Chociaż doszliśmy do dobrego zakończenia i chłopak zebrał się do wyjścia, niesmak pozostał. Gęsta niezręczność rozpływała się w otoczeniu i nic nie pomógł silny powiew wiatru, jaki wtargnął do środka, gdy otwarto drzwi wejściowe. Sterta papierów do wyrzucenia rozwiała się na podłodze. Wychodzący chłopak mógł dostrzec znajome lico pewnego Longbottoma zerkające na niego z jednej z kartek. Na ogół biegiem ruszyłabym sprzątnąć to, by nikt nie widział moich szkiców, ale tym razem byłam zbyt sparaliżowana na takie eskapady.
Oplotłam się ramionami, jakby wpadające do środka zimno wymusiło na mnie ten gest, ale powodem była raczej napięta atmosfera. Wychodzący chłopak słowem się nie odezwał. Spojrzałam na nalewany mi trunek. Nie chcąc znów protestować, podziękowałam i wzięłam mały łyczek. Skrzywiłam się okrutnie. Nie cierpię orzechówki. Nalewki owocowe są całkiem w porządku, ale orzechówka to eliksir masochistów.
— Dobrze — odpowiedziałam potulnie i wróciłam do obierania jabłek.
Pracowaliśmy przez chwilę jedynie w towarzystwie szemrania dochodzącego od obierających noży. Bardzo chciałam podpytać o tajemniczego gościa, ale bałam się wracać do tematu i wtrącać w nie swoje sprawy. Ukradkowo zerkałam na Samuela. Chciałam wybadać jego nastrój. Jeśli był spokojny, być może mogłam podpytać chociaż o imię znajomego. Ale jeśli nie... Będę siedzieć cicho.