17.12.2022, 04:20 ✶
- No to do will? – upewnił się.
I chociaż ani Brenna, ani Mavelle nie zgłosiły sprzeciwu, to Patrick stracił nagle zainteresowanie wspomnianymi istotami. Jego uwagę odwróciła krążąca w pobliżu nich Szeptucha. Najpierw wcale nie przyszło mu do głowy, że kobieta mogłaby zechcieć zbliżyć się do któregokolwiek z nich. Traktował ją raczej jako element straganowego kolorytu, niegroźną – ale fascynującą osobliwość – która pojawiała się podczas Ostary.
Nawet nie przyszłoby mu do głowy, by ją samemu zaczepić. Ba, w pewnym momencie, gdy wreszcie zauważył skierowane w jego stronę mrugnięcia, posłał jej przyjazne i całkiem ciepłe spojrzenie. Nie próbował jej podrywać, raczej zainteresowało go jej istnienienie. Bo było w niej coś fascynującego, jakby stąpała jednocześnie w dwóch różnych światach. Patrick nie potrafił przewidywać przyszłości lub wróżyć. Był również pozbawiony zdolności widmowidzenia. Ale jako czarodziej – stykał się z tymi, którzy takie talenta posiadali. A jednak Szeptucha była jakby jeszcze trochę inna, choć sam nie umiałby określić, na czym się ta jej inność opierała.
Wciąż szedł obok swoich towarzyszek, gdy Szeptucha zbliżyła się do niego. Przystanął, nieświadomie pozwalając rozmawiającym Mavelle i Brennie na zrobienie kilku kroków bez niego. Poczuł się tak, jakby na chwilę wszystko zwolniło i stało się jakieś takie mniej wyraźne. Skupił pełną uwagę na kobiecie i na słowach, które do niego wypowiedziała.
- Co? – zapytał zaskoczony. Nic z tego nie zrozumiał. Zmarszczył brwi, jakby nie do końca wiedział, jak właściwie powinien teraz zareagować. Nawet nie próbował jej zatrzymywać. Po prostu stał, zamyślony, zastanawiając się do jakiej sytuacji powinien odnieść jej słowa i mimowolnie odnosząc je do Zakonu Feniksa. Choć może nie powinien, może czegoś nie zrozumiał, może to było tylko takie gadanie, do którego ludzie przywiązywali zbyt dużą uwagę…
Świat powoli zaczął wracać na swoje miejsce. Wróciła wrzawa panująca na straganach i spacerujący tu ludzie. Patrick chwilę jeszcze patrzył za oddalającą się Szeptuchą, wreszcie wyrwał do przodu, by dogonić Brennę i Mavelle.
- Ja… Właśnie rozmawiała ze mną Szeptucha – powiedział do nich. – Chyba próbowała mi coś przekazać. Myślę, że to może mieć związek z… - urwał, zdając sobie poniewczasie sprawę jak głupio i jak panicznie jednocześnie, zabrzmiały jego słowa. – Nie zauważyłyście jej? – zdziwił się, bo nagle to właśnie ten jeden fakt w niego uderzył.
One chyba naprawdę jej nie dostrzegły. Inaczej przystanęłyby razem z nim, prawda?
Pokręcił głową, niedowierzając samemu sobie. Posłał swoim towarzyszkom przepraszający uśmiech. Przecież to nie był ani czas, ani miejsce na takie dyskusje. Nawet jeśli jednocześnie sam właśnie w tym czasie, i miejscu został zaczepiony przez Szeptuchę.
- Ach, to pewnie nic ważnego – rzucił. I po krótkiej chwili zdecydował się opowiedzieć im o całym zajściu jeszcze raz. Tylko trochę innymi słowami. - Zaczepiła mnie Szeptucha. Jeśli dobrze zrozumiałem, co chciała mi przekazać to powinienem w jakiejś sytuacji zdecydować się na działanie siłowe. Wprost – opisał zbity z tropu. A potem znowu się uśmiechnął, tym razem wcale nie przepraszająco, ale wesoło, nawet nazbyt wesoło. – Naprawdę jestem dzisiaj królem dramatu, co? – zapytał swoje obydwie towarzyszki.
Na przyglądanie się wilom, kompletnie przeszła mu już ochota. Coraz bardziej chciał już opuścić Ostarę, odwiedzić cmentarz, złożyć kwiaty na grobie rodziców i zaszyć się w swoim domu. Ostatecznie jednak postanowił zaczekać na decyzję, którą podejmą Mavell z Brenną. Jeśli chciałyby, by powtórzył im słowo w słowo to, co powiedziała Szeptucha, wolałby jednak znaleźć jakieś ustronne miejsce.
