15.04.2024, 18:52 ✶
Dla odmiany Samuel wlał w siebie wszystko i o mało od razu nie sięgnął po drugi kubek.
Siedzeli w milczeniu i rzeczywiście było gęsto. Jedno jabłko, drugie, trzecie, a po piątym przestał liczyć. W pewnej chwili przesiadł się do stoły z miną bardzo nietęgą. Cały czas międlił coś, jakby żuł słowa, rozmyślania ciężką pręgą odcisnęły mu się na czole. Nie rozumiał co się tutaj stało, jego utarte ścieżki myślowe dawały sprzeczne ze sobą sygnały, tak samo jak sprzeczne sygnały wysyłał Neil.
Sięgnął po deskę, kroił rach ciach, gniazdo wek, a jabłko z jabłkiem w piękne ćwiarki, potem ósemki. Misa jak zapełniała się obranymi jabłkami i obok leżącymi owocowymi uśmiechami. Nagle jednak Sam pizgnął kozikiem o stół nie mogąc wytrzymać z irytacji.
– Ula no powiedz co ja takiego źle zrobiłem bo ja nie rozumiem. Wszystko było super i nagle popsułem a ja nie chce, nienawidze psuć rzeczy i nie rozumiem, co mogłem powiedzieć inaczej! – wybuchł i poderwał się znów, bo musiał to wszystko rozchodzić, tak już miał że w ruchu wytracał emocje, a te nie były dobre nawet teraz, gdy nastrój nie był aż taki kiepski, ani zmęczenie nie było tak wielkie by obawiać się klątwy żywiołów. Przeczesał palcami krótkie włosy, wyglądał całkiem przystojnie w tym nowym przycięciu, nawet jeśli chmurne oblicze nie rozpogadzało się.
– Nie rozumiem tych ludzi, to wszystko, to wszystko jest za trudne dla mnie. – bąknął w końcu zatrzymując się przy oknie i podpierając dłonie o biodra, wyglądając trochę bezmyślnie, jakby liczył, że jednak czarnowłosy smutny chłopak zmienił zdanie i wróci, albo... albo cokolwiek.
Siedzeli w milczeniu i rzeczywiście było gęsto. Jedno jabłko, drugie, trzecie, a po piątym przestał liczyć. W pewnej chwili przesiadł się do stoły z miną bardzo nietęgą. Cały czas międlił coś, jakby żuł słowa, rozmyślania ciężką pręgą odcisnęły mu się na czole. Nie rozumiał co się tutaj stało, jego utarte ścieżki myślowe dawały sprzeczne ze sobą sygnały, tak samo jak sprzeczne sygnały wysyłał Neil.
Sięgnął po deskę, kroił rach ciach, gniazdo wek, a jabłko z jabłkiem w piękne ćwiarki, potem ósemki. Misa jak zapełniała się obranymi jabłkami i obok leżącymi owocowymi uśmiechami. Nagle jednak Sam pizgnął kozikiem o stół nie mogąc wytrzymać z irytacji.
– Ula no powiedz co ja takiego źle zrobiłem bo ja nie rozumiem. Wszystko było super i nagle popsułem a ja nie chce, nienawidze psuć rzeczy i nie rozumiem, co mogłem powiedzieć inaczej! – wybuchł i poderwał się znów, bo musiał to wszystko rozchodzić, tak już miał że w ruchu wytracał emocje, a te nie były dobre nawet teraz, gdy nastrój nie był aż taki kiepski, ani zmęczenie nie było tak wielkie by obawiać się klątwy żywiołów. Przeczesał palcami krótkie włosy, wyglądał całkiem przystojnie w tym nowym przycięciu, nawet jeśli chmurne oblicze nie rozpogadzało się.
– Nie rozumiem tych ludzi, to wszystko, to wszystko jest za trudne dla mnie. – bąknął w końcu zatrzymując się przy oknie i podpierając dłonie o biodra, wyglądając trochę bezmyślnie, jakby liczył, że jednak czarnowłosy smutny chłopak zmienił zdanie i wróci, albo... albo cokolwiek.