15.04.2024, 17:51 ✶
– Kurwa – podsumowała Brenna wściekle, spoglądając na miejsce, w którym wcześniej widziała zwłoki. Miała ochotę coś rozwalić, ale to wciąż było miejsce zbrodni. – Jestem pewna, nie, nie jestem zmęczona i nie, nie oszalałam. Ale trop słabł z minuty na minutę, a ono wyglądało na stare. Zbyt stare, żeby nikt go tu nie znalazł. A tego mchu tu nie było.
Pomyślała o tym, że nie czuła tutaj żadnej zgnilizny: żadnych usychających roślin. I że zapach fauny i flory przysłaniał wonie ludzi. Jakby to miejsce dosłownie nie mogło znieść niczego, co jest martwe, jakby rośliny tutaj wymykały się cyklowi życia i śmierci, a ludzie nie do końca się w to wpisywali. I nagle uderzyło ją, że nie powinni tkwić w tym lesie we dwoje, nawet jeżeli zabudowania znajdowały się zaledwie rzut kamieniem stąd.
Patrick miał rację.
W tym miejscu naprawdę działo się coś dziwnego. Coś bardzo, bardzo dziwnego. To ciało nie wstało i sobie nie poszło, zamieniając się w żywego trupa, bo zostałyby po tym ślady. Nikt go stąd nie zabrał. Opcje były trzy: albo uległa halucynacjom, albo ktoś użył tutaj potężnych zaklęć, albo… kości pochłonęła ziemia.
– Jeżeli nie doznałam nagłego przypływu halucynacji, to jestem prawie pewna, że to był Bagshot. Widziałam jego buty, może ktoś z krewnych będzie wiedział, czy takie miał. Jeśli nikt tu nie znajdzie czegoś, co by to wyjaśniało, zdam później wspomnienie w Departamencie Tajemnic.
Niezbyt lubiła dzielić się swoimi wspomnieniami, ale doskonale wiedziała, że chodzenie teraz po kempingu i przekonywanie innych, że naprawdę widziała tego trupa, nic nie da. Może uwierzyłby jej Patrick, ale on poszedł coś zrobić (i na moment Brennę zdjęła obawa o niego, bo ktoś tutaj zginął, został rozczłonkowany, a jego ciało porósł mech, a w takim wypadku coś mogło grozić Stewardowi), może dałby jej wiarę Morpheus, wysłany tu z Departamentu, tyle że co by to dało? To że drugi Brygadzista też nie wierzył w jej słowa, nie miało znaczenia. Zbadanie tego konkretnego miejsca, gdzie znalazło się ciało, nagle stało się mniej ważne niż zorientowanie się, co tutaj działo się w ogólności: a coś na pewno. I to dużo więcej niż tylko kilku nieumarłych czy zaginięcie Owena Bagshota.
Być może nie bez powodu nie znaleziona ciała ani tamtych mugoli, ale chłopaka zabitej i zmasakrowanej dziewczyny.
Dlaczego ciało Tary Roberts przetrwało? Bo wyłowiono je z jeziora?
– Wracajmy – powiedziała cicho, obracając się na pięcie. Z zamiarem udania się jednak jeszcze najpierw w pobliże drzewa i sprawdzenia, czy przypadkiem jelito nie stało się teraz już częścią gałęzi. Nie wspomniała o tym na głos swojemu towarzyszowi, bo gdyby zaczęła coś pleść o tym, że widziała na drzewa fragmenty ludzkich wnętrzności, uznałby nie tylko, że jest zmęczona, ale że absolutnie oszalała.
Pomyślała o tym, że nie czuła tutaj żadnej zgnilizny: żadnych usychających roślin. I że zapach fauny i flory przysłaniał wonie ludzi. Jakby to miejsce dosłownie nie mogło znieść niczego, co jest martwe, jakby rośliny tutaj wymykały się cyklowi życia i śmierci, a ludzie nie do końca się w to wpisywali. I nagle uderzyło ją, że nie powinni tkwić w tym lesie we dwoje, nawet jeżeli zabudowania znajdowały się zaledwie rzut kamieniem stąd.
Patrick miał rację.
W tym miejscu naprawdę działo się coś dziwnego. Coś bardzo, bardzo dziwnego. To ciało nie wstało i sobie nie poszło, zamieniając się w żywego trupa, bo zostałyby po tym ślady. Nikt go stąd nie zabrał. Opcje były trzy: albo uległa halucynacjom, albo ktoś użył tutaj potężnych zaklęć, albo… kości pochłonęła ziemia.
– Jeżeli nie doznałam nagłego przypływu halucynacji, to jestem prawie pewna, że to był Bagshot. Widziałam jego buty, może ktoś z krewnych będzie wiedział, czy takie miał. Jeśli nikt tu nie znajdzie czegoś, co by to wyjaśniało, zdam później wspomnienie w Departamencie Tajemnic.
Niezbyt lubiła dzielić się swoimi wspomnieniami, ale doskonale wiedziała, że chodzenie teraz po kempingu i przekonywanie innych, że naprawdę widziała tego trupa, nic nie da. Może uwierzyłby jej Patrick, ale on poszedł coś zrobić (i na moment Brennę zdjęła obawa o niego, bo ktoś tutaj zginął, został rozczłonkowany, a jego ciało porósł mech, a w takim wypadku coś mogło grozić Stewardowi), może dałby jej wiarę Morpheus, wysłany tu z Departamentu, tyle że co by to dało? To że drugi Brygadzista też nie wierzył w jej słowa, nie miało znaczenia. Zbadanie tego konkretnego miejsca, gdzie znalazło się ciało, nagle stało się mniej ważne niż zorientowanie się, co tutaj działo się w ogólności: a coś na pewno. I to dużo więcej niż tylko kilku nieumarłych czy zaginięcie Owena Bagshota.
Być może nie bez powodu nie znaleziona ciała ani tamtych mugoli, ale chłopaka zabitej i zmasakrowanej dziewczyny.
Dlaczego ciało Tary Roberts przetrwało? Bo wyłowiono je z jeziora?
– Wracajmy – powiedziała cicho, obracając się na pięcie. Z zamiarem udania się jednak jeszcze najpierw w pobliże drzewa i sprawdzenia, czy przypadkiem jelito nie stało się teraz już częścią gałęzi. Nie wspomniała o tym na głos swojemu towarzyszowi, bo gdyby zaczęła coś pleść o tym, że widziała na drzewa fragmenty ludzkich wnętrzności, uznałby nie tylko, że jest zmęczona, ale że absolutnie oszalała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.