16.04.2024, 21:34 ✶
Tłumaczyła klarowała, nie ona pierwsza i zapewne nie ostatnia. Samuel nie był sam i Samuel doskonale sobie z tego zdawał sprawę. Nawet jeśli serce rozsadzał mu żal po utraconej miłości Noty, wiedział, że jest stojąca gdzieś w okolicy Brenna i ludzie wmuszający mu ofiarujący mu dach nad głową i normalne, ludzkie łóżko. Wiedział, że jest Lysander i Ula, jego przyjaciele których drzwi i ramiona były dla niego zawsze otwarte. Były mniej lub bardziej istotne znajomości, takie dziwne, których nie rozumiał i takie proste, miłe, które dawały mu poczucie bezpieczeństwa.
Ale Knieja...
– Moje serce należy do puszczy i ja nie wiem... – oddychał coraz spokojniej, wzbierającą energię udało się uziemić, a trawa na poszarzałym cmentarzu podniosła się o te kilka centymetrów, w okolicy zakwitły też soczystą czerwienią maki wraz z równie intensywnymi w barwie chabrami. Sam zwiesił głowę próbują opanować łzy, które do diaska nie chciały przestać płynąć. Co jakiś czas przez ciało przechodził dreszcz, ale skupienie na płucnym miechu pomagało.
– Kiedy pierwszy raz wyjechałem do Londynu byłem za daleko i las się o mnie upomniał. Mama powiedziała mi, że to przez więź, którą mamy z puszczą wiesz ja... Bee mówi cały czas, że są tacy sami jak ja, Erik oo, Erik też wspominał coś też. Nie wiem, hah, jak jestem niedźwiedziem to wszystko wydaje się dużo prostsze. Tyle lat radziłem sobie w jeden sposób, a teraz nagle cały świat oczekuje ode mnie, że będę robił coś inaczej. To... to trudne. – zwiesił ramiona jak dziecko, któremu w końcu dobry nauczyciel dał się wygadać, dał powiedzieć o swoich trudnościach. Pociągnął nosem dwa razy, ale potem otarł go rękawem i tym razem zadarł głowę do góry, by spojrzeć na niebo błękitem odbitym w błękicie.
– Z chęcią Cię posłucham. Pójdziemy... pójdziemy też coś zjeść? Co lubisz? Jesz tylko mięso jak Twoje skóry, czy zdarza Ci się też coś innego? – spróbował czegoś niewinnego. – Robię dużo rzeczy w drewnie, mógłbym, mógłbym zrobić Ciebie jeśli masz ochotę?– zaproponował podnosząc się z nagrobka. – Czym się w ogóle zajmujesz? Czemu przyjechałaś do Doliny? Bee Cię znała wcześniej i zaprosiła? – pochmurny nastrój przechodził, a on testował każde pytanie, które zapamiętał z tych wszystkich małych rozmów i rzucał nimi w nią patrząc które się przylepi, które będzie jej najbardziej odpowiadać. Choć w sumie mogła odpowiedzieć na wszystkie. Lubił ton jej głosu, lubił doszukiwać się w nim kociego mruczenia.
Ale Knieja...
– Moje serce należy do puszczy i ja nie wiem... – oddychał coraz spokojniej, wzbierającą energię udało się uziemić, a trawa na poszarzałym cmentarzu podniosła się o te kilka centymetrów, w okolicy zakwitły też soczystą czerwienią maki wraz z równie intensywnymi w barwie chabrami. Sam zwiesił głowę próbują opanować łzy, które do diaska nie chciały przestać płynąć. Co jakiś czas przez ciało przechodził dreszcz, ale skupienie na płucnym miechu pomagało.
– Kiedy pierwszy raz wyjechałem do Londynu byłem za daleko i las się o mnie upomniał. Mama powiedziała mi, że to przez więź, którą mamy z puszczą wiesz ja... Bee mówi cały czas, że są tacy sami jak ja, Erik oo, Erik też wspominał coś też. Nie wiem, hah, jak jestem niedźwiedziem to wszystko wydaje się dużo prostsze. Tyle lat radziłem sobie w jeden sposób, a teraz nagle cały świat oczekuje ode mnie, że będę robił coś inaczej. To... to trudne. – zwiesił ramiona jak dziecko, któremu w końcu dobry nauczyciel dał się wygadać, dał powiedzieć o swoich trudnościach. Pociągnął nosem dwa razy, ale potem otarł go rękawem i tym razem zadarł głowę do góry, by spojrzeć na niebo błękitem odbitym w błękicie.
– Z chęcią Cię posłucham. Pójdziemy... pójdziemy też coś zjeść? Co lubisz? Jesz tylko mięso jak Twoje skóry, czy zdarza Ci się też coś innego? – spróbował czegoś niewinnego. – Robię dużo rzeczy w drewnie, mógłbym, mógłbym zrobić Ciebie jeśli masz ochotę?– zaproponował podnosząc się z nagrobka. – Czym się w ogóle zajmujesz? Czemu przyjechałaś do Doliny? Bee Cię znała wcześniej i zaprosiła? – pochmurny nastrój przechodził, a on testował każde pytanie, które zapamiętał z tych wszystkich małych rozmów i rzucał nimi w nią patrząc które się przylepi, które będzie jej najbardziej odpowiadać. Choć w sumie mogła odpowiedzieć na wszystkie. Lubił ton jej głosu, lubił doszukiwać się w nim kociego mruczenia.