Erik nie wiedział o niej wszystkiego, mimo, że podczas całego jej życia znajdował się obok. Zakończył edukację kilka lat przed nią, także nie miał możliwości widzieć, z kim tak naprawdę się zadawała. Ciekawe, jak zareagowałby na informację o jej przyjaźni z Saurielem Rookwoodem, czy kilkoma innymi dosyć kontrowersyjnymi osobnikami. Nie ma się co oszukiwać, Nory nie dało się nie lubić, a ona również darzyła sympatią wszystkich i wydawało jej się, że jest w stanie zrozumieć każdego.
- Jasne, tylko powiedz, co jeszcze chcesz wiedzieć. - I tak była łaskawa, bo nie wspomniała mu o tym, że przybyła do Warowni na grzbiecie niedźwiedzia, co też było dosyć kontrowersyjne. Tak właściwie to ta poprzednia noc cała była niczym jakaś baśniowa opowieść. Tyle, że Norka wcale nie była księżniczką, która potrzebowała Księcia, no może trochę. - Może więc lepiej sobie darujmy, co? - Nie byłby sobą, gdyby nadal się nad nią nie znęcał, jakby i tak już nie cierpiała odpowiednio. Obrażony Erik, był straszny.
- Nie wiedziałam o tym, nie widziałam go też tutaj. - Przecież przez ostatni miesiąc kilka razy pojawiła się w Warowni, najwyraźniej nie miała tyle szczęścia, cóż, najwyraźniej los chciał, żeby ich drogi splotły się ponownie dopiero poprzedniego wieczora, kiedy nie była na to zupełnie przygotowana. - Faktycznie, domek ogrodnika rzeczywiście wygląda wreszcie na zadbany, widać, że nareszcie dostał odpowiednią uwagę. - Sama była zdziwiona, jak się zmienił, kiedy odwiedziła go poprzedniej nocy.
- Moglibyście jej wybić to hobby z głowy, bo chyba nie do końca jest to jej konik. - Postanowiła zasugerować Erikowi, żeby wpłynął nieco na zainteresowania ich skrzatki, bo te aktualne, cóż, najwyraźniej nie służyło nikomu. Mogłaby się zająć, czymś bardziej użytecznym niż tworzeniem zabójczego bimbru, który komplikował życie mieszkańcom Warowni i innym osobom, które odwiedzały to miejsce.
- To skomplikowane. - Powiedziała cicho, bo nie do końca potrafiła mu teraz wszystko wyjaśnić. To chyba nie był odpowiedni moment, żeby opowiedzieć przyjacielowi o tym, co wydarzyło się w przeszłości. Miała wrażenie, że mógłby tego nie wytrzymać, zresztą sama chyba jeszcze nie była gotowa na podzielenie się tymi informacjami. No bo, jak miałaby mu to przekazać, Sam to ojciec Mabel, te słowa póki co nie miały zamiaru opuścić jej ust. - Bo zrobiłam, nie powinnam była znowu mieszać mu w głowie. - Bo przecież kiedyś podjęli wspólną decyzję, czyż nie? o tym, że powinni się rozejść, tak właściwie to on ją po prostu zostawił bez wytłumaczenia, a ona uniosła się honorem, jak zawsze, i nie zamierzała do tego wracać. Szczególnie, że przy okazji została samotną matką.
- Knieja póki co nie jest bezpieczna, tak czy siak, nie wydaje mi się, żeby umiał bez niej żyć. - Dodała jeszcze ciszej niż wcześniej, bo czuła, że to wszystko nie ma najmniejszego sensu. Skoro raz już podjął decyzję, dlaczego teraz, po latach, gdy stali się sobie praktycznie zupełnie obcy miałby zmienić zdanie? Fakt, może teraz nie trzymał go przy Kniei ojciec, jednak nadal to ona wydawała się być dla niego najważniejsza.
Westchnęła ciężko, przecież wiedziała, że postąpiła źle, nie musiał jej tego wypominać. Miała tego świadomość. - Tak, nic mu nie powiedziałam, przyszłam do Warowni, bo wiedziałam, że na mnie czekacie, to wszystko działo się tak szybko, że nie miałam pojęcia, co robić... - Próbowała się tłumaczyć, chociaż im bardziej w to brnęła, tym bardziej to wszystko, co mówiła traciło sens. Nie powinna była uciec, ale trochę się wystraszyła, dla niej to było naprawdę wiele i nie umiała sobie tego ułożyć w głowie, przynajmniej w tamtej chwili.