Nora po prostu nie przywykła do tego, że zawodziła innych. To nie leżało w jej naturze, a najwyraźniej tego poranka udało się jej rozczarować kilka osób, przez te durne decyzje, które podjęła. Nie do końca umiała sobie z tym ciężarem poradzić i zaakceptować to, jak wszystko się potoczyło.
Widziała, że jej słucha, to wcale nie pomagało, trochę gubiła się w tym wszystkim, kiedy wyrzucała z siebie kolejne słowa, wszystko stawało się niewyraźne, widać było, że nieco się boi o tym mówić.
Nie chciała go już więcej oszukiwać, była mu winna prawdę, przynajmniej częściową, jeszcze nie do końca wiedziała, ile powinna mu powiedzieć, ale na pewno nie wybierze tym razem kłamstwa. W końcu Erik był jej przyjacielem, ba, nawet kimś więcej niż zwykłym przyjacielem. Jemu mogła powiedzieć o wszystkim, bez przejmowania się tym, że będzie ją oceniał. - Znasz, na pewno znasz. - Nie miała pojęcia jak dobrze, że skoro tutaj pracował, to musiał go znać, mniej lub bardziej. Tego była pewna.
- Nie zupełnie od nas, w sensie, wiesz, ktoś kto jest obok. - Miotała się w tym wszystkim okropnie. Nie miała pojęcia, jak szybko Longbottom się domyśli i, czy w ogóle się domyśli. Czy powinna dalej ciągnąć te niedomówienia, czy wyrzucić z siebie prawdę? Trudno jej było podjąć tę decyzję, tym bardziej, że niosłoby to ze sobą inną prawdę, która pewnie ujrzy światło dzienne, w którymś momencie, może nie w tej chwili, ale prędzej, czy później się domyśli, nie był przecież głupi, a na domiar złego był BUMowcem, przecież oni zajmowali się rozwiązywaniem zagadek.
- Nie wiem, czy jest źle Erik, ten ktoś mnie zostawił, dawno temu. - Zaczęła kontynuować swoje wytłumaczenie. Czy faktycznie było źle? No nie było, przyjemnie było wrócić do tego co było, tylko mogło to mocno skomplikować teraźniejszość, zresztą swoim zachowaniem doprowadziła do tego, że uciekł ze śniadania.
- Trochę komplikuje to wszystko fakt, że to wróciło, rozumiesz? Myślałam, że zapomniałam, ale jednak nie zapomniałam, dalej coś czuję. Wydawało mi się, że to za mną. Ten cholerny bimber wtedy z Morpheusem, od tego się wszystko zaczęło. - Dobrze było znaleźć winnego, czyż nie? Przecież to nie tak, że po prostu wyszło z niej wtedy to, co siedziało w niej bardzo głęboko. - Mieliśmy tylko porozmawiać, po potańcówce, wyjaśnić sobie niedopowiedzenia, ale wyszło inaczej, przypadkiem zaczęłam tonąć, a później Sam wyciągnął mnie z jeziora i jakoś tak wyszło, sam wiesz, co wyszło, wróciłam do tego, co było, dawno temu i teraz już nie wiem nic. - Kolejna seria bardzo szybkich słów, wypowiedzianych cicho, jednym tchem opuściła jej usta. Nie patrzyła na Longbottoma, nie chciała chyba widzieć jego miny, ale wyrzuciła to z siebie, to był chyba całkiem niezły sukces.