16.04.2024, 17:17 ✶
Longbottomowie za młodu brali udział w najróżniejszych zabawach, jednak nawet Erik nie potrafił sobie przypomnieć, czy ktoś z krewnych wpadł na to, aby ujeżdżanie niedźwiedzia w ogrodzie było odpowiednim zajęciem dla dzieci. Pojedynki? Na pewno wszystko będzie w porządku. Latanie na miotle dziecięcej? Przecież każdy musi tego doświadczyć! Szermierka? Tradycja, jak to tak, nie uczyć młodego pokolenia, jak posługiwać się rapierem. Ale jazda na niedźwiedziu? To było trochę za dużo. Zwłaszcza bez zgody matki dziecka, którego dotyczyła cała sprawa.
— Bo boję się, że spadniesz i zrobisz sobie kuku, Mabel — odparł, chowając powoli różdżkę do kieszeni. Wypuścił cicho powietrze z ust, aby zaraz założyć ręce na piersi. — Twoja krzywda, to też moja krzywda. Wiesz, co by mi zrobiła twoja ciotka Brenna, gdyby coś ci się stało pod moją opieką?
Nie wspominając o twojej matce, dodał bezgłośnie, zakładając, że dziewczynka będzie bardziej obawiała się konfrontacji z Brenną niż Norą. Poza tym tak właściwie to próbował ją wziąć na litość. Jak mogłaby odmówić, skoro na pewno był jej ulubionym wujkiem? Erik odetchnął z ulgą, gdy niedźwiedź zmienił się w człowieka, a zamiast wielkiego zwierza w ogrodzie zjawił się Samuel. Przez dłuższą chwilę gapił się na mężczyznę, próbując sobie przypomnieć szczegóły ich ostatniej rozmowy. Animag. Niedźwiedź. Oczywiście.
— Dzięki Merlinowi, że to ty. Już myślałem, że to jakiś obcy niedźwiedź dostał się do ogrodu — skomentował nieco szorstkim głosem, nie mogąc się zdecydować, co począć z rolą Sama w tym wszystkim. Bądź co bądź, wcześniej nie miał okazji zobaczyć go w pełnej okazałości w formie dzikiego zwierzęcia.
Bądź co bądź, jak dotąd wydawał się mieć głowę na karku, a wiele też wskazywało na to, że nie było to jego pierwsze rodeo i całkiem zgrabnie operował swą zwierzęcą formę. Mimo to Erik nie mógł się w pierwszej chwili do tego przekonać. Bądź co bądź, to było dzikie zwierze. Ogromne. Mabel nawet przypadkiem mogło coś się stać. Mogła się zsunąć z jego pleców, gdy próbował stanąć na tylnych łapach i... Pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl.
— Pasztet z kota to też jakaś opcja — rzucił ostrzegawczym tonem do Karla. Otaksował go pełnym zwątpienia spojrzeniem. — Myślałem, że jesteś jej strażnikiem. Czy to czasem nie oznacza, że powinieneś jej strzec? Czemu nie siedziałeś tam z nią, hmm?
Wzmianka o hipogryfie najpewniej zadzialałby na niego najszybciej. Bądź co bądź, był to prezent, który planował od dawna, a Nora za każdym razem mu odmawiała, twierdząc, że po prostu nie ma gdzie go trzymać. Tak jak kompletnie rozumiał jej wątpliwości co do hipogryfa pełnych rozmiarów, tak dalej pozostawała kwestia miniaturki... Gdyby tylko nieograniczenie jakim było lokum w centrum magicznego Londynu, młoda zapewne już od kilku lat miałaby swoje magiczne zwierzątko. Niestety rozsądek matki wygrywał z chęcią rozpieszczenia przez chrzestnego.
— Niestety nie widziałem — poinformował dziewczynkę, taksując ją wzrokiem od stóp do głów, co by sprawdzić, czy na pewno nic się jej nie stało. — Obawiam się, że moje biedne, stare serce mogłoby tego nie wytrzymać, wiesz?
