17.04.2024, 10:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.04.2024, 10:07 przez Millie Moody.)
Magiczny świat był pełen potworów, a najgorsze były te, które potrafiła wygenerować własna głowa. Strach ewoluował wraz z człowiekiem, zyskując coraz to nowszy koloryt, rozbudowane siatki skojarzeń, obaw, ale też bazując na rozciągliwych, lepkich korzeniach. Ciemność, osamotnienie, śmierć.
Magiczny świat miał stanowczo zbyt wiele możliwości grzebania w ludzkiej głowie, żeby nie wspomnieć o zmyślnie dobranym zielu, kadzidłach, eliksirach, tradycyjnych narkotykach, ale też oparach jakiś alchemicznych gówien. Magiczny świat był pełen iluzji, pełen złośliwych istnień spaczonych nadmiarem możliwości, które z lubością testowały kruche umysły innych. Magiczny świat był też pełen wariatów, a Mildred po kilku miesiącach w Lecznicy Dusz, za taką wariatkę właśnie się uważała.
Koszmary... Lepiące duszne nocne mary nie mogąc przyjść do niej nocą przychodziły za dnia. Wyszła już do świata rzeczywistego, przebiła błonę, Alastor wezwał ją, wyszarpnął z objęć stagnacji. To było zobowiązanie. To była obietnica. To było kochanie, którego dzisiaj chciał się wyprzeć, bo serce jego należało do kogo innego.
Ale zaraz potem pojawił się drugi Alastor. Równie piękny, równie wyidelizowany oczyma oplecionej jednostronnym uczuciem Millie. Tym razem był szczuplejszy, przygarbiony, odziany w czerń. Na ziemię upadła czarnoksięska maska obficie skropiona krwią, białe odsłonięte przedramie lśniło wypalonym znakiem Czarnego Pana.
– Chciałbym powiedzieć, że musisz wybrać, ale wiem, że twoje czarne serce już dawno wybrało. Czas zabijać Millie. Czas wziąć los w swoje ręce i zrobić z tym porządek. – warczał ku niej rozkazy, a przerażony kręgosłup wysyłał impulsy, znajome impulsy bezwzględnego posłuszeństwa. Dlatego kurwa jeszcze kilka lat temu siedziała z Alastorem układając głupie rymowanki, żeby poznać, żeby wiedzieć kiedy to będzie on, a kiedy pieprzony doppelganger. On nie wiedział, ale ona była w pełni świadoma, że gdyby kazał jej zabić to nie zadawałaby pytań. Piorun w jego dłoniach. On sprawiedliwością, ona narzędziem.
– Głucha jesteś czy tępa? Nic dziwnego kurwa, że nie awansowałaś nawet na detektywa. Matka musiała się zeszmacić z jebanym listonoszem, nie wierzę, że jesteśmy tej samej krwi pozbawiona ambicji szmato – sarkał tymczasem elegancik, który wiedział wiele, ale tak jak myśli i lęki Mildred były ze sobą mocno splątane, tak i sens wypowiedzi powoi zatracał się. – Zabij ich na co czekasz, wystarczy zadrzeć szatę na głowę i zacisnąć mocno, aż usłyszysz to słodkie chrupnięcie w karku. O tym śnisz o tym marzysz Mills, za każdym razem gdy łapiesz ich, a potem musisz wypuszczać – krok, dwa, trzy do tyłu. Czy zapomniała wziąć dzisiaj leki?
Zaczęła chichotać nerwowo, wiedząc już że ten i ten drugi i kto wie och może zaraz zobaczy trzeciego, że oni nie są prawdziwi, tak jak nie była prawdziwa rozlewająca się czerń po ścianie, tak jak nie było gardło leżącej w pokoju cicho wiedźmy rozorane ołówkiem, bo chrapała za głośno. Nie nie, to nie jest prawda, to tylko sen, znów śni i musi, musi koniecznie się obudzić. Gdzie jest jej anioł, on jej powie, on wychłoszczyczuje czy jak do chuja nazywało się to zaklęcie od czyszczenia, no wyczyści jej myśli, roześmieje się perliście, wsadzi pączka w ryj i każe nie zmyślać. Dobra stara Nora, gdzie ona kurwa jest.
– Nora puchatko złota! – reality check, to właśnie powinna sobie zaaplikować prosto czopkiem w tyłek, chociaż przy tych ciasnych rurkach dopiętych szwem absolutnie magicznym mógłby być problem. A czopki w gardło chyba jednak szkodzą. Mierzyła z różdżki to do jednego to do drugiego i podjęła decyzję że poprzednie zawołanie mogło być po prostu za ciche.
– NORA KURWA GDZIE JESTEŚ?! Otworzyłaś okno bo ja... ja tu widzę sam zaduch jebany! Dwa zaduchy jebane! – krzyknęła znów wycofując się do "głównej" części biblioteki, do okna, do światła, do kolorów, do barw, którymi potrzebowała obmyć swoją twarz. Jak mówił jej ten cały Black (jaki normalny psychiatra ma tak na nazwisko kurwa, człowiek na samą myśl popadał w depresję) jakie to były te kotwice na rzeczywistość? Liczenie i zmysły, chyba oczy były pierwsze.