Nie zdążyła do niego podjeść, a odfrunął. Co za ptaszysko! Nie, żeby poddała się od razu. Nie zamierzała mu jednak pozwolić latać po swojej kuchni, to było jej miejsce, to ona tu rządziła i zamierzała mu to dosadnie przekazać. Na jej twarzy pojawiła się zawziętość, której nie brakowało jej w pewnych momentach, w których była do tego potrzebna, mimo, że Norka rzadko kiedy tę stronę pokazywała.
Przez myśl jej przeszło, gdzie jest Lady, kotka powinna sobie poradzić z tym ptakiem bez mniejszego kłopotu, zresztą ta cukiernia przecież była pełna kotów! Jednak ani Kapitan Pazur, ani Karl, czy nawet Leo pod postacią kota nie znajdowali się teraz w kuchni, oczywiście, akurat gdy mogli się jej do czegoś przydać. Jak zawsze została skazana na to, żeby poradzić sobie sama.
Ptak wydawał się pokazywać swoje niezadowolenie. Tupał nogą! Dobre sobie. Nie zamierzała tego tak zostawić. Co to, to nie.
Gdy znalazła się bliżej niego to na nią skrzeknął, mogłaby się założyć, że nie chciał jej teraz powiedzieć nic miłego. Wcale jej to nie zraziło. Wyciągnęła w jego stronę, zwinnym ruchem swoje ręce, jakby chciała go złapać w swoje dłonie.
Sukces!