17.04.2024, 09:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.04.2024, 09:22 przez Bard Beedle.)
Nora słyszała gdzieś za sobą głosy, gdy płakała nad ciałem Mabel - Millie rozmawiała z kimś między regałami, obojętna na to, że właśnie w drugiej części pomieszczenia pojawiły się trupy. Mała Figgówna spoczywała nieruchomo w ramionach Nory, zimna już, a z jej ust wypłynął strumyczek krwi, kiedy kobieta poruszyła drobnym ciałkiem.
Wszyscy byli martwi.
Tylko skąd martwa Mabel w domu Juliusów? Skąd martwi Erik i Brenna, skoro ledwo chwilę wcześniej minęły Brennę, wypadającą z tego pomieszczenia? Longbottom zerknęła tutaj przecież, jakby bała się wpuścić Millie i Norę gdzieś, gdzie nie wejdzie najpierw, ale nie sprawdziła wszystkiego dość dokładnie...
Czy Erik nie wchodził po schodach na górę?
Kolejny ruch.
Za plecami Nory wciąż znajdowała się biblioteka Juliusów. I z odsuniętej lekko szuflady biurka powoli wyłonił się wielki kot: tak bardzo znajomy i tak bardzo obcy, bo jego futro nie było zadbane, a wypadało kłębami, bo pyszczek zaczynał już gnić.
– Zostawiłaś mnie na śmierć, Nora - powiedział Salem z wyrzutem, zeskakując na podłogę. Ostrożnie omijał szkło, leżące na posadce: ktoś kiedyś musiał strącić szklankę albo inne naczynie pozostawione na blacie biurka i zostawił to tak, nigdy nieposprzątane. – I zastąpiłaś mnie.
*
Alastor Moody kopnął książkę, leżącą na podłodze. Było ich tutaj, między regałami, kilkanaście: jakby ktoś swego czasu strącił je z półek. Coś w tym geście zdawało się sugerować, że auror najchętniej kopnąłby w ten sposób swoją siostrę. Sprawił, że znikłaby mu z oczu, tak jak ten tomik poezji, który wpadł pod jeden z regałów.
I z ciemności pod regałem, jakby wywabione tym ruchem, zaczęło coś wypełzać. Millie mrugnęła: w jednej chwili byli tutaj ona i jej brat.
W drugiej chwili byli tutaj ona i dwóch jej braci, Alastor i Alastor, stojący po obu jej stronach, obaj jakby nie zauważający siebie nawzajem, obaj wpatrujący się w nią, tylko w nią.
A gdzieś z tyłu, z miejsca, gdzie była Nora, dobiegał czyiś płacz i czyiś głos – chociaż dla Miles, skupionej na Alastorze Moodym, zdawał się zbyt daleki, aby mogła rozróżnić wypowiadane słowa.
Tura do: 21.04.
@Millie Moody @Nora Figg
Wszyscy byli martwi.
Tylko skąd martwa Mabel w domu Juliusów? Skąd martwi Erik i Brenna, skoro ledwo chwilę wcześniej minęły Brennę, wypadającą z tego pomieszczenia? Longbottom zerknęła tutaj przecież, jakby bała się wpuścić Millie i Norę gdzieś, gdzie nie wejdzie najpierw, ale nie sprawdziła wszystkiego dość dokładnie...
Czy Erik nie wchodził po schodach na górę?
Kolejny ruch.
Za plecami Nory wciąż znajdowała się biblioteka Juliusów. I z odsuniętej lekko szuflady biurka powoli wyłonił się wielki kot: tak bardzo znajomy i tak bardzo obcy, bo jego futro nie było zadbane, a wypadało kłębami, bo pyszczek zaczynał już gnić.
– Zostawiłaś mnie na śmierć, Nora - powiedział Salem z wyrzutem, zeskakując na podłogę. Ostrożnie omijał szkło, leżące na posadce: ktoś kiedyś musiał strącić szklankę albo inne naczynie pozostawione na blacie biurka i zostawił to tak, nigdy nieposprzątane. – I zastąpiłaś mnie.
*
Alastor Moody kopnął książkę, leżącą na podłodze. Było ich tutaj, między regałami, kilkanaście: jakby ktoś swego czasu strącił je z półek. Coś w tym geście zdawało się sugerować, że auror najchętniej kopnąłby w ten sposób swoją siostrę. Sprawił, że znikłaby mu z oczu, tak jak ten tomik poezji, który wpadł pod jeden z regałów.
I z ciemności pod regałem, jakby wywabione tym ruchem, zaczęło coś wypełzać. Millie mrugnęła: w jednej chwili byli tutaj ona i jej brat.
W drugiej chwili byli tutaj ona i dwóch jej braci, Alastor i Alastor, stojący po obu jej stronach, obaj jakby nie zauważający siebie nawzajem, obaj wpatrujący się w nią, tylko w nią.
A gdzieś z tyłu, z miejsca, gdzie była Nora, dobiegał czyiś płacz i czyiś głos – chociaż dla Miles, skupionej na Alastorze Moodym, zdawał się zbyt daleki, aby mogła rozróżnić wypowiadane słowa.
Tura do: 21.04.
@Millie Moody @Nora Figg