie, a potem mocniej zacisnęła palce na kubku. Przełknęła te wszystkie słowa, których nie mogła wypowiedzieć. Wszystkie przekleństwa, jakimi chciałaby obrzuć matkę Samuela. Wszystkie ostre uwagi, które cisnęły się teraz na usta także wobec niego. – To nie działa w ten sposób. Nikogo nie możesz zmusić do miłości. I nie rozmawiam z tobą po to, żebyś ty się z nią związał.
Erik był dla Mabel ojcem, owszem, ale tylko chrzestnym. Mógł się nią opiekować, dawać jej prezenty, gdyby była taka potrzeba, bez wahania przyjęliby ją pod swój dach i dali wszystko, czego tylko by potrzebowała. Ale Erik Longbottom nie chciał i nie mógł być partnerem dla Nory – gdyby mieli być razem, z pewnością doszłoby do tego już całe lata temu.
– Sam? Jesteś człowiekiem, nie jastrzębiem albo niedźwiedziem. Wiem, że to niełatwe, bo rodzice cię tego nie nauczyli, ale tego nauczyć się musisz: stawiać czoła trudnym sprawom. Nie przed nimi uciekać albo atakować – mruknęła jeszcze, ale wcale nie była pewna czy ją usłyszał. Nie próbowała go zatrzymywać – nie było sensu w chwytaniu kogoś, kto rozmawiać nie chciał. Problem polegał jednak na tym, że Samuel wcale nie uciekał tylko przed tą rozmową. Uciekał przed wszystkim, co było bardziej skomplikowane emocjonalnie, a przecież to było częścią dorosłego życia. Uciec przed tym mógł naprawdę jedynie wracając na stałe do lasu, pytanie tylko…
…czy naprawdę to tego chciał?
Być może ten mąż, który leżał swego czasu na łożu śmierci, też nie zmarłby, gdyby trafił do Munga.
Ale matka Samuela była tematem tabu. Kochał ją i nie było możliwości, aby uświadomił sobie, jak była okrutna, ile w jej miłości było egoizmu, i jak toksyczną stała się osobą. Dlatego owszem, miał rację, Nora nie mogła wtedy zamieszkać w Kniei - nie tylko dlatego, że miała marzenia i nie należała do lasu, ale też z powodu tej kobiety. A on nie mógł odejść, choć tak naprawdę wyłącznie dlatego, że matka nie wypuściłaby go ze swoich szponów.
- Nic z tego, co mówisz, nie sugeruje, że nie, nie tęskniła - powiedziała Brenna jednak jedynie, a potem mocniej zacisnęła palce na kubku. Przełknęła te wszystkie słowa, których nie mogła wypowiedzieć. Wszystkie przekleństwa, jakimi chciałaby obrzuć matkę Samuela. Wszystkie ostre uwagi, które cisnęły się teraz na usta także wobec niego. – To nie działa w ten sposób. Nikogo nie możesz zmusić do miłości. I nie rozmawiam z tobą po to, żebyś ty się z nią związał.
Erik był dla Mabel ojcem, owszem, ale tylko chrzestnym. Mógł się nią opiekować, dawać jej prezenty, gdyby była taka potrzeba, bez wahania przyjęliby ją pod swój dach i dali wszystko, czego tylko by potrzebowała. Ale Erik Longbottom nie chciał i nie mógł być partnerem dla Nory – gdyby mieli być razem, z pewnością doszłoby do tego już całe lata temu.
– Sam? Jesteś człowiekiem, nie jastrzębiem albo niedźwiedziem. Wiem, że to niełatwe, bo rodzice cię tego nie nauczyli, ale tego nauczyć się musisz: stawiać czoła trudnym sprawom. Nie przed nimi uciekać albo atakować – mruknęła jeszcze, ale wcale nie była pewna czy ją usłyszał. Nie próbowała go zatrzymywać – nie było sensu w chwytaniu kogoś, kto rozmawiać nie chciał. Problem polegał jednak na tym, że Samuel wcale nie uciekał tylko przed tą rozmową. Uciekał przed wszystkim, co było bardziej skomplikowane emocjonalnie, a przecież to było częścią dorosłego życia. Uciec przed tym mógł naprawdę jedynie wracając na stałe do lasu, pytanie tylko…
…czy naprawdę to tego chciał?
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.