17.04.2024, 18:34 ✶
–PSIK!
Nagle zrobiło się jakoś ciasnawo, a jego wciąż kręciło w nosie. Otrząsnął łeb zdezorientowany i podniósł wielką łapę by otrzeć swędzący łeb. Kilkakrotnie. Nos jakoś tak był zapchany, nie czuł za bardzo zapachu, ale gdy otworzył ślepia uderzyło weń inne światło, obce światło.
Zdziwiony pomruk dobył się z gardzieli, miś postąpił krok w tył i trafił na szafki. Obrócił się gwałtownie i zrzucił talerze z łoskotem. Rozbił się o coś o kogoś miękkiego i odwrócił się gwałtownie znów, zaniepokojony przystępując z nogi na nogę, nie wiedząc co tu do jasnej cholery się dzieje.
I wtedy swój mokry nos wsadził niemalże prosto w Norę, w bezwzględnie obezwładniającą go istotę, która znikała i pojawiała się w jego życiu z taką intensywnością, że aż przysiadł. Ale... ale jej nie było w Dolinie, nie było jej w Dolinie, nie obierała z nim jabłek to... to nie była Dolina. Odwrócił łeb znowu, i znowu, uszy nagle zaczęły odbierać hałas ulicy, a ciało wypełnione obecnie adrenaliną oczyściło nos i zapachy...
Na Knieję...
...te zapachy...
Nora w pierwszej kolejności, intensywnie, magnetyczna, sprawiająca, że ciężko w ogóle było mu chodzić i myśleć. Kuchnia ciasto, środek do czyszczenia i ludzie miliony ludzi, którzy byli niedawno. I jak Samuel bywał powolny w kojarzeniu faktów, tak rozpoznał tą kuchnię, rozpoznał to miejsce ze zdjęć promocyjnych.
Londyn
Poczuł wzbierające w nim emocje i strach, w głównej mierze strach o nią. Jęknął, po niedźwiedziowemu, zawodząc, ostrzegając ją, chcąc ją odepchnąć od siebie, żeby tylko nie skończyło się tak jak nad jeziorem. Ale kuchnia była za mała. Był w potrzasku.
Nie zastanawiając się dłużej zrobił coś czego wcześniej nigdy nie robił przed Norą, a przynajmniej nie przed Norą, która była tego świadoma. Nagle jego ciało zmniejszyło się, a futro zamiast brązu przybrało płowo-błękitny płaszcz pierza. Zamiast siedzącego na porozrzucanych naczyniach niedźwiedzia... kobieta miała przed sobą dość nieoczekiwanie niewielkiego sokolika, o dziwnym umaszczeniu. Czy wiedziała, że to krogulec? Na pewno wiedziała, że ptak właśnie postanowił uciec. Byle dalej, nim zazdrość dosięgnie zielonymi szponami kogoś, kto miał szansę przebić się przez zielone, cierniste zasieki. Okna były zamknięte, tak samo jak drzwi, więc pozostał róg, wbić się w róg, byle dalej, byle bezpieczniej, póki fala nie przejdzie, a zagrożenie nie minie... na jakiś czas...
Nagle zrobiło się jakoś ciasnawo, a jego wciąż kręciło w nosie. Otrząsnął łeb zdezorientowany i podniósł wielką łapę by otrzeć swędzący łeb. Kilkakrotnie. Nos jakoś tak był zapchany, nie czuł za bardzo zapachu, ale gdy otworzył ślepia uderzyło weń inne światło, obce światło.
Zdziwiony pomruk dobył się z gardzieli, miś postąpił krok w tył i trafił na szafki. Obrócił się gwałtownie i zrzucił talerze z łoskotem. Rozbił się o coś o kogoś miękkiego i odwrócił się gwałtownie znów, zaniepokojony przystępując z nogi na nogę, nie wiedząc co tu do jasnej cholery się dzieje.
I wtedy swój mokry nos wsadził niemalże prosto w Norę, w bezwzględnie obezwładniającą go istotę, która znikała i pojawiała się w jego życiu z taką intensywnością, że aż przysiadł. Ale... ale jej nie było w Dolinie, nie było jej w Dolinie, nie obierała z nim jabłek to... to nie była Dolina. Odwrócił łeb znowu, i znowu, uszy nagle zaczęły odbierać hałas ulicy, a ciało wypełnione obecnie adrenaliną oczyściło nos i zapachy...
Na Knieję...
...te zapachy...
Nora w pierwszej kolejności, intensywnie, magnetyczna, sprawiająca, że ciężko w ogóle było mu chodzić i myśleć. Kuchnia ciasto, środek do czyszczenia i ludzie miliony ludzi, którzy byli niedawno. I jak Samuel bywał powolny w kojarzeniu faktów, tak rozpoznał tą kuchnię, rozpoznał to miejsce ze zdjęć promocyjnych.
Londyn
Poczuł wzbierające w nim emocje i strach, w głównej mierze strach o nią. Jęknął, po niedźwiedziowemu, zawodząc, ostrzegając ją, chcąc ją odepchnąć od siebie, żeby tylko nie skończyło się tak jak nad jeziorem. Ale kuchnia była za mała. Był w potrzasku.
Nie zastanawiając się dłużej zrobił coś czego wcześniej nigdy nie robił przed Norą, a przynajmniej nie przed Norą, która była tego świadoma. Nagle jego ciało zmniejszyło się, a futro zamiast brązu przybrało płowo-błękitny płaszcz pierza. Zamiast siedzącego na porozrzucanych naczyniach niedźwiedzia... kobieta miała przed sobą dość nieoczekiwanie niewielkiego sokolika, o dziwnym umaszczeniu. Czy wiedziała, że to krogulec? Na pewno wiedziała, że ptak właśnie postanowił uciec. Byle dalej, nim zazdrość dosięgnie zielonymi szponami kogoś, kto miał szansę przebić się przez zielone, cierniste zasieki. Okna były zamknięte, tak samo jak drzwi, więc pozostał róg, wbić się w róg, byle dalej, byle bezpieczniej, póki fala nie przejdzie, a zagrożenie nie minie... na jakiś czas...
Kształtowanie bo sytuacja stresująca
Rzut O 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!