15.04.2024, 17:02 ✶
Kiedy Brenna, w swojej wilczej postaci, próbowała przyjrzeć się znalezionemu ciału, nie dostrzegła na nim niczego, co wskazywałoby na bezpośrednią przyczynę śmierci. Raz, że zwłoki sprawiały wrażenie starych i porzuconych w tym miejscu dawno. Dwa, że brygadzistka nie była uzdrowicielką, więc poza oczywistymi przyczynami śmierci niewiele mogła odkryć (a najoczywistszym, choć nie wiadomo czy właściwym wnioskiem było: zmarł, bo został rozczłonkowany). Trzy, że mimo wyostrzonych przez zwierzęcą postać zmysłów, wciąż była noc.
Między odejściem a ponownym pojawieniem się Brenny na polanie minęło najwyżej dwadzieścia, może dwadzieścia pięć minut. I w tym czasie chyba stało się to, czego najbardziej się obawiała.
- Jesteś pewna, że znalazłaś tutaj ciało? – zapytał brygadzista sprowadzony przez nią. Stanął na skraju polany i próbował dostrzec cokolwiek – ale w mroku nocy, w dodatku pozbawiony wilczych zmysłów, nie był w stanie czegokolwiek wypatrzeć.
Odwrócił się na moment w stronę Ośrodka Windermere, jakby próbował dostrzec, czy w pobliżu nie czaili się jacyś mugole, a gdy ich nie spostrzegł, ukontentowany sięgnął do kieszeni. Pochylił się do przodu, sięgnął po różdżkę i wymamrotał cicho zaklęcie. Koniec patyka rozjaśnił się magicznym światłem. Mężczyzna posłał je do przodu, próbując bez skutku znaleźć zwłoki.
Ale po tych nie było nawet śladu. Nie wyglądało na to, by pod nieobecność Brenny ktokolwiek pojawił się tutaj i je gdzieś przeciągnął. Polana dalej porośnięta była gęstym, zielonym mchem. Mech był nawet w tych miejscach, w których, jak wcześniej Longbottom zapamiętała, widziała zwłoki.
- Wszyscy jesteśmy już trochę zmęczeni - dodał po chwili, jakby tymi słowami próbował usprawiedliwić, czemu został sprowadzony na polanę.
Między odejściem a ponownym pojawieniem się Brenny na polanie minęło najwyżej dwadzieścia, może dwadzieścia pięć minut. I w tym czasie chyba stało się to, czego najbardziej się obawiała.
- Jesteś pewna, że znalazłaś tutaj ciało? – zapytał brygadzista sprowadzony przez nią. Stanął na skraju polany i próbował dostrzec cokolwiek – ale w mroku nocy, w dodatku pozbawiony wilczych zmysłów, nie był w stanie czegokolwiek wypatrzeć.
Odwrócił się na moment w stronę Ośrodka Windermere, jakby próbował dostrzec, czy w pobliżu nie czaili się jacyś mugole, a gdy ich nie spostrzegł, ukontentowany sięgnął do kieszeni. Pochylił się do przodu, sięgnął po różdżkę i wymamrotał cicho zaklęcie. Koniec patyka rozjaśnił się magicznym światłem. Mężczyzna posłał je do przodu, próbując bez skutku znaleźć zwłoki.
Ale po tych nie było nawet śladu. Nie wyglądało na to, by pod nieobecność Brenny ktokolwiek pojawił się tutaj i je gdzieś przeciągnął. Polana dalej porośnięta była gęstym, zielonym mchem. Mech był nawet w tych miejscach, w których, jak wcześniej Longbottom zapamiętała, widziała zwłoki.
- Wszyscy jesteśmy już trochę zmęczeni - dodał po chwili, jakby tymi słowami próbował usprawiedliwić, czemu został sprowadzony na polanę.