17.04.2024, 16:18 ✶
Parsknął śmiechem na stwierdzenie Mabel, że sprawdzała czy jej nie zje. Znaczy... podejrzewał, że gdyby on był na miejscu jej opiekuna, to pewnie dostałby zawału, gdyby jakikolwiek niedźwiedź pojawiłby się w obejściu tej drobnej i ufnej istoty. Z drugiej strony osoby w Warowni były wnikliwie przefiltrowane przez jej gospodarzy, czyż nie? Chociaż czy Sam zaufałby Samowi, gdyby go spotkał i zlecił naprawianie swojego płotu? To był ciekawy koncept filozoficzny do rozważenia, ale na pewno nie na dzisiejszy dzień. Starczyło już wrażeń i rozoranego pazurami trawnika...
Skoro różdżka mu już nie była groźna (chyba?), to opuścił ręce i podniósł się, oglądając straty i powstrzymując się przed tym, by od razu iść i ustawiać kawałek płota do pionu.
– Jestem niedźwiedziem jednoosobowym – zadeklarował nieco bezmyślnie, patrząc na kota, to na swoje buty. Dziwne, jego i Erika dzieliło ledwie pięć lat, a jednak był teraz raczej po stronie dużo młodszej dziewczynki, przyłapany na dziecięcych zabawach, zamiast na wypełnianiu obowiązków. Westchnął ciężko znów, przepraszająco i spróbował spojrzeć w twarz rozgniewanemu (?) pracodawcy.
Przełknął głośno ślinę nim powiedział:
– Starałem się. – no bo jak mógł powiedzieć proste "tak" skoro mogła się jednak nie utrzymać, te zawijasy były w sumie całkiem zamaszyste. Z drugiej strony jak powiedzieć Erikowi, że dzieci w tym wieku mają całkiem elastyczne kości i że on jak był w jej wieku (w okolicach jej wieku? Ile w sumie Mabel miała lat?) to spadał z większych wysokości niż akuratnie kłęb niedźwiedzi i nic mu nie było. Dokładał jednak starań. Nie szarżował tak bardzo aby przeszarżować. Nie zdążył.
– Em... to co pani architektko, wrócimy do projektu czy chcesz teraz posiedzieć trochę z ...em... wujkiem? – uniósł pytająco brwi w stronę Erika, bo w sumie nie wiedział. Nie śledził tak uważnie opowieści Brenny o swoich krewnych, skoro zakładał przed laty że i tak nie będzie miał z nimi żadnego kontaktu. Teraz trochę żałował. W warowni było sporo osób, które wymijał chociażby w drodze do kuchni, kiedy szukał Malwy by zapytać o jakieś detale. Nie wnikał. Było tu dużo ludzi i w sumie Mabel mogła być dzieckiem każdego z nich.
Skoro różdżka mu już nie była groźna (chyba?), to opuścił ręce i podniósł się, oglądając straty i powstrzymując się przed tym, by od razu iść i ustawiać kawałek płota do pionu.
– Jestem niedźwiedziem jednoosobowym – zadeklarował nieco bezmyślnie, patrząc na kota, to na swoje buty. Dziwne, jego i Erika dzieliło ledwie pięć lat, a jednak był teraz raczej po stronie dużo młodszej dziewczynki, przyłapany na dziecięcych zabawach, zamiast na wypełnianiu obowiązków. Westchnął ciężko znów, przepraszająco i spróbował spojrzeć w twarz rozgniewanemu (?) pracodawcy.
Przełknął głośno ślinę nim powiedział:
– Starałem się. – no bo jak mógł powiedzieć proste "tak" skoro mogła się jednak nie utrzymać, te zawijasy były w sumie całkiem zamaszyste. Z drugiej strony jak powiedzieć Erikowi, że dzieci w tym wieku mają całkiem elastyczne kości i że on jak był w jej wieku (w okolicach jej wieku? Ile w sumie Mabel miała lat?) to spadał z większych wysokości niż akuratnie kłęb niedźwiedzi i nic mu nie było. Dokładał jednak starań. Nie szarżował tak bardzo aby przeszarżować. Nie zdążył.
– Em... to co pani architektko, wrócimy do projektu czy chcesz teraz posiedzieć trochę z ...em... wujkiem? – uniósł pytająco brwi w stronę Erika, bo w sumie nie wiedział. Nie śledził tak uważnie opowieści Brenny o swoich krewnych, skoro zakładał przed laty że i tak nie będzie miał z nimi żadnego kontaktu. Teraz trochę żałował. W warowni było sporo osób, które wymijał chociażby w drodze do kuchni, kiedy szukał Malwy by zapytać o jakieś detale. Nie wnikał. Było tu dużo ludzi i w sumie Mabel mogła być dzieckiem każdego z nich.