Czy było lepsze miejsce od tego, żeby rozkoszować się cudownym latem od okolic Tamizy? Na pewno było. Jednak Yaxley korzystała z tego, co miała pod ręką, dlatego też właśnie tego lipcowego wieczora znalazła się tutaj, nad rzeką. Miała ochotę poczuć na twarzy powiew tego parszywego, rzecznego powietrza. Najwyraźniej nie tylko ona, bo roiło się tutaj od ludzi. Zabawnie wyglądali śpiewając te wszystkie szlagiery, nie ruszało jej to jednak nawet specjalnie, ba wręcz przeciwnie, dzięki temu czuła jeszcze bardziej nastrój tego miejsca. Pewnie po kilku głębszych byłaby w stanie im wtórować w tych śpiewach.
Udało jej się dzisiaj dosyć szybko wrócić z lasu, upolowała kilka drobnych stworzeń, ba zaliczyła nawet szybki prysznic, żeby zmyć z siebie brud, który osiadł na jej ciele podczas letniego popołudnia. Nie chciała jednak siedzieć w domu, ciągnęło ją do ludzi, nawet obcych, ostatnio nie znosiła samotności, dlatego też właśnie wybrała niemagiczny Londyn. Czasem lubiła zaszyć się wśród mugoli i po prostu wypić sobie kilka głębszych.
Ubrana w zwyczajny dla siebie strój, spodnie, nieco znoszone, skórzane, buty ciężkie, jak zwykle, kto wie bowiem, gdzie nogi mogłyby ją później ponieść i lekką, lnianą koszulę, zdecydowanie na nią za dużą, zapewne należała wcześniej do któregoś z jej kochanków, albo współlokatorów znalazła się nad Tamizą. Od razu skierowała się w stronę pubu, nie wyszła na spacer, miała przecież zamiar wlać w siebie co najmniej butelkę rumu i może posłuchać opowieści lokalnych mieszkańców. Wiatr rozwiewał jej włosy, przez co były w jeszcze większym nieładzie niż zazwyczaj, a że wyszła z domu w mokrych, to wysuszył je tak, że układały się niezbyt ładnie, ale kto by się tym szczególnie przejmował? Na pewno nie panna Yaxley. Odpaliła sobie własnie szluga, kiedy znalazła się koło niewielkiego pubu. Nie było go tu wcześniej, dawało to odpowiedź na to, dlaczego było tu tak gęsto i skąd się wzięli ci wszyscy piraci.
Przystanęła w miejscu i otaksowała wzrokiem okolicę. Grzebała w kieszeni koszuli, aby wyciągnąć swoje fajki, gdy poczuła, że ktoś łapie ją za dłoń. Nie zdążyła nawet zareagować, co było nietypowe, bo przecież była łowcą, trudno ją było zaskoczyć, jak widać jednak nawet i łowczyni może mieć problem z ogarnięciem się w takim tłumie.
Minę miała nieco zaskoczoną, gdy okazało się, że to pirat z przepaską na oku wyciągnął ją z tłumu, by stanęła przed jakimś mężczyzną, mrugnęła dwa razy, bo okazało się, że nie jest to zupełnie obca osoba. Co za zbieg okoliczności. Patrzyła przez chwilę, niczym wół w malowane wrota na Basiliusa, nie do końca wiedząc, co ten tutaj robi, nie było to przecież miejsce często odwiedzane przez czarodziejów. - Jak za darmo to wezmę i cztery. - Rzuciła z uśmiechem do pirata, mrugnęła przy tym do Prewetta dając mu znak, że wszystko jest dobrze i zaraz się uwolnią od tego wcale nienachalnego towarzystwa.