- Postaram się. - Na pewno spróbuje to zrobić, tyle, że z jej niewielkim wzrostem mogło być to problemem. Westchnęła ciężko, bo nie dosięgnęła do klamki, nie była w stanie nawet otworzyć głupiego okna, co za upokorzenie. Miała na uwadze to, że będzie musiała tutaj wrócić z porządnym zestawem do szorowania okien, bo te wyglądały na takie które potrzebowały czegoś więcej, niżeli zwyczajnego Chłoszczyść, szkoda, że ludzie tak bardzo zapuścili to miejsce. Kiedyś musiało być naprawdę piękne. Nie słyszała historii o jego poprzednich właścicielach, tak naprawdę nie wiedziała o tym pałacyku nic, a szkoda, może jak wróci to zainteresuje się tematem i dowie się czegoś więcej.
Nie skomentowała słów Millie, ruszyła przed siebie dalej, a jej uwagę przykuł sekretarzyk, który jakby prosił się o to, żeby go otworzyć. Stukał, czy to możliwe, żeby coś siedziało w środku? Nie wydawało jej się, może był zaklęty? Nie skłoniło jej to specjalnie do przemyśleń. Jak przystało na dorosłą, samodzielną kobietę postanowiła go otworzyć, aby sprawdzić, co jest w środku.
Wtedy stało się coś dziwnego. Miała wrażenie, że przez niego się gdzieś przeniosła, tylko gdzie, czy to była Strażnica, ale dlaczego, po co?
Zrobiła krok do przodu i wtedy to zobaczyła. Wielki, okrągły stół, przy którym się spotykali. Jedno z wielu spotkań podobnych do tych, które już odbyli. Tyle, że tym razem coś się zmieniło. Wokół stołu siedzieli wszyscy jej najbliżsi, wyglądali, jakby spali, ale dlaczego wszyscy spali? Brenna, Erik, Morpheus, Patrick, Thomas, Alastor, Millie, Vincent, Mavelle, Dora, ta młoda Ruda, a poza tym jej rodzice, Thomas, Mabel i Samuel, co właściwie oni robili w Strażnicy, dlaczego też tutaj byli, przy tym stole. Ogarnął ją zimny dreszcz, nie miała pojęcia, co się dzieje. Dlaczego znalazła się w tym miejscu, i dlaczego oni byli tu razem? Co się właściwie wydarzyło? Podeszła bliżej, a raczej podbiegła, do małej słodkiej Mabel, bo przecież to ona była najważniejszą istotą w jej życiu. Dotknęła jej i wtedy dotarło do niej, że jest martwa. Oni wszyscy byli martwi. Z jej ust wydobył się jęk, głośny jęk, jakby obdzierano ją ze skóry, trzymała w dłoniach swoją córkę, która miała nie zaznać dorosłego życia, umarła. Nie pomogła jej, nic nie zrobiła, a do tego straciła ich wszystkich, osunęła się na nogach, trzymając w dłoniach swoją ukochaną córkę i zaczęła łkać nad swoim smutnym losem.