Stała więc sobie przy tym blacie. Kręciła to ciasto i kręciła. Kiedy nagle ktoś, a raczej coś pojawiło się w jej kuchni. Nie spodziewała się tego zupełnie, bo kto by przewidział to, że pojawi się tutaj niedźwiedź? Nie wiadomo skąd. Pisnęła w głos, no bo się wystraszyła, nie spodziewała się gości, jeszcze takich pokrytych futrem. Metalowa miska wypadła jej z dłoni i potoczyła się po podłodze. Miała nadzieję, że nikt jej nie słyszał, jeszcze tego brakowało, żeby zbiegła tu się cała klubokawiarnia.
Po pierwszym szoku dotarło do niej, że znała przecież jednego niedźwiedzia, jakie mogło być prawdopodobieństwo, że to właśnie on się tutaj zjawił? Na pewno większe od tego, że był to zupełnie obcy niedźwiedź. Jak to w ogóle możliwe? Myślała o nim to fakt, ale przecież nie powinna była ściągnąć go tutaj do siebie samymi myślami. Może miała już omamy przez to wszystko? Nie wiedzieć czemu ta opcja wydawała się jej być nawet bardziej realna od tego, że do jej kuchni teleportował się niedźwiedź, bo one przecież nie potrafią się teleportować...
Później jęknął, a może ryknął? Odezwał się to znaczy, odsunęła się więc, bo odebrała to jako ostrzeżenie. - Sam? - Wymknęło jej się cicho, bo nie miała pojęcia, co się dzieje, a wolałaby wiedzieć.
Nie otrzymała odpowiedzi, zamiast tego na jej oczach zwierzę zaczęło się zmieniać, tyle, że nie w człowieka. Pojawił się przed nią ptak, skupiła się przez chwilę, żeby przypomnieć sobie, co to za gatunek, na całe szczęście była całkiem biegła w wiedzy o przyrodzie, połączyła więc kropki i stwierdziła, że to chyba krogulec, albo tak jej się wydawało, mimo wszystko jej konikiem zawsze były jednak rośliny.
Ptak zaczął uciekać, tylko dlaczego? Pojawił się tu przecież bez jej przymuszenia, dlaczego teraz chciał się schować. Nie zastanawiała się nad tym specjalnie długo, po prostu ruszyła za nim, bo oczekiwała wyjaśnień, najlepiej w tym momencie.