Rozczochrał lekko fryzurę Mabel, uśmiechając się minimalnie, zanim nie wrócił wzrokiem do nowego przyjaciela chrześnicy.
— Uważałeś na nią? — spytał, dając Samowi szansę na uspokojenie go.
— Bo boję się, że spadniesz i zrobisz sobie kuku, Mabel — odparł, chowając powoli różdżkę do kieszeni. Wypuścił cicho powietrze z ust, aby zaraz założyć ręce na piersi. — Twoja krzywda, to też moja krzywda. Wiesz, co by mi zrobiła twoja ciotka Brenna, gdyby coś ci się stało pod moją opieką?
Nie wspominając o twojej matce, dodał bezgłośnie, zakładając, że dziewczynka będzie bardziej obawiała się konfrontacji z Brenną niż Norą. Poza tym tak właściwie to próbował ją wziąć na litość. Jak mogłaby odmówić, skoro na pewno był jej ulubionym wujkiem? Erik odetchnął z ulgą, gdy niedźwiedź zmienił się w człowieka, a zamiast wielkiego zwierza w ogrodzie zjawił się Samuel. Przez dłuższą chwilę gapił się na mężczyznę, próbując sobie przypomnieć szczegóły ich ostatniej rozmowy. Animag. Niedźwiedź. Oczywiście.
— Dzięki Merlinowi, że to ty. Już myślałem, że to jakiś obcy niedźwiedź dostał się do ogrodu — skomentował nieco szorstkim głosem, nie mogąc się zdecydować, co począć z rolą Sama w tym wszystkim. Bądź co bądź, wcześniej nie miał okazji zobaczyć go w pełnej okazałości w formie dzikiego zwierzęcia.
Bądź co bądź, jak dotąd wydawał się mieć głowę na karku, a wiele też wskazywało na to, że nie było to jego pierwsze rodeo i całkiem zgrabnie operował swą zwierzęcą formę. Mimo to Erik nie mógł się w pierwszej chwili do tego przekonać. Bądź co bądź, to było dzikie zwierze. Ogromne. Mabel nawet przypadkiem mogło coś się stać. Mogła się zsunąć z jego pleców, gdy próbował stanąć na tylnych łapach i... Pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl.
— Pasztet z kota to też jakaś opcja — rzucił ostrzegawczym tonem do Karla. Otaksował go pełnym zwątpienia spojrzeniem. — Myślałem, że jesteś jej strażnikiem. Czy to czasem nie oznacza, że powinieneś jej strzec? Czemu nie siedziałeś tam z nią, hmm?
Wzmianka o hipogryfie najpewniej zadzialałby na niego najszybciej. Bądź co bądź, był to prezent, który planował od dawna, a Nora za każdym razem mu odmawiała, twierdząc, że po prostu nie ma gdzie go trzymać. Tak jak kompletnie rozumiał jej wątpliwości co do hipogryfa pełnych rozmiarów, tak dalej pozostawała kwestia miniaturki... Gdyby tylko nieograniczenie jakim było lokum w centrum magicznego Londynu, młoda zapewne już od kilku lat miałaby swoje magiczne zwierzątko. Niestety rozsądek matki wygrywał z chęcią rozpieszczenia przez chrzestnego.
— Niestety nie widziałem — poinformował dziewczynkę, taksując ją wzrokiem od stóp do głów, co by sprawdzić, czy na pewno nic się jej nie stało. — Obawiam się, że moje biedne, stare serce mogłoby tego nie wytrzymać, wiesz?
Rozczochrał lekko fryzurę Mabel, uśmiechając się minimalnie, zanim nie wrócił wzrokiem do nowego przyjaciela chrześnicy.
— Uważałeś na nią? — spytał, dając Samowi szansę na uspokojenie go.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