Yaxley nie oceniała. Jej rodzinna rezydencja była ogromna, znajdowała się w górach, pewnie niejedna osoba mogła im jej pozazdrościć, sama jednak mieszkała w raczej średnim mieszkaniu w kamienicy przy Alei Horyzontalnej. Nic więcej nie potrzebowała do szczęścia, szczególnie, że bywała tam głownie po to, żeby spać, lub ewentualnie lizać rany po polowaniach, które kończyły się różnie, zresztą tylko i wyłącznie na polecenie Florence Bulstrode pozostawała tam dłużej niżeli było to konieczne. Jedyna osoba, której była w stanie się posłuchać.
Powietrze było tutaj całkiem rześkie, bo nie umknęło uwadze Ger, zapewne przez morze, które znajdowało się nieopodal. Nie był to jej ulubiony krajobraz, zdecydowanie bardziej przepadała za górami, między którymi została wychowana, jednak zawsze była to miła odmiana, taka ucieczka od zatłoczonego Londynu, chociaż na chwilę.
Nie czekała długo, nie zdążyła sobie nawet wsadzić fajki w usta, a panicz Prewett się pojawił. Miała wrażenie, że niektórzy faktycznie odnajdywali się w tym całym dziedzictwie i bogactwie rodów czystokrwistych, a na pewno taką osobą był własnie Laurent. Pięknie błyszczał na tle tego domu jak z marzeń niejednej panienki. Zabawne, byli tak bardzo różni, zapewne wychowani w podobnych ideałach, jednak widać było, że to, w której rodzinie się urodzili miało na nich ogromny wpływ. Ona była szorstka, z wyglądu, jak i z charakteru, stojący przed nią chłopiec wydawał się być bardzo delikatny, chociaż wiedziała, że mogą to być tylko pozory, chociaż był selkie, może tym była spowodowana ta delikatność?
- Witaj, ciebie również, niezmiernie się cieszę, że przystałeś na moją propozycję. - Nie ukrywała, że była zadowolona z tego, że zgodził się spełnić jej prośbę, humor najwyraźniej też jej dopisywał, a przynajmniej starała się pokazywać, że tak jest. Nie wszyscy musieli wiedzieć, że jej życie ostatnio było pasmem porażek i niepowodzeń, spowodowanych jej durnymi decyzjami. Wyciągnęła lewą dłoń na przywitanie, bo Ger była leworęczna, starała się być przy tym delikatna, aby nie urwać mu ręki, czy coś. Mimo wszystko uścisk jej dłoni należał raczej do tych silnych.
Może, gdyby zaproponował whisky, to by się na to zgodziła, kawa, ani herbata nie brzmiały jednak specjalnie atrakcyjnie. Z drugiej strony, czy po alkoholu można było jeździć konno? Chyba nie. - Myślę, że stajnia to dobry wybór, nie przyszłam tutaj przecież na plotki. - Dodała z uśmiechem, chyba próbowała zażartować, ale jej żarty... cóż były trochę dziwne, jak i ona sama w sobie. Poczucie humoru miała specyficzne.