W szkole, w szkole Ger była zdecydowanie w innym miejscu w życiu, aktualnie wydawała się być zdecydowanie bardziej zagubiona, ba, nauczyła się też korzystać z okazji rzuconych od losu. Nie, żeby była, aż tak zdesperowana, a może? Trzeźwość trochę ją stopowała, zdecydowanie potrzebowała szklanki whisky, żeby jaśniej myśleć.
Naga, czy nie naga, Yaxley zawsze rozkazywała. Taką już miała naturę, zresztą, czego się spodziewał tym wejściem pod jej prysznic? Że mu przyklaśnie? Musiała postawić granicę, chociaż pozornie. Szczególnie, że nie widzieli się przez tyle czasu, a teraz zjawił się pod jej prysznicem, dobre sobie. Na pewno nie pozwoliłaby mu przejąć władzy nad tą sytuacją, to ona musiała mieć ostatnie słowo.
Posłuchał jej jednak, to dobrze, nadal miała na niego jakiś wpływ, lepszy, czy gorszy, nie było to w tej chwili istotne. Zabawnie wyglądał, nieco przemoczony, do tego wysmarowany w tej farbie, z przemoczonym petem w ustach. Uśmiechnęła się mimowolnie, widząc go przed sobą, bo właściwie to trochę się stęskniła za przyjacielem z dawnych lat.
- Całkiem świetny pomysł. - Skomentowała jeszcze, chociaż rękę by sobie dała uciąć, że nikt nie pukał. Nie zamierzała jednak wchodzić w szczegóły. - Chyba Ty wreszcie nieco urosłeś. - Nie zapamiętała go, jako takiego wysokiego, kto wie, kiedy faktycznie przestawali rosnąć mężczyźni, nigdy się nad tym jakoś specjalnie nie zastanawiała.
- Mam, odwróć się na chwilę, muszę zdjąć ten ręcznik. - Kolejny rozkaz padł z jej ust, nie sprawdzała, czy jej wysłuchał, sięgnęła po czarny, krótki szlafrok, bo był zdecydowanie wygodniejszy od tego okropnego ręcznika, a do tego była pewna, że miała w jego kieszeni paczkę fajek i ognia. Zsunęła więc z siebie ręcznik, a zamiast niego okryła się tym satynowym szlafrokiem. Sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła, a jakże paczkę papierosów. Dopiero wtedy zbliżyła się do mężczyzny. Ona nie zmieniła się prawie wcale, no może poza tymi kilkoma nowymi bliznami, które pojawiły się na jej ciele, pamiątki po spotkaniach z różnymi bestiami, najokropniejszą na szczęście miała na plecach, schowaną, nie mógł jej zobaczyć. - Weź sobie nowego peta, bo tego raczej nie zapalisz. - Przysunęła bliżej niego paczkę fajek, żeby się poczęstował, po czym sama sięgnęła po papierosa i wsadziła go sobie w usta. Odpaliła szlugi po kolei, najpierw jemu, później sobie, tak jak robiła to wtedy, gdy wymykali się palić jeszcze w szkole. - Może głupie pytanie, ale co ty właściwie tutaj robisz? - Chyba powinna o to zapytać, szczególnie, że nadal trzymał w dłoni ten wałek do malowania.