16.04.2024, 00:06 ✶
Moody mogła tutaj odstawić największe arcydzieło życia, a Atreus i tak byłby niezbyt tym poruszony. Tym bardziej, że wraz ze spływającymi obrazami aury samej kobiety, przyszło coś jeszcze. Aberracja, która sprawiła, że Bulstrode mimowolnie zesztywniał, o wiele większą uwagę poświęcając barwom, a nie drobnym zrywom niezadowolenia Millie. Dźwięki nałożyły się na to wszystko, wzbierając na sile, albo rozwarstwiając się w dziwny, nienaturalny sposób, jakby wyizolowane na tle otoczenia. Jej bazgranina równie dobrze mogła dziać się teraz zaraz koło jego ucha, a z każdym kolejnym pociągnięciem trafiało do niego, że całe to miejsce w specyficzny sposób otacza fioletowe halo.
Pomijając jego natężenie, ten kolor nie napawał niepokojem. Ale kiedy powiódł spojrzeniem nad sylwetką brygadzistki, zobaczył czarne nici, przypominające trochę dym unoszący się nad płomieniem. A potem Atreus spojrzał na swoją dłoń i coś ścięło go w środku, kiedy zamiast otaczającego i jego fioletu, zobaczył sięgającą po niego czerń. Nie mógł strząsnąć wrażenia, które jako pierwsze do niego przyszło, że było to jak statek. Tym bardziej, że kiedy oczy sięgnęły wody, nad nią również zastały smolistą barwę.
Kolejna kreska postawiona na kartce zazgrzytała w jego głowie, przywracając go do świadomości, a kolory rozmyły się, nabierając naturalniejszych odcieni. Niepokój jednak zagnieździł się w nim głęboko i jeszcze przez chwilę wodził spojrzeniem dookoła. Czujnie, jakby to już nie tylko Millie miała stanowić dla niego zagrożenie - prawdę powiedziawszy, w tym momencie stała się dla niego najmniejszym problemem.
Skrzywił się, kiedy zbliżyła się do niego, ale nie wynikało to z jego niechęci do niej, a z faktu, że jego myśli krążyły teraz zupełnie gdzie indziej. Powinien poprosić Oriona, żeby sprawdził archiwum i poszukał informacji na temat tego miejsca. Może też udałoby mu się ustalić, czy na terenie całego ośrodka aura przedstawia się dokładnie tak samo. Może gdzieś czerń wylewa się już na ląd, a może gdzieś ustępuje w wodzie fioletowi...
Wyciągnął dłoń w stronę Millie, przytykając bez słowa papierosa do jej ust. Może dzięki temu się chociaż trochę zamknie, kiedy musiał POMYŚLEĆ.
- A zasłużyłaś na to, żebym się o ciebie troszczył? Patrzył jak na kogoś kogo kocham? Chcesz? Jestem otwarty na propozycje, jeśli tak bardzo chcesz zmienić zdanie, które uważasz że o tobie mam - rzucił, niby tym samym, nieco złośliwym rytmem, ale była to odpowiedź raczej automatyczne i po najmniejszej linii oporu.
Troszczył się, oczywiście. Na przykład o brata i siostrę. Tak samo troszczył się o swoich drogich przyjaciół z bandy Borgina. Lorraine? Maeve? Również znajdowały się w tym zestawieniu z łatwością. Bez zastanowienia pewnie rzuciłby też imię Brenny, chociaż zaraz potem zacząłby się zastanawiać, czy wciąż nie był to sentyment wynikający z sabatu. Millie natomiast? Czego ona właściwie teraz od niego chciała? - Nie interesują mnie zestawienia barwne, sama będziesz musiała zdecydować.
Pomijając jego natężenie, ten kolor nie napawał niepokojem. Ale kiedy powiódł spojrzeniem nad sylwetką brygadzistki, zobaczył czarne nici, przypominające trochę dym unoszący się nad płomieniem. A potem Atreus spojrzał na swoją dłoń i coś ścięło go w środku, kiedy zamiast otaczającego i jego fioletu, zobaczył sięgającą po niego czerń. Nie mógł strząsnąć wrażenia, które jako pierwsze do niego przyszło, że było to jak statek. Tym bardziej, że kiedy oczy sięgnęły wody, nad nią również zastały smolistą barwę.
Kolejna kreska postawiona na kartce zazgrzytała w jego głowie, przywracając go do świadomości, a kolory rozmyły się, nabierając naturalniejszych odcieni. Niepokój jednak zagnieździł się w nim głęboko i jeszcze przez chwilę wodził spojrzeniem dookoła. Czujnie, jakby to już nie tylko Millie miała stanowić dla niego zagrożenie - prawdę powiedziawszy, w tym momencie stała się dla niego najmniejszym problemem.
Skrzywił się, kiedy zbliżyła się do niego, ale nie wynikało to z jego niechęci do niej, a z faktu, że jego myśli krążyły teraz zupełnie gdzie indziej. Powinien poprosić Oriona, żeby sprawdził archiwum i poszukał informacji na temat tego miejsca. Może też udałoby mu się ustalić, czy na terenie całego ośrodka aura przedstawia się dokładnie tak samo. Może gdzieś czerń wylewa się już na ląd, a może gdzieś ustępuje w wodzie fioletowi...
Wyciągnął dłoń w stronę Millie, przytykając bez słowa papierosa do jej ust. Może dzięki temu się chociaż trochę zamknie, kiedy musiał POMYŚLEĆ.
- A zasłużyłaś na to, żebym się o ciebie troszczył? Patrzył jak na kogoś kogo kocham? Chcesz? Jestem otwarty na propozycje, jeśli tak bardzo chcesz zmienić zdanie, które uważasz że o tobie mam - rzucił, niby tym samym, nieco złośliwym rytmem, ale była to odpowiedź raczej automatyczne i po najmniejszej linii oporu.
Troszczył się, oczywiście. Na przykład o brata i siostrę. Tak samo troszczył się o swoich drogich przyjaciół z bandy Borgina. Lorraine? Maeve? Również znajdowały się w tym zestawieniu z łatwością. Bez zastanowienia pewnie rzuciłby też imię Brenny, chociaż zaraz potem zacząłby się zastanawiać, czy wciąż nie był to sentyment wynikający z sabatu. Millie natomiast? Czego ona właściwie teraz od niego chciała? - Nie interesują mnie zestawienia barwne, sama będziesz musiała zdecydować.