16.04.2024, 18:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.05.2024, 22:47 przez Neil Enfer.)
Póki co było spokojnie i ważne by doceniać pierdoły, więc doceniał chwile odpoczynku i względnego relaksu od napięcia i konieczności ciągłego usługiwania innym.
-TAK.-rzucił z pstryknięciem palcami. tego słowa mu brakowało. Jak to dobrze mieć pod bokiem kogoś, kto lubi mówić.-Powiedzmy, że nachyliłem się w złym momencie.-nie brał na siebie winy, ale rozumiał, że nieszczęścia chodzą po ludziach i czasami po prostu oberwie się w ryj czy się tego chce czy nie.
Uniósł brew na jego słowa. Wojna secesyjna? Mhmmm. Słuchał i myślał, a na koniec wsparł się dłonią o ladę, popijając swój napój.
-Ciekawe. Ale co się z nimi właściwie stało?-zapytał, jak słodka idiotka, gotów edukować się dalej dzięki przystojnemu obcemu.
Czas płynął względnie spokojnie. Wiadomo krzyki, oklaski, gwizdanie stawały się coraz mniej skoordynowane wiele kufli później, ale na pewno nie brakowało im pasji. On jednak polewał, sprzątał i dalej słuchał gadania klienta, które momentami było mało składne i nie do końca odpowiadało na zadane pytanie, ale nie upominał go. Miał zamiar go słuchać dalej, bo zaproponował odprowadzenie go chociaż trochę do domu. Nie to, że nie ufał jego umiejętnościom poruszania się w linii prostej, ale przezorny zawsze ubezpieczony.
Na zewnątrz czekała go jednak jeszcze jedna niespodzianka. Pakował klucze do torby gdy wyłapał słowa pijaczka, na które od razu podniósł wzrok i po plecach przeszedł go dreszcz. Pijani faceci zawsze mieli pstro w głowie i niezwykle nie lubił, jak był jedynym trzeźwym w grupie. Odpowiedzialność spadała na niego. Ruszył szybciej do przodu, wychodząc na spotkanie kibiców, już wiedząc co się święci. Wystarczyło tylko spojrzeć na ich uśmiechy.
-Evans, nie!-rzucił rozkazująco, wystawiając w jego stronę grożąco palec.-Zbanują cię z baru i gdzie będziesz pić? Do reszty z was to samo!-zafukał to tłumu. Niektórych to niby ruszyło i rozważyli nawet wycofanie się, ale napuszony Ev szybko i dosadnie zignorował ostrzeżenia wilkołaka, szarpiąc go za kołnierz i rzucając na bok, aż młodzik zachwiał się na nogach, wpadając na jednego z kibiców.
-Spieprzaj młody.-wychrypiał, dalej idąc w stronę Feliciana.-A ty co się, kurwa gapisz, co? Patrzcie go jaki przystojniak, co? Psia krew. To się da naprawić.-dodał jednocześnie rozbawiony i wściekły.
Neil obrócił się przez ramię, by spojrzeć na agresorów. Zapowiada się cudowna noc... Westchnął z myślach, żałując, że w ogóle wyszedł kiedykolwiek z domu.
-TAK.-rzucił z pstryknięciem palcami. tego słowa mu brakowało. Jak to dobrze mieć pod bokiem kogoś, kto lubi mówić.-Powiedzmy, że nachyliłem się w złym momencie.-nie brał na siebie winy, ale rozumiał, że nieszczęścia chodzą po ludziach i czasami po prostu oberwie się w ryj czy się tego chce czy nie.
Uniósł brew na jego słowa. Wojna secesyjna? Mhmmm. Słuchał i myślał, a na koniec wsparł się dłonią o ladę, popijając swój napój.
-Ciekawe. Ale co się z nimi właściwie stało?-zapytał, jak słodka idiotka, gotów edukować się dalej dzięki przystojnemu obcemu.
Czas płynął względnie spokojnie. Wiadomo krzyki, oklaski, gwizdanie stawały się coraz mniej skoordynowane wiele kufli później, ale na pewno nie brakowało im pasji. On jednak polewał, sprzątał i dalej słuchał gadania klienta, które momentami było mało składne i nie do końca odpowiadało na zadane pytanie, ale nie upominał go. Miał zamiar go słuchać dalej, bo zaproponował odprowadzenie go chociaż trochę do domu. Nie to, że nie ufał jego umiejętnościom poruszania się w linii prostej, ale przezorny zawsze ubezpieczony.
Na zewnątrz czekała go jednak jeszcze jedna niespodzianka. Pakował klucze do torby gdy wyłapał słowa pijaczka, na które od razu podniósł wzrok i po plecach przeszedł go dreszcz. Pijani faceci zawsze mieli pstro w głowie i niezwykle nie lubił, jak był jedynym trzeźwym w grupie. Odpowiedzialność spadała na niego. Ruszył szybciej do przodu, wychodząc na spotkanie kibiców, już wiedząc co się święci. Wystarczyło tylko spojrzeć na ich uśmiechy.
-Evans, nie!-rzucił rozkazująco, wystawiając w jego stronę grożąco palec.-Zbanują cię z baru i gdzie będziesz pić? Do reszty z was to samo!-zafukał to tłumu. Niektórych to niby ruszyło i rozważyli nawet wycofanie się, ale napuszony Ev szybko i dosadnie zignorował ostrzeżenia wilkołaka, szarpiąc go za kołnierz i rzucając na bok, aż młodzik zachwiał się na nogach, wpadając na jednego z kibiców.
-Spieprzaj młody.-wychrypiał, dalej idąc w stronę Feliciana.-A ty co się, kurwa gapisz, co? Patrzcie go jaki przystojniak, co? Psia krew. To się da naprawić.-dodał jednocześnie rozbawiony i wściekły.
Neil obrócił się przez ramię, by spojrzeć na agresorów. Zapowiada się cudowna noc... Westchnął z myślach, żałując, że w ogóle wyszedł kiedykolwiek z domu.
Koniec sesji