Miał prawo nie wiedzieć, czy faktycznie zamierza napić się w tej spelunie. W końcu nie znał jej na tyle, żeby mieć świadomość, że najczęściej wybierała podobne miejsca. Świetnie gubiła się w tłumie, znaczy może nie do końca, bo jej wzrost zawsze wzbudzał zainteresowanie, jednak tutaj nikt nie miał pojęcia, że jest całkiem dzianą, czystokrwistą czarownicą. Tutaj była nikim, a ona naprawdę lubiła być nikim, i nie czuć na sobie oskarżających spojrzeń, wybór miejsc, jak to był dla niej całkiem wygodny.
Pirat chyba był zadowolony, z tego, że przystali na jego propozycję, niech też ma coś z życia. Na szczęście puścił ich ręce, więc nie musieli dłużej martwić się o to, że zostaną tu zatrzymani siłą, chociaż, Geraldine raczej nie dałoby się utrzymać siłą, ale to już inna sprawa.
Mężczyzna zaczął szukać jakichś pieczątek, tak naprawdę niespecjalnie musiała korzystać z darmowego alkoholu, bo przecież miała całkiem dużo pieniędzy i mogła sobie pozwolić na picie takich ilości alkoholu, jakich tylko zapragnęła, do tego najwyższej jakości. Nie wiedzieć czemu tak bardzo lubiła te tanie szczyny tuż przy samym porcie. Może przez lata picia po prostu jej kubkom smakowym było już wszystko jedno, czym się raczy, ważne by po prostu kopało.
- Mam wrażenie, że jest trochę za bardzo natarczywy, chodź! - Nie czekała nawet specjalnie na jego odpowiedź, tylko złapała go pod rękę, żeby nie zgubić mężczyzny w tym tłumie, a skoro już się napatoczył, to oznaczało, że los chciał, żeby dzisiaj się razem napili, także postanowiła skorzystać z okazji.
Kiedy przemknęli odpowiednio daleko wreszcie się do niego odezwała. - Tutaj, na dole, jest taka mała karczma, nie powinno być tłumów. - Dodała jeszcze, wreszcie puszczając jego ramię.