I chociaż ani Brenna, ani Mavelle nie zgłosiły sprzeciwu, to Patrick stracił nagle zainteresowanie wspomnianymi istotami. Jego uwagę odwróciła krążąca w pobliżu nich Szeptucha. Najpierw wcale nie przyszło mu do głowy, że kobieta mogłaby zechcieć zbliżyć się do któregokolwiek z nich. Traktował ją raczej jako element straganowego kolorytu, niegroźną – ale fascynującą osobliwość – która pojawiała się podczas Ostary.
Nawet nie przyszłoby mu do głowy, by ją samemu zaczepić. Ba, w pewnym momencie, gdy wreszcie zauważył skierowane w jego stronę mrugnięcia, posłał jej przyjazne i całkiem ciepłe spojrzenie. Nie próbował jej podrywać, raczej zainteresowało go jej istnienienie. Bo było w niej coś fascynującego, jakby stąpała jednocześnie w dwóch różnych światach. Patrick nie potrafił przewidywać przyszłości lub wróżyć. Był również pozbawiony zdolności widmowidzenia. Ale jako czarodziej – stykał się z tymi, którzy takie talenta posiadali. A jednak Szeptucha była jakby jeszcze trochę inna, choć sam nie umiałby określić, na czym się ta jej inność opierała.
Wciąż szedł obok swoich towarzyszek, gdy Szeptucha zbliżyła się do niego. Przystanął, nieświadomie pozwalając rozmawiającym Mavelle i Brennie na zrobienie kilku kroków bez niego. Poczuł się tak, jakby na chwilę wszystko zwolniło i stało się jakieś takie mniej wyraźne. Skupił pełną uwagę na kobiecie i na słowach, które do niego wypowiedziała.
- Co? – zapytał zaskoczony. Nic z tego nie zrozumiał. Zmarszczył brwi, jakby nie do końca wiedział, jak właściwie powinien teraz zareagować. Nawet nie próbował jej zatrzymywać. Po prostu stał, zamyślony, zastanawiając się do jakiej sytuacji powinien odnieść jej słowa i mimowolnie odnosząc je do Zakonu Feniksa. Choć może nie powinien, może czegoś nie zrozumiał, może to było tylko takie gadanie, do którego ludzie przywiązywali zbyt dużą uwagę…
Świat powoli zaczął wracać na swoje miejsce. Wróciła wrzawa panująca na straganach i spacerujący tu ludzie. Patrick chwilę jeszcze patrzył za oddalającą się Szeptuchą, wreszcie wyrwał do przodu, by dogonić Brennę i Mavelle.
- Ja… Właśnie rozmawiała ze mną Szeptucha – powiedział do nich. – Chyba próbowała mi coś przekazać. Myślę, że to może mieć związek z… - urwał, zdając sobie poniewczasie sprawę jak głupio i jak panicznie jednocześnie, zabrzmiały jego słowa. – Nie zauważyłyście jej? – zdziwił się, bo nagle to właśnie ten jeden fakt w niego uderzył.
One chyba naprawdę jej nie dostrzegły. Inaczej przystanęłyby razem z nim, prawda?
Pokręcił głową, niedowierzając samemu sobie. Posłał swoim towarzyszkom przepraszający uśmiech. Przecież to nie był ani czas, ani miejsce na takie dyskusje. Nawet jeśli jednocześnie sam właśnie w tym czasie, i miejscu został zaczepiony przez Szeptuchę.
- Ach, to pewnie nic ważnego – rzucił. I po krótkiej chwili zdecydował się opowiedzieć im o całym zajściu jeszcze raz. Tylko trochę innymi słowami. - Zaczepiła mnie Szeptucha. Jeśli dobrze zrozumiałem, co chciała mi przekazać to powinienem w jakiejś sytuacji zdecydować się na działanie siłowe. Wprost – opisał zbity z tropu. A potem znowu się uśmiechnął, tym razem wcale nie przepraszająco, ale wesoło, nawet nazbyt wesoło. – Naprawdę jestem dzisiaj królem dramatu, co? – zapytał swoje obydwie towarzyszki.
Na przyglądanie się wilom, kompletnie przeszła mu już ochota. Coraz bardziej chciał już opuścić Ostarę, odwiedzić cmentarz, złożyć kwiaty na grobie rodziców i zaszyć się w swoim domu. Ostatecznie jednak postanowił zaczekać na decyzję, którą podejmą Mavell z Brenną. Jeśli chciałyby, by powtórzył im słowo w słowo to, co powiedziała Szeptucha, wolałby jednak znaleźć jakieś ustronne miejsce.