Wróciła niedawno z lasu, stałym zwyczajem więc jedyne, co udało jej się zrobić póki co, to wyprowadzenie sierściuchów na dwór, musiała o nie dbać, chcąc nie chcąc, skoro już wzięła na siebie opiekę nad dwoma psami, to powinna zapewnić im godne życie. Astaroth niestety nie mógł tego robić póki słońce było na niebie (swoją drogą całkiem niezła wymówka na to, żeby nie wychodzić z psami na zewnątrz, lepszej chyba nie było od tego niż to, że był wampirem i mógł spłonąć, gdyby to zrobił). Później skierowała się pod prysznic, odruchowo, aby zmyć z siebie syf, który się do niej przykleił w ten słoneczny dzień. Zasłużyła na niego.
Myślami błądziła gdzieś daleko, chociaż trudno było stwierdzić po jej minie, czy zastanawiała się o tym, co zje na późny obiad, zresztą wybór był raczej słaby między jedną okropną konserwą, a drugą, czy myśli nad innymi istotnymi tematami związanymi z jej egzystencją na tym świecie.
Prysznic, jak prysznic, nic nietypowego, chociaż właśnie. Do czasu.
Podskoczyła, jak poparzona, kiedy ktoś znalazł się obok. Serio? Pod prysznicem, ale jak, po co? - CO TO KURWA MA BYĆ - Krzyknęła, nim zdążyła otworzyć oczy i zobaczyć, kto właściwie postanowił ją tutaj odwiedzić. Fakt, jej drzwi zawsze były otwarte dla gości, ale niekoniecznie te pod prysznicem, było to miejsce, do którego trafiali raczej nieliczni, w przeciwieństwie do jej sypialni, przez którą ostatnio przewijało się wiele osób. Taki dziwny moment miała w życiu.
Więc, kiedy już otworzyła ślepia i zobaczyła przed sobą Bagshota zamarła. Nie miała pojęcia, co ma zrobić, bo kurwa, było to dla niej okropnie abstrakcyjne. Spoglądała na niego nieco rozbita, mrugnęła nawet z dwa razy, żeby mieć pewność, że sobie tego nie wizualizowała, ale nie zdarzyło jej się jeszcze marzyć akurat o nim pod prysznicem.
Do tego patrzył jej na cycki, cóż, oczywiście, że stała przed nim zupełnie naga, tak jak ją Merlin stworzył, czego innego można się było spodziewać pod prysznicem? Nie zakryła się jednak, najwyraźniej brakowało jej instynktu samozachowawczego, albo po prostu nie czuła wstydu. Dlaczego wyglądał jak jakiś malarz, artysta? Ujebany farbą, do tego ten wałek w ręce, o co chodziło w tym wszystkim, czy to jakiś pierdolony żart na poziomie tych, które robili sobie w Hogwarcie?
Patrzyła na niego, nie do końca wiedząc co się dzieje, wyglądał jej na nieco wystraszonego, może wcale tego nie planował? Poczuła, że smyrnął ją walkiem po biodrze, przeniosła na nie wzrok, no pięknie, farbą ujebane. Zmyła to z siebie od razu, żeby nie pozostawić śladu na swej skórze, jakby wcale nie siedział tuż obok. W końcu mogła przejść do rzeczy. - Nie waż mi się ruszyć. - Zakręciła wodę i wylazła spod prysznica. Sięgnęła po ręcznik, którym się zakryła, przynajmniej prowizorycznie, bo mało który ręcznik był w stanie zakryć ją w większości. - Teraz wyłaź. - Dodała rozkazującym tonem. Stała nadal w tej nieszczęsnej łazience i czekała na to, aż się stamtąd wyłoni. - Wiesz, że wystarczyło pojawić się przed drzwiami i zapukać? - Nie opuszczała wzroku nawet na sekundę. - A jeśli chciałeś zobaczyć mnie nago, wystarczyło poprosić. - Nie byłaby sobą, gdyby go nie zaczepiła w ten sposób.