Nora była tego świadoma, zresztą na spotkaniu po pogrzebie Brenna wyraziła się jasno, co powinni sądzić o owej rodzinie, tyle, że jakoś tak nie do końca potrafiła przerywać znajomości, szczególnie, kiedy szczerze wierzyła w to, że Sauriel nie byłby w stanie jej skrzywdzić. Może to złudna nadzieja, ale wierzyła w to, że przyjaźń jest bardzo silną relacją i jest w stanie ignorować najróżniejsze różnice. Oby się kiedyś na tym nie przejechała.
- Durszlak, serio? Daj mi już spokój. - Nie była to przecież szkolna kuchnia, gdzie próbowała przejąć władzę nad skrzatami, które gotowały dla uczniów. Na szczęście jej przyklasnął i również nie chciał za bardzo wgłębiać się w ten temat, jedno upokorzenie mniej, chociaż nie sądziła, żeby robiło to specjalnie dużą różnicę, dawno nie czuła takiego zażenowania jak podczas tej rozmowy, no ale musiała mu przecież wszystko wyjaśnić. - Dzisiaj będziesz spał spokojnie. - Dodała jeszcze, chcąc go zapewnić o tym, że nie ma żadnych planów na ten wieczór, nie wiedzieć czemu czuła, że musi to powiedzieć.
Gdyby jej o tym wcześniej wspomniał, przygotowałaby się na to, że prędzej, czy później spotka tutaj Sama, to by nieco ułatwiło całą sytuację. Miałaby czas na przemyślenia, tak, to wszystko potoczyło się spontanicznie, bo nie spodziewała się, że w ogóle jest szansa na to, że niedługo się spotkają, że w ogóle się spotkają. Nie było jednak sensu teraz tego roztrząsać.
- Mogliśmy, to też prawda, ale był też bardzo łatwo dostępny... - Kto wie, co gorszego mogłoby się przydarzyć, gdyby trafił w jeszcze bardziej nieodpowiedzialne ręce, a przez Warownię przewijało się przecież całe stado ludzi. Na całe szczęście, to oni się poświęcili i wypili bimber... Bohaterowie. - Może niech go trzyma też w piwnicy? To mogłoby zapobiec podobnym sytuacjom. - a Malwa nie poczułaby się urażona, wydawało jej się to najbardziej ugodowym rozwiązaniem sytuacji. Zdawała sobie sprawę, że niektóre skrzaty mogły cierpieć z powodu braku pracy, a Longbottomowie na pewno były w stosunku do tych stworzeń bardzo łaskawi.
- Tak, trzeba, ale on kiedyś już podjął decyzję, zupełnie sam, nie dał mi możliwości zareagowania. - Próbowała trochę wytłumaczyć swój punkt widzenia, chociaż może faktycznie nie miało to nic wspólnego z teraźniejszością, bo przecież aktualnie cała sytuacja rysowała się zupełnie inaczej. Wolała nie myśleć o tym, że powinna mu powiedzieć o jeszcze jednej rzeczy, bo to mogło spowodować jeszcze więcej komplikacji. Podjęła pewne decyzje, dawno temu i najwyraźniej będzie musiała zmierzyć się z konsekwencjami, prędzej, czy później. Ktoś na pewno połączy kropki, szczególnie, że w Warowni aż roiło się od magipolicjantów. Nie było chyba osób, które byłyby w stanie lepiej dojść do tego, co się kiedyś wydarzyło. - Racja, nie siedzę mu w głowie. - Może to i lepiej, bo pewnie nie łatwo byłoby się jej pogodzić z tym, co mógł sobie w tej chwili o niej myśleć.
Poczuła dodatkowy ciężar na łóżku, Erik najprawdopodobniej się do niej dosiadł, znaczy na pewno się do niej dosiadł. Kolejne pytanie okazało się być bardzo proste, wzięła się w końcu na odwagę i uniosła wzrok, żeby spojrzeć na przyjaciela. - Tak. - Krótka odpowiedź padła z jej ust, bo przecież jej na nim zależało, bo przecież przeżyli razem wiele pięknych chwil, bo przecież mimo upływu lat nadal nie ruszyła do przodu, gdzieś w głębi paliła się nadzieja, że to wróci i wróciło, tyle, że nie do końca spodziewała się tego, że tak to się wszystko potoczy. To okrutne zostawić tak kogoś bez słowa. To zdanie okropnie ją zabolało, bo przecież nie chciała nikogo skrzywdzić, tyle, że uciekła, bo po prostu się wystraszyła, bo nie wiedziała, co powinna zrobić. Nie spodziewała się, że wszyscy inni odbiorą to jako okrucieństwo. - Ciekawe, czy w ogóle będzie chciał ze mną teraz rozmawiać. - Rzekła jeszcze nieco rozczarowana